Mazurek i Kwieciński zakrzyczani w Lublinie. Urzędnicy skandowali "tchórze i kłamcy"

Urzędnicy z Lublina protestowali krzycząc "tchórze i kłamcy" w kierunku ministra i wicemarszałek Sejmu z PiS. Poszło o słowa polityków, że na Lubelszczyźnie źle wydawane są unijne pieniądze. Teraz PiS twierdzi, że wszystko zostało "nagrane".

Wizyta na Lubelszczyźnie ma związek z objazdem PiS po miastach wojewódzkich, by podczas kampanii do wyborów samorządowych sprawdzać, jak wydawane są środki unijne.

Na wspólnej konferencji prasowej ministra inwestycji i rozwoju Jerzego Kwiecińskiego oraz wicemarszałek Sejmu, rzeczniczki PiS, Beaty Mazurek, pojawiło się kilkadziesiąt osób. Szybko okazało się, że nie są to zwolennicy partii Jarosława Kaczyńskiego. 

Wypróbuj nasz newsletter z sekcją o wyborach samorządowych. Kliknij, aby się zapisać 

Praktycznie wszystkie z nich to pracownicy Urzędu Marszałkowskiego w Lublinie, którzy pojawili się tam razem z marszałkiem Lubelszczyzny Sławomirem Sosnowskim.

Minister Kwieciński przekonywał, że istnieje obawa, że w woj. lubelskim przepadnie 80 milionów euro unijnych dotacji, wtórowała mu w tym Mazurek, zapowiadając wysłanie pisma do marszałka województwa o wykorzystywanie funduszy.

Takim zarzutom zaprzeczał marszałek Sosnowski. Politycy rozmawiali chwilę, ale później działacze PiS poszli w stronę urzędu, ignorując protestujących.

"Kłamcy", "tchórze" w stronę ministra i wicemarszałek

Tej przechadzce towarzyszyły gwizdy, krzyki, jak np. "kłamcy" albo "tchórze" skandowane przez dziesiątki osób. Wszystko na nagraniu zarejestrowała dziennikarka TOK FM Anna Gmiterek-Zabłocka.

- Urzędnicy zamiast pracować biorą udział w pikiecie, widzimy, że PSL urzęduje na ulicy - ironizowała Beata Mazurek, komentując te zdarzenia.

Poza zwróceniem się do marszałka Lubelszczyzny z pytaniami o unijne fundusze, działacze PiS wystąpili o informacje z księgi wejść i wyjść w urzędzie.

Nie potrafimy obecnie powiedzieć ilu urzędników w godzinach pracy wyszło na pikietę. Z tego co usłyszeliśmy, to dawano im propozycje "nie do odrzucenia". Dyrektorzy departamentów chodzili i mówili, że marszałek zaprasza, co było sugestywne. Oni nie mogli odmówić, to sytuacja bez precedensu

- tłumaczyli potem lokalni działacze Prawa i Sprawiedliwości.

Tydzień na Gazeta.pl. Tych materiałów nie możesz przegapić! SPRAWDŹ

Więcej o: