Marynarze mają dość, "narasta fala odejść". Najpotężniejsza broń floty stoi na ciężarówkach

Wielu polskich marynarzy musi pływać na okrętach znacznie starszych niż oni sami. Niektóre mają ponad pół wieku a te najważniejsze służą już średnio 32 lata. Od dawna wiadomo, że pilnie potrzeba kupić nowe, ale od czasów PRL niewiele się w tym temacie dzieje. - Znaczna część naszej floty znajduje się w stanie swoistej hibernacji - mówi Michał Likowski, redaktor naczelny miesięcznika "Raport WTO"

Sytuacja jest na tyle zła, że dwie australijskie fregaty typu Adelaide, które między innymi minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk nazywał publicznie "starymi", faktycznie odmłodziłyby Marynarkę Wojenną RP. Obie są odpowiednio 25 i 26 lat w służbie, co jak na polskie warunki jest przyzwoitym wynikiem.

Najnowocześniejszy sprzęt floty jest na ciężarówkach

Standardem w Marynarce Wojennej RP jest sytuacja, kiedy młodzi marynarze trafiają na okręty wyraźnie starsze od siebie. - Przy czym to nie ta metryka jest najgorsza. Bo okręty mogą służyć spokojnie po 40 lat. Taki jest standard na Zachodzie. Tylko tam w międzyczasie przechodzą one gruntowne modernizacje - zaznacza w rozmowie z Gazeta.pl Mariusz Cielma, redaktor naczelny miesięcznika "Nowa Technika Wojskowa".

Wiek okrętów Marynarki Wojennej RPWiek okrętów Marynarki Wojennej RP Marta Kondrusik/gazeta.pl

Natomiast większość polskich okrętów takiej modernizacji i odmłodzenia nie przechodziła. I tak dwa największe, czyli otrzymane od Amerykanów fregaty typu Oliver Hazard Perry o nazwach ORP Generał Tadeusz Kościuszko i ORP Generał Kazimierz Pułaski, reprezentują poziom przełomu lat 70. i 80. Obie weszły do służby w US Navy w 1980 roku. Dzisiaj mają ograniczone możliwości bojowe.

To je mogły zastąpić używane australijskie fregaty, które są przykładem, jak to się robi na Zachodzie. Po 20 latach służby przeszły gruntowną modernizację, która je unowocześniła i sprawiła, że choć budowane w latach 80., to nadal reprezentują przyzwoity poziom.

Negatywnym przykładem jest natomiast największy zbudowany w Polsce okręt bojowy, czyli korweta do zwalczania okrętów podwodnych ORP Kaszub. Weszła do służby w 1987 roku i dzisiaj prezentuje poziom początku lat 80. Dodatkowo nigdy nie otrzymała planowanych rakiet przeciwlotniczych krótkiego zasięgu i jak na swoje rozmiary jest słabo uzbrojona.

Korweta ORP Kaszub odpala rakietową bombę głębinową, która służy do atakowania okrętów podwodnychKorweta ORP Kaszub odpala rakietową bombę głębinową, która służy do atakowania okrętów podwodnych chor. mar. Piotr Leoniak Flickr MON

Na tym tle są pewne wyjątki, takie jak trzy małe okręty rakietowe Orkan. Ich kadłuby powstały jeszcze w NRD, jednak po upadku Muru Berlińskiego budowę wstrzymano. Dokończono je już w Polsce w latach 90., ale potem przez kilkanaście lat pływały symbolicznie uzbrojone z braku pieniędzy. Dopiero w ubiegłej dekadzie udało się je zmodernizować i zamontować na nich nowoczesne szwedzkie rakiety RBS 15.

Paradoksalnie najpotężniejsze uzbrojenie całej MW jest zamontowane na ciężarówkach. To kilkadziesiąt nowoczesnych norweskich rakiet NSM do atakowania okrętów. Wchodzą w skład Morskiej Jednostki Rakietowej. Jedynym naprawdę nowoczesnym okrętem jest natomiast ukończony w 2017 roku niszczyciel min ORP Kormoran, który jest jednak stosunkowo niedużą jednostką przeznaczoną do działania na tyłach, a nie do bezpośredniej walki z wrogiem.

Wyrzutnia i radar wchodzące w skład Morskiej Jednostki Rakietowej. Najpotężniejszy i najnowocześniejszy oręż polskiej flotyWyrzutnia i radar wchodzące w skład Morskiej Jednostki Rakietowej. Najpotężniejszy i najnowocześniejszy oręż polskiej floty M. Śmiarowski/KPRM, kmdr ppor. R. Pioch/MW

Dyskusje i plany, z których niewiele wynika

- Marynarka Wojenna od dwóch dekad nie jest na liście priorytetów MON. W 2014 roku zadeklarowano duże zmiany, gruntowną modernizację i zakup wielu nowych okrętów, ale do dzisiaj niewiele z tego wynikło - mówi Likowski. Jako główne przyczyny takiego stanu rzeczy wymienia brak pieniędzy, niewydolne procedury rządzące zakupami i słabość polskich stoczni, które przez brak większych zamówień od wojska w ostatnich dekadach, po prostu straciły potencjał niezbędny do budowy okrętów.

- Dodatkowo tak naprawdę sama Marynarka Wojenna nie określiła jasno, jak widzi swoją przyszłość. Trwa starcie dwóch obozów. Jeden postuluje zakup mniejszej liczby dużych okrętów, które mogłyby też działać w ramach NATO poza Bałtykiem (na przykład fregat Adelaide - red.). Drugi jest za budowaniem liczniejszych, ale mniejszych okrętów, które mogłyby działać główne na naszym morzu - mówi Likowski.

Jak tłumaczy redaktor naczelny "Raport WTO", takie dywagacje są prowadzone od 20 lat i niewiele z nich wynika. - Od 2014 roku, kiedy zaprezentowano wspomniany plan modernizacji, minęły cztery lata i nie zmieniło się praktycznie nic. Jesteśmy w tym samym miejscu - mówi.

Zespół polskich okrętów wojennychZespół polskich okrętów wojennych kmdr ppor. C. Cichy Flickr MON

Marynarze mają dość

Cielma dodaje, że taki stan rzeczy powoduje narastającą frustrację wśród marynarzy. - Sprzęt jest ważny, ale narasta fala odejść z MW. Dużo marynarzy ma już możliwość przejścia na emeryturę i jest obawa, czy dalej będą chcieli czekać na realizację kolejnych obietnic - mówi ekspert i tłumaczy, że kiedy już straci się doświadczonych ludzi i zgrane załogi, to ponowne wyszkolenie od zera ich następców będzie trwało lata i dużo kosztowało.

Likowski mówi, że właśnie z tego powodu wiele polskich okrętów może być dalej remontowanych i służyć, choć "ich możliwości bojowe będą bliskie zera". - Całe wojsko w ten sposób utrzymuje ludzi i jednostki, aby nie musieć wszystkiego tworzyć od nowa jeśli kiedyś wreszcie będzie nowy sprzęt, bo to jest bardzo trudne i kosztowne - tłumaczy. Dodaje jednak, że jest to równoznaczne z tym, iż znaczna część naszej floty przechodzi w stan "hibernacji".

- Niestety zapominamy o Bałtyku, a jest ważny. W wypadku wojny to właśnie morzem będzie do nas płynęło wsparcie na przykład z USA, bo to statkami najlepiej się transportuje większość uzbrojenia i zaopatrzenia - mówi Cielma.