Robert Biedroń o aferze pedofilskiej w Słupsku. "Nie mam sobie nic do zarzucenia"

Robert Biedroń stanowczo zaprzeczył, by jego wejście do krajowej polityki było próbą ucieczki od afery pedofilskiej w Słupsku. - Nie mam sobie nic do zarzucenia - powiedział w Radiu Zet prezydent miasta.

Robert Biedroń w Radiu Zet był pytany o aferę pedofilską w Słupsku. Prowadząca zapytała, czy wejście do krajowej polityki nie jest próbą ucieczki od afery pedofilskiej w mieście rządzonym przez Biedronia.

Afera pedofilska w Słupsku pod lupą prokuratury

Ten stanowczo zaprzeczył. - Ktoś, kto ma 60-80 procent poparcia, a kolejny jego kontrkandydat w sondażach ma kilka procent poparcia, naprawdę boi się weryfikacji? - powiedział prezydent Słupska. Wtedy dziennikarka stwierdziła, że sprawa pedofilii w słupskim ośrodku kultury została zlekceważona.

Biedroń się bronił: - Afera nie została zlekceważona. Natychmiast, gdy ta afera wybuchła, ten człowiek (instruktor ze słupskiego ośrodka kultury, który miał molestować dzieci - red.) został zwolniony - powiedział i dodał, że sprawą zajmuje się prokuratura.

Robert Biedroń: Nie mam sobie nic do zarzucenia

- W tej sprawie trwa kontrola, mam opinie prawne, wszystkie nasze działania były zgodne z prawem, wolałbym, żeby to organy ścigania się tym zajmowały - dodał Biedroń. 

Prezydent Słupska stwierdził stanowczo, że w sprawie afery nie ma sobie nic do zarzucenia.

Więcej o: