Kandydatka na Rzecznika Praw Dziecka odpiera zarzuty. "To błędy edytorskie, a nie plagiat"

Sabina Zalewska, kandydatka na rzecznika praw Dziecka, odniosła się do publikacji "Tygodnika Powszechnego" o plagiatach, których miała się dopuścić. Zalewska twierdzi, że w tekście "TP" jest mowa o szkicach, a nie artykułach, które w rzeczywistości się ukazały.

Sabina Zalewska jest jednym z trzech kandydatów na stanowisko Rzecznika Praw Dziecka. Kandydaturę Zalewskiej zgłosili posłowie PiS.

Zalewska przedstawiana jest jako "psycholog rodziny, pedagog społeczny i mediator rodzinny". Występowała jako ekspert w programach m.in. TVP i TV Republika.

 

"Tygodnik Powszechny" w najnowszym numerze poinformował, że Sabina Zalewska w swoich pracach naukowych skopiowała duże fragmenty pochodzące z tekstów innych autorów, często nie oznaczając ich jako cytaty.

Sabina Zalewska: Zarzuty bez uzasadnienia

Zalewska poproszona przez dziennikarzy "TP" o komentarz nie odniosła się do sprawy. Zrobiła to dopiero po ukazaniu się tekstu. Pedagog przekazała oświadczenie Polskiej Agencji Prasowej, które cytuje portal Wpolityce.pl.

Sabina Zalewska stwierdza, że "Tygodnik Powszechny" oparł się jedynie na szkicach, na podstawie których powstawały artykuły naukowe, ukazujące się później w specjalistycznych pismach i książkach. Według Zalewskiej szkice mogły zawierać "błędy edytorskie", ale ostateczne wersje tekstów posiadają już odpowiednie oznaczenia cytatów i przypisy. "Nie ma zatem uzasadnienia w tym przypadku zarzut plagiatu" - napisała w oświadczeniu przesłanym PAP.

Niezależnie od tego Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie sprawdzi, czy rzeczywiście plagiat miał miejsce.

Przypadkowi ludzie łączą siły, by uratować czyjeś życie. 'Łańcuch życia' to skuteczna metoda ratunkowa