Dlaczego księży nie ma w rejestrze pedofilów? "Nie popełniali najbrutalniejszych przestępstw"

Dane żadnego z księży, którzy byli karani za przestępstwa seksualne, nie znalazły się w rejestrze pedofilów. Sprawę przypomnieli posłowie opozycji, wywołując od odpowiedzi Patryka Jakiego.

Rejestr gwałcicieli i pedofilów w swojej jawnej części nie uwzględnia ani jednego z ponad 50 księży skazanych za przestępstwa seksualne, których spis prowadzi fundacja Nie lękajcie się. Sprawę opisywaliśmy w styczniu, krótko po tym, jak rejestr zaczął funkcjonować. W publicznym rejestrze umieszczono szczegółowe informacje dotyczące 768 osób. Są tam ich imiona i nazwiska, zdjęcia, a także dane o miejscu aktualnego pobytu.

Ministerstwo Sprawiedliwości pytane wówczas o brak księży w rejestrze wyjaśniło, że sprawcy przestępstw nie są kategoryzowani według zawodów, a przypadki wielu księży nie kwalifikują się do umieszczenia w rejestrze jawnym. W przypadku przestępstw popełnionych przed 1 października 2017, do rejestru trafiają wyłącznie skazani za gwałt na osobie poniżej 15 roku życia lub starszych, ale ze szczególnym okrucieństwem. 

"Księża nie popełniali najbrutalniejszych przestępstw"

Temat wypłynął znów za sprawą m.in. posła Adama Szłapki, który na Twitterze zasugerował, że Patryk Jaki chroni księży, których nazwiska nie znalazły się w rejestrze. Odpowiedział mu współpracownik Jakiego Sebastian Kaleta:

Księży, tak jak każdego innego obowiązują te same przepisy. Nikogo rejestr pedofilów nie chroni. Fakt, że nie znajdują się tam księża (w rejestrze jawnym) oznacza, że księża nie popełniali najbrutalniejszych przestępstw (tam się kwalifikują brutalne gwałty).

Wiele osób komentowało, że każdy gwałt dokonany na dziecku jest brutalny. "A mogą być gwałty mniej brutalne?" - pytała Joanna Scheuring-Wielgus. "Oczywiście, że nie i każde przestępstwo na tle seksualnym zasługuje na potępienie, stąd idea samego rejestru. Zabrakło znaków by wyrazić się precyzyjnie. Chodzi oczywiście o typy kwalifikowane zagrożone wyższa karą, sprawcy tych przestępstw są w rejestrze jawnym" - odpowiedział Kaleta.

Wcześniej pisał, że chodzi o typ kwalifikowany przestępstwa, zagrożony bardziej surową karą, czyli art 197 paragraf 4 kodeksu karnego:

"Jeżeli sprawca czynu określonego w paragrafach 1-3 działa ze szczególnym okrucieństwem, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 5"

"Pretensje (kłamliwe!!), że kogoś rejestr nie obejmuje są dodatkowo absurdalne" - oburzał się Kaleta.

Furtka dla pedofilów

Jednocześnie należy wyjaśnić, że wielu księży, skazywanych w głośnych sprawach, jak Paweł K., który odsiaduje siedmioletni wyrok za wykorzystywanie seksualne trzech chłopców, odpowiada z artykułu 197 paragraf 2, który mówi nie o "gwałcie", a "innych czynnościach seksualnych".

Takim przykładem nie jest ksiądz Roman B., o którym pisała reportażystka "Dużego Formatu" Justyna Kopińska. Mężczyzna przez kilkanaście miesięcy więził i gwałcił 13-letnią Kasię. Kopińska wykazała ponadto, że ksiądz po odbyciu wyroku wrócił na łono Kościoła, odprawiał msze i korespondował z dziećmi. Roman B. spełniał wszystkie warunki znalezienia się w rejestrze. Być może jednak skorzystał z przewidzianej przez ustawodawcę furtki - każdy skazany w ciągu dwóch miesięcy od wejścia ustawy w życie mógł złożyć wniosek o nieupublicznianie jego danych i wizerunku. 

Abp Hoser o problemie pedofilii w kościele. "Jesteśmy w takiej fazie rozerotyzowania społeczeństwa..."