Jaki na ratunek stolicy. Uśmiechy, poczęstunki i długa lista obietnic. Dla przeciwników - obelgi sztabowców

Przez trzy dni towarzyszymy Patrykowi Jakiemu w jego akcji #100iMyPodBlokiem. W jej trakcie jest politykiem z obrazka. Każdego wysłucha, poczęstuje jabłkiem, obieca pomoc. A jeśli ktoś musi odegrać rolę czarnego charakteru, robią to jego sztabowcy, którzy przeciwniczkę "dobrej zmiany" potrafią nazwać "świnią odrywaną od koryta".

W ramach akcji #100iMyPodBlokiem wiceminister sprawiedliwości odwiedza sto blokowisk i osiedli na terenie całej stolicy. Z jednej strony, to odpowiedź na podobny projekt (#18dzielnicw18h) jego głównego rywala Rafała Trzaskowskiego. Z drugiej, próba pozyskania przez obóz władzy nowych wyborców, bez których wygrana w Warszawie będzie niemożliwa. Strategia Jakiego jest prosta – wybór między stolicą pragmatyczną (Warszawa Jakiego) i stolicą ideologiczną (Warszawa Trzaskowskiego).

Cel: Trzaskowski

Kandydat Zjednoczonej Prawicy i jego ludzie starają się warszawiakom ten wybór ułatwić. Gdy na Okęciu mieszkańcy opowiadają, że boją się rozbudowy lotniska, bo lądujące i startujące samoloty doprowadzają ich do szaleństwa, Jaki wskazuje, że „to nie nasz rząd, to Platforma Obywatelska i mój kontrkandydat” chcą rozbudowy lotniska. Na Bemowie wyborcy domagają się większej liczby miejsc parkingowych. Jaki przyznaje im rację, a po chwili dodaje, że to Trzaskowski jest przeciwko kierowcom i samochodom. Podczas spotkań z warszawiakami wiceminister zaznacza również, że jego główny rywal nie planuje w stolicy budowy nowych mostów, które – zdaniem Jakiego – są miastu niezbędne. W rozmowach z wyborcami Trzaskowski jest także stale „sklejany” z Hanną Gronkiewicz-Waltz. Choć w stołecznym ratuszu nigdy nie pracował, to jego i urzędującą prezydent kandydat prawicy obwinia za powolne tempo budowy warszawskiego metra (kilkukrotnie mówi o zaledwie dziewięciu kilometrach w dwanaście lat).

Od radnego do zastępcy ministra. Kariera Patryka Jakiego

Tego rodzaju przekaz pada na podatny grunt. Uczestnicy spotkań z ministrem Jakim, delikatnie mówiąc, nie przepadają za Trzaskowskim. Najcięższe razy były europoseł zbiera na Bemowie. – Pan po prostu musi wygrać, żeby zneutralizować Trzaskowskiego. To zwykły złodziej jest – mówi do Jakiego starszy pan w okularach i niebieskiej koszuli, który na spotkanie przyjechał rowerem.

Na kolejnej stacji w tej samej dzielnicy inny senior wypowiada się w podobnym tonie:

Stolicą ojczyzny „Ojca Świętego naszego największego z rodu Słowian” nie może zarządzać jakiś cwaniak i kombinator. Musi zarządzać Polak. Oni, opozycja, z polskością nie maja nic wspólnego. Dla nich nie liczy się ani człowiek, ani honor, ani ojczyzna

Idziemy w następne miejsce spotkania. 75-letni mężczyzna rozmawia ze swoją sąsiadką, nie może nachwalić się Jakiego. – Młody chłopak z werwą, a nie jak ten Trzaskowski, który nie wie, gdzie się urodził – stwierdza, a rozmówczyni tylko kiwa głową.

Kilka minut później słyszymy dialog pary sąsiadów w średnim wieku.
On: – Najgorszy jest ten Trzaskowski, bo chce wprowadzić do szkół różnego rodzaju agitatorów od edukacji seksualnej.
Ona: – Prawda.
On: – Wytypowało go największe lobby deweloperskie, więc czuje się bardzo pewnie.
Ona: – To nie wybrał go Schetyna?
On: – Schetyna też, ale kluczowe było lobby, które wybrało swojego.

Rafał Trzaskowski podczas konferencji na pl. BankowymRafał Trzaskowski podczas konferencji na pl. Bankowym PRZEMEK WIERZCHOWSKI

Sam Jaki Trzaskowskiego również nie oszczędza. Gdy pada pytanie o dwukrotne spotkanie posła Platformy z pszczelarzem, mówi:

To celowy zabieg. Pszczoły nie zapytają Rafała Trzaskowskiego o problemy komunikacyjne w stolicy. Nie zapytają go też o problemy parkingowe – takie jak te, które mają mieszkańcy Ursusa. Pszczoły nie zapytają też zapewne o reprywatyzację, brak mieszkań komunalnych w Warszawie. W sumie to sprytny ruch. Jak Rafał Trzaskowski do końca kampanii będzie spotykać się tylko z pszczołami, nikt mu nie będzie zadawać trudnych pytań

Szeryf Jaki i jego obietnice

Na tym tle wiceszef resortu sprawiedliwości kreuje się jako ostatni sprawiedliwy, jedyna szansa na przywrócenie normalności w stolicy. Jak na dłoni widać też, ile w oczach wielu warszawiaków dała Jakiemu walka z aferą reprywatyzacyjną.

Na pierwszej stacji w warszawskich Włochach do wiceministra podchodzi starsza pani w różowej sukience. Wokół dyktafony i kamery. Kobieta prosi o interwencję ws. swojego mieszkania, ma przygotowany pokaźny plik sporządzonych odręcznie notatek. Jaki wysłuchuje jej historii, przyznaje rację i obiecuje pomoc. Notatki trafiają do teczki współpracowniczki wiceministra.

Podobna sytuacja tego dnia powtórzy się jeszcze kilka razy. Po chwili kolejna scenka. W roli głównej kobieta w średnim wieku. – Ja co prawda w Warszawie nie mieszkam, ale moja 88-letnia mama tak. Jest wielką fanką pana ministra, ogląda wszystkie posiedzenia Komisji Weryfikacyjnej – mówi. – Jak zdrowie mamy? – pyta Jaki. Po czym sięga do stojącej obok niego skrzynki: – Jabłuszko dla pani i dla mamy.

Rafał Trzaskowski podczas konferencji na pl. BankowymADAM STĘPIEŃ

Podczas spaceru ulicami Włoch Jaki zbiera pochwały nie tylko za pracę w Komisji Weryfikacyjnej. Kilkukrotnie ludzie dziękują mu za postawę PiS-u wobec sądów. Jak wtedy, gdy pod Artystycznym Domem Animacji wiceministra sprawiedliwości otacza wianuszek mieszkańców. Wielu z nich skarży się na spory sądowe, które toczy z miastem.

– Oni sądy mają, a bez sądów nic pan nie zrobi – konstatuje mężczyzna po sześćdziesiątce w okularach przeciwsłonecznych.
– Sprawy ludzi ich nie interesują, ale żeby swoich stołków bronić, to nawet ustawy zawieszają – wiceminister nawiązuje do niedawnego postanowienia Sądu Najwyższego ws. nowelizacji prawa o prokuraturze.

Na każdy dzień wiceminister sprawiedliwości ma przygotowany inny przekaz. Włochy – miastem rządzą deweloperzy i mafia reprywatyzacyjna. Bemowo – zagospodarowanie terenu i ład przestrzenny stolicy. Ursus – problem śmieciowy, inwestycje i budowa kolejnych linii metra („To musi powstać, musi powstać, rozliczycie mnie z tego”).

Poza obietnicami wielkiego kalibru – doprowadzenie metra na Ursus czy wygaszenie Okęcia – na każdej stacji pada szereg mniejszych zapewnień. Wszystko zależy od tego, o co akurat zaapeluje lokalna społeczność. Dostosowanie miejskiej infrastruktury do potrzeb niepełnosprawnych? Będzie („Tak, wiem, chcemy to zmienić”). Koniec plagi mandatów od straży miejskiej? Pewnie („Wysłać na ulice, a nie, że ścigają ludzi sprzedających truskawki. To będzie jedna z pierwszych decyzji”). Zatrzymanie budowy przechodzącej przez dzielnicę obwodnicy miasta? Dlaczego nie („Ja Państwa z tym nie zostawię. Jestem z Wami, macie to jak w banku”).

Do tego nowy park przy osiedlu, więcej miejsc parkingowych, pływalnia z prawdziwego zdarzenia, dzielnicowy ośrodek sportu i rekreacji, szpital, więcej terenów zielonych i parę innych rzeczy. Dla każdego coś się znajdzie.

Wybierzemy prezydenta Jakiego i będziemy wszystko mieli. Do mediów mówię, że nie jestem nasłany

– podczas spotkania na Jelonkach z werwą stwierdza pan w jasnej, kraciastej koszuli.

Trudne pytania

Furorę w mediach społecznościowych robi krótkie nagranie z Bemowa, na którym dwie emerytki przyznają, że chociaż mieszkają na swoim osiedlu już 35 lat, to nigdy nikogo z rządzących tam nie widziały. Dziennikarz, będący świadkiem tej sytuacji opowiada nam, że to jeden ze sztabowców instruował kobiety, żeby do kamery powiedziały to, co wcześniej mówiły na offie.

Bemowo. Jedziemy autobusem na ostatnie miejsce spotkania. To idealna szansa, żeby obdarować pasażerów owocami. – Trochę słabo rozdawać wiśnie w autobusie – zauważa minister Jaki w rozmowie z burmistrzem dzielnicy. – Dajcie jabłka i gruszki – jeden ze sztabowców ponagla ekipę z przodu pojazdu. Po chwili jest już skrzynka z owocami, minister może ruszać. Autobus gwałtownie hamuje, a Jaki wpada na młodego chłopaka w białej koszuli i okularach. – Chyba straciłem głos – żartuje polityk. Chłopak nieśmiało się uśmiecha.

Patryk Jaki odwiedza blokowiska w ramach akcji #100imypodblokiemPatryk Jaki odwiedza blokowiska w ramach akcji #100imypodblokiem ADAM STĘPIEŃ

Kandydatowi Zjednoczonej Prawicy nie zawsze jest do śmiechu. Chociaż zdecydowana większość napotkanych mieszkańców reaguje na Jakiego pozytywnie lub przynajmniej neutralnie, trafiają się też trudni rozmówcy. Trudni, czyli tacy, których nie przekonują wygłaszane obietnice, wspólne selfie ani rozdawane owoce.

Włochy, przystanek autobusowy przy skrzyżowaniu ulic Globusowej i Zdobniczej. Wokół zniszczone, stare budynki, wielkopowierzchniowe reklamy, na ulicy „kocie łby” zamiast asfaltu. Ministra Jakiego zagaduje rowerzysta w średnim wieku. Skarży się na wygląd tej części dzielnicy.

– To jedno z centralnych miejsc dzielnicy. Nie za bogato, co? – zagaduje mężczyzna. Wskazuje na wrastające w podłoże opony zdezelowanego samochodu: – Dlaczego taki pojazd tu stoi, dlaczego ta elewacja jest zarośnięta, dlaczego wszędzie leżą kiepy? Co chce pan z tym zrobić?
Minister nie odpowiada. Z ratunkiem przychodzi jeden ze współpracowników: – Wszystko da się zrobić, będzie rewitalizacja.
Ale rowerzysta nie odpuszcza. – Musi się pan mocno zastanowić nad tym, co chce zrobić i czy ma pomysł na przyszłość. Ja jestem sceptyczny – zwraca się do kandydata Zjednoczonej Prawicy.

Bemowo, skrzyżowanie ulic Batalionów Chłopskich i Coopera. Rowerzysta w fioletowej koszuli pyta wiceministra, dlaczego PiS wciąż nie uchwaliło tzw. dużej ustawy reprywatyzacyjnej.
– Macie bardzo dobry ciąg technologiczny w tworzeniu nowego prawa, ale obiecanej ustawy reprywatyzacyjnej wciąż nie ma – ironicznie zauważa mężczyzna. – Uchwalcie ją, Duda podpisze choćby jutro – dodaje.
– O, to wie Pan na pewno, że podpisze? – odpowiada mu Jaki. Po chwili dorzuca, że dokument jest już gotowy i zbiera bardzo dobre recenzje. – Trwa proces legislacyjny, mam nadzieję, że ta ustawa zostanie uchwalona – zapewnia.
Rowerzysta kręci głową, nie wygląda na przekonanego, ale mówi, że też ma taką nadzieję. Odjeżdża.

Czwarty dzień akcji. Ursus, osiedle Skorosze. Minister Jaki przekonuje mieszkańców, że Warszawa nie rozwija się tak, jak powinna i nie wykorzystuje swojego potencjału. Twierdzi, że stolica Polski pozostaje w tyle za innymi miastami regionu – Budapesztem, Bukaresztem, Pragą i Sofią. Ubrana w granatową sukienkę kobieta w średnim wieku nie wytrzymuje. – Czy jest w ogóle coś dobrego w Warszawie? – pyta. Po chwili dodaje: – Bo cały czas słyszę, co złego jest, a ja się tu urodziłam i wiem, jak Warszawa się zmienia.

Patryk Jaki planuje budowę dwóch linii metraPatryk Jaki planuje budowę dwóch linii metra Fot. Facebook / Patryk Jaki

Wiceszef resortu sprawiedliwości protestuje, zapewnia, że nie wszystko jego zdaniem idzie w stolicy źle. Powtarza też formułkę o niewykorzystanym potencjale miasta, czego dowodem ma być wolne tempo budowy metra. Rozmówczyni zbija jego argument, wskazując na kwestie geologiczne.

Jeżeli chce mnie pani przekonać, że stolica Bułgarii czy Rumunii może budować szybciej metro niż Warszawa, to ja się z tym nie zgadzam. Tu mnie pani na pewno nie przekona. Uważam, że Warszawa ma dużo większy potencjał niż ten, który jest obecnie wykorzystywany

– stwierdza kandydat Zjednoczonej Prawicy. Wskazuje również winnych takiego stanu rzeczy – deweloperów i mafię reprywatyzacyjną.

Zanim dyskusja z mieszkanką Bemowa dobiegnie końca, przejeżdżający obok samochodem mężczyzna krzyknie: „Konstytucja! Konstytucja!”. – Ale który punkt konstytucji?! – minister nie traci rezonu. Żeby rozładować atmosferę, proponuje zgromadzonym wokół niego mieszkańcom jabłka i wiśnie. Jeszcze tylko rundka selfie z kilkoma wyborcami i można ruszać dalej.

„Pan Arek” i „Ruda z KOD-u”

Owoce i uściski dłoni nie pomagają, gdy trzeba stawić czoła zagorzałym sympatykom opozycji. A to zdarza się każdego dnia. Wtedy nieocenieni są czujni sztabowcy. Ich „ulubieńcami” są Arkadiusz Szczurek (zwany „panem Arkiem”) i Magdalena Klim („Ruda”, „Ruda z KOD-u”, „Generał KODziarzy”). On – jeździ za kandydatem Zjednoczonej Prawicy zdezelowanym rowerem, trzymając w ręku tekturowy mini-transparent „Jaki Kłamca”. Ona – nagrywa wszystko smartfonem, zadaje Jakiemu niewygodne pytania („Dlaczego ciągle Pan mówi: 'Będziemy chcieli'? Niech Pan będzie mężczyzną i powie: 'Zrobimy'. Chyba, że się Pan boi?”), czasami weźmie ze sobą uderzający w wiceministra sprawiedliwości transparent.

Znacznie gorzej od samego Jakiego obecność i zachowanie kobiety znoszą sympatyzujący z nim mieszkańcy. – W pewnym wieku już po prostu nie wypada – strofuje ją starsza pani w jasnej bluzce. Inni nie są tak subtelni. „Nikt tu Pani nie zapraszał!”, „Niechże się Pani uspokoi!” – słychać z tłumu. Pani Magda wciąż trzyma jednak swój transparent i opuszczać spotkania nie zamierza. – Janusz, idź jej to zerwij albo zasłoń – stojąca przede mną kobieta mówi do mężczyzny obok. Janusz podejmuje próbę, ale zatrzymuje się w pół drogi i zawraca.

Dyskusja na tej stacji dobiega końca, trzeba ruszać dalej. Przed nami jeszcze jedno spotkanie, a i tak mamy już ponad pół godziny opóźnienia. Złośliwości między sztabowcami kandydata Zjednoczonej Prawicy a „Rudą” trwają w najlepsze. W pewnym momencie kobieta zwraca się do ministra Jakiego.
– Niech te chłopaczki mnie nie zaczepiają – mówi.
– Chłopaczki to są w agencjach towarzyskich. My jesteśmy młode wilki – jeden ze sztabowców nawiązuje do kultowej polskiej komedii.
– Chciałoby się. Marzyło jajo, że jest kogutem.

W drodze z jednej stacji do drugiej za plecami słyszę rozmowę dwóch współpracowników Jakiego. Temat: pani Magda. – Przypomina świnię odrywaną od koryta, która nie przestaje kwiczeć – mówi jeden z nich. Drugi szybko mu przytakuje.

Patryk Jaki odwiedza blokowiska w ramach akcji #100imypodblokiemPatryk Jaki odwiedza blokowiska w ramach akcji #100imypodblokiem ADAM STĘPIEŃ

„Pan Arek” traktowany jest przez współpracowników ministra nieco lepiej, ale na taryfę ulgową ze strony sympatyków polityka liczyć nie może. – Jak zdrowie, panie Arku? Nie bolą pana nogi? – dopytuje go mokotowski radny PiS-u Jacek Ozdoba, wszystko nagrywa komórką. – Tyle nakradli i nawet na dobry rower nie mają – jedna z bardziej krewkich stronniczek ministra zwraca uwagę na stan roweru „pana Arka”.

Nawet miły, nieagresywny, ale dzisiaj jest trzeźwy. Czasami można z nim nawet porozmawiać. Co innego „Ruda”, ona jest agresywna, nieobliczalna

– mówi w rozmowie z kobietą radny.

Na ostatniej stacji bemowskiego spaceru dochodzi do incydentu. Z jednej strony „pan Arek” i dwie, może trzy osoby z antyrządowych Wolnych Mediów; z drugiej – kilkunastu sympatyków ministra Jakiego. Stronnikom polityka nie podobają się ciągłe komentarze przeciwników rządu. Zaczyna się od krzyków, potem wywiązuje się szarpanina. Interweniuje sam Jaki. – Ja stanę w państwa obronie – mówi do swoich krytyków, jednocześnie uspokajając rozemocjonowany tłum. – Proszę Państwa, naprawdę, w Warszawie będzie miejsce dla wszystkich. Także dla Państwa z KOD-u. Naprawdę możemy im bić brawo, że nam dzisiaj towarzyszyli – dodaje. Tłum reaguje śmiechem.

Po chwili Jaki znika gdzieś między drzewami wraz z częścią swoich współpracowników. Ale ma powody do zadowolenia – dla ludzi jest swój, z łatwością znajduje wspólny język z mieszkańcami, akcja #100iMyPodBlokiem wywołuje pozytywne reakcje warszawiaków. Kolejny mały krok w stronę prezydentury stolicy wykonany.

Kto w Warszawie, kto w Krakowie? Prezes PiS zaprezentował kandydatów na prezydentów dużych miast

Więcej o: