Eksperci o wizycie Andrzeja Dudy w Białym Domu: zdecydowanie za rzadko, a termin niefortunny

Jacek Gądek
Po 8 latach od wizyty Bronisława Komorowskiego w Białym Domu, Donald Trump ma przyjąć Andrzeja Dudę. - To zdecydowanie za rzadko - mówi dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas. A były ambasador w USA Ryszard Schnepf dodaje: - Termin wizyty jest niefortunny.

Jacek Gądek: - Wizyta prezydenta Polski w Waszyngtonie to powód by się cieszyć?

Ryszard Schnepf*: - Bezwzględnie tak. Każda wizyta głowy państwa polskiego w Białym Domu i spotkanie z prezydentem USA jest ważne. Dobrze, że w końcu po tak długim czasie, do niego dochodzi.

Istotny jest uścisk dłoni, a nie konkretne ustalenia, bo tych trudno się spodziewać?

Ryszard SchnepfRyszard Schnepf fot. Albert Zawada/AG

Termin wizyty jest niefortunny. Ameryka żyje teraz kilkoma innymi sprawami, które koncentrują uwagę państwa jak skutki huraganu albo wojna handlowa z Chinami, która grozi konsekwencjami dla gospodarki na całym świecie. I wreszcie rozpoczynający się proces Paula Manaforta, co może poszerzyć wiedzę o wpływie Rosjan na wyniki wyborów w USA. Trump będzie rozmawiał z Dudą, ale będzie pochłonięty czymś innym.

Są jednak kwestie, które można próbować załatwić - zwłaszcza pogłębienie dywersyfikacji źródeł gazu dla Polski. Poprzedni rząd [PO-PSL] wybudował gazoport w Świnoujściu, a rozmowy z prezesami elity biznesu gazowego prowadziłem osobiście.

Z kolei w kwestiach bezpieczeństwa trzeba zabiegać o coraz większą obecność wojsk USA w Polsce. To jednak wieloletni projekt, który budżet USA obciążałby gigantyczną sumą. Polska deklaracja wydania na ten cel dwóch miliardów dolarów to kropla w morzu.

Bezpieczeństwo ma być jednym z filarów deklaracji prezydentów. Ale póki co może się skończyć na słowach?

Wielokrotnie już tak bywało. Wspólna deklaracja, jeżeli będzie ogłoszona, jest czynnikiem wspierającym, ale jeszcze nie decydującym. Administracja USA będzie działać wedle własnych zasad i kalkulacji, a to skomplikowany proces. Jeśli już dojdzie do finalizacji, czego bym sobie życzył, to już za innych rządów - w Polsce i USA.

Prezydencki minister Krzysztof Szczerski mówi, że Andrzej Duda stawia sobie za cel przekonanie prezydenta USA do stworzenia stałej bazy NATO w Polsce. Realny cel?

Nie przywiązywałbym wagi do takiego stwierdzenia. Trump albo już jest przekonany przez swoich doradców, albo nie. A wpływ spotkania z Dudą będzie minimalny, jeśli jakikolwiek. Zapewne jakieś wyrażenie wsparcia dla coraz większej obecności wojsk USA w Polsce już zostało wypracowane i w czasie konferencji Trump powie na przykład: - Tak, widzę, że to jest dobry kierunek.

Za to o ustawie o IPN, która wywołała kryzys w relacjach polsko-amerykańskich ani słowa?

Politycznie na najwyższym szczeblu sprawa ta jest zamknięta - stąd wizyta Dudy stała się w ogóle możliwa. Ale - to wiem na pewno z moich kontaktów - dla elit intelektualnych i biznesowych ta kompromitująca ustawa jest pamiętana i będzie ciążyć na naszych relacjach.

A co będzie dominować w czasie tej wizyty?

Temat historyczny. Z pewnością w wypowiedziach prezydentów znajdą się liczne odwołania do przeszłości i zapewnień o dalszej współpracy. W wymiarze praktycznym nie będzie to oczywiście mieć wielkiego znaczenia.

Warto pamiętać, że Trump był bardzo dobrze przyjęty w Polsce. Na początku prezydentury znajdował się w trudnej sytuacji, a w niemal całej Europie źle na niego reagowano. W Polsce było jednak inaczej - z całą pewnością o tym nie zapomniał, a teraz nadszedł czas na rewanż, choćby symboliczny. Duda tę satysfakcję od Trumpa zapewne otrzyma. A czy ta wizyta realnie coś zmieni? Nie sądzę.

* Ryszard Schnepf. Dyplomata, były wiceminister spraw zagranicznych, były ambasador w Urugwaju, Ameryce Środkowej, Hiszpanii i w Stanach Zjednoczonych. Wykłada politykę zagraniczną, współczesną dyplomację i politykę USA na Uniwersytecie Warszawskim.

Dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, fot. TVN24Dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, fot. TVN24 TVN24

Jacek Gądek: - Prezydenci Polski i USA mają - wedle słów ministra Krzysztofa Szczerskiego - podpisać deklarację o pogłębieniu partnerstwa strategicznego. Czy taki dokument ma jakąś wagę, czy to jedynie propagandowa pożywka dla mediów?

Dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas**: - Deklaracja może być czysto symboliczna - takie deklaracje mimo braku zawartych w nich politycznych rozstrzygnięć i prawnych zobowiązań pełnią jednak pożyteczną rolę. Ale pod warunkiem: że nie jest ich zbyt wiele. Ten symboliczny instrument dyplomacji zbyt często używany.

Poprzednią 10 lat temu podpisali prezydenci Lech Kaczyński i George W. Bush.

Z oceną trzeba się wstrzymać do momentu, gdy poznamy jej treść. Nawet na kilkadziesiąt minut przed złożeniem podpisów mogą jeszcze być nanoszone ostatnie poprawki. Jako były dyplomata wiem, że często właśnie tak się dzieje.

Przy administracji ta niepewność jest jeszcze większa…

…bo Biały Dom działa chaotycznie. Wiadomo, że współpracownicy Trumpa czasem zabierają mu przygotowane do podpisania dokumenty. Chowają je tak, aby Trump ich nie znalazł po to, aby uchronić USA przed błędami.

Tej deklaracji chyba już nie zabiorą. Szczerski podkreślił, że ma ona trzy filary: współpracę wojskową i bezpieczeństwo, energetykę, a także współpracę gospodarczą.

Dużo większe niż tylko propagandowe znaczenie ma współpraca wojskowa. Zaczekajmy jednak na konkretne zapisy.

Z kolei w sprawach energetycznych rząd USA już prowadzi politykę współpracy międzynarodowej. W handlu nośnikami energii Stany Zjednoczone są dużo bardziej otwarte niż przez minione kilkadziesiąt lat, ale to dzięki decyzjom poprzedniej administracji. Już wcześniej [po staraniach administracji Baracka Obamy - red.] Kongres zgodził się na zniesienie ograniczeń w handlu, które obowiązywały jeszcze z czasów szoków naftowych.

Dziś USA eksportują gaz i ropę. O to głównie chodzi w deklaracjach o współpracy w dziedzinie energetyki między USA a partnerami zagranicznymi: żeby inne państwa kupowały od Stanów Zjednoczonych. A to pozwala tym państwom zróżnicować swoje źródła importu i zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne. Jednocześnie USA chcą zarobić - zarówno władze federalne, jak i biznes gazowo-naftowy, który w USA jest prywatny.

Często ropę i gaz traktuje się tak, jakby to od nich zależał los świata, gospodarki i bezpieczeństwa - to efekt propagandy tej branży przemysłowej. Nie powinniśmy jej ulegać.

Wpisany w deklarację polsko-amerykańskiej sprzeciw wobec budowy NordStream II, to rzecz drugorzędna?

Znaczenie ropy i gazu jest niesłusznie przeceniane.

Andrzej Duda ma zaplanowane spotkania z prezydentem Donaldem Trumpem, wiceprezydentem Mikiem Pence i sekretarzem stanu Mikiem Pompeo. Absolutny top.

I to jest standard. Sekretarza stanu nie można jednak nazwać trzecią osobą w państwie. Oczywiście jest to stanowisko bardzo prestiżowe i ważne z punktu widzenia polityki zagranicznej, a więc z perspektywy Polski jest ważniejszy niż de facto jest w USA.

8 lat temu miała miejsce poprzednia wizyta prezydenta Polski w Białym Domu. Taka częstotliwość to też standard?

W przypadku państw ważnych, nawet jeśli nie mają one tzw. specjalnych stosunków z USA, wymiana wizyt na szczycie jest dużo częstsza: dwa razy w trakcie kadencji danego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Raz na osiem lat to zdecydowanie za rzadko.

** Dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas. Amerykanista, dyplomata i ekspert ds. bezpieczeństwa. Absolwent Georgetown University i Johns Hopkins University w Waszyngtonie

Trump tłumaczy się z konferencji z Putinem. Winę zrzucił na przejęzyczenie, ale to mu nie nie pomogło

Więcej o: