Stanisław Gawłowski w pierwszym wywiadzie po wyjściu z aresztu. "Modliłem się za Kaczyńskiego"

W rozmowie z Onetem Stanisław Gawłowski powiedział, że funkcjonariusze Służby Więziennej uważali go za więźnia politycznego. - Przychodzili do mnie i przepraszali, że w wyborach głosowali na PiS - powiedział.

Stanisław Gawłowski w rozmowie z Kamilem Dziubką z Onetu powiedział, że "stara się nie pamiętać o areszcie". - Nie jest to miejsce, do którego chciałbym wrócić - powiedział.

Pierwszy wywiad po wyjściu z aresztu

Stanisław Gawłowski utrzymuje, że jest niewinny. Dodał, że nie wie, dlaczego był w areszcie.

W Polsce została przekroczona kolejna granica. W Polsce można wsadzić do więzienia każdego człowieka na podstawie PiS-owskich pomówień i na podstawie woli politycznej, która sprowadza się do tego, że Kaczyński krzyknął kiedyś w Sejmie "Wszyscy będziecie siedzieć", więc trzeba było rozpocząć proces wsadzania polityków opozycji. Rozpoczęto ode mnie

- powiedział poseł PO. Dodał, że jego zatrzymanie od początku miało być "teatrem". Powiedział, że na początku, gdy dowiedział się, że jest zatrzymany, myślał, że "to żart". Tłumaczył, że nigdy nie unikał czynności z prokuraturą.

Gawłowski dodał, że w chwili zatrzymania wszystko było dla niego przygotowane, łącznie z celą. - Mężczyzna, z którym siedziałem, powiedział, że już w poniedziałek wszystko było przygotowane, mimo że Sejm głosował dopiero w czwartek - powiedział polityk PO.

Stanisław Gawłowski: "Modliłem się za Kaczyńskiego i Ziobrę"

Polityk opisał też życie w areszcie - dopiero po dwóch miesiącach dostał zgodę na rozmowy telefoniczne i mógł odbywać łącznie cztery rozmowy tygodniowo. 

Stanisław Gawłowski opisał rozmowę telefoniczną z matką.

Zadzwoniłem do mamy. Ona to przeżywała, płakała cały czas. Mówiła, że się modli również za Kaczyńskiego i Ziobrę. Ja jej mówiłem, że ja mam złość, że ja nie jestem w stanie się za nich modlić. A ona mówi: "Musisz się za nich modlić, bo musisz wybaczyć". A ja nie chciałem im wybaczać. Potem się już modliłem, za nich też

- powiedział. Dodał, że siedział w celi przeznaczonej dla niebezpiecznych więźniów, przez co jego korespondencja była wstrzymywana i cenzurowana.

"Przepraszali, że głosowali na PiS"

Gawłowski dodał, że funkcjonariusze Służby Więziennej uważali, że był więźniem politycznym. - Przychodzili do mnie i przepraszali, że w wyborach głosowali na PiS - powiedział.

Polityk PO opisał też pierwszą wizytę w Sejmie po wyjściu z aresztu. Gawłowski prowadził obrady sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa, której jest przewodniczącym. - Patrzyłem w oczy politykom PiS. Niektórzy chcieli mi podać rękę. Ja nie chcę się z nimi witać. Ja się mogę za nich modlić, ale chcę się trzymać od takich ludzi maksymalnie z daleka. Nie chcę mieć z nimi nic wspólnego - podsumował.

Sprawa Stanisława Gawłowskiego

Stanisław Gawłowski 12 lipca wyszedł z aresztu w Szczecinie. Sekretarz Generalny PO przebywał w nim od 15 kwietnia br. Spędził w nim trzy miesiące w związku z pięcioma zarzutami, które usłyszał. Trzy z nich dotyczą korupcji, do której miało dojść, gdy był wiceministrem ochrony środowiska za czasów rządu PO-PSL. Chodzi o rzekome przyjęcie 175 tys. zł łapówki oraz dwóch zegarków o wartości 25 tys. zł. Pozostałe to podżeganie do wręczenia łapówki w wysokości 200 tys. zł, ujawnienie informacji niejawnej oraz plagiatu pracy doktorskiej.

Polityk PO od początku utrzymywał, że został niesłusznie zatrzymany, a także podkreślał, że jest niewinny. Prokuratura była przeciwna wypuszczeniu polityka na wolność twierdząc, że oskarżony ma "możliwość wywierania presji na świadków, a także uzgadniania wspólnej linii obrony z innymi podejrzanymi, wśród których jest żona posła, teściowie jego pasierba oraz znajomi".

Sejm uchylił immunitet K. Gasiuk-Pihowicz i R. Petru. Zgodził się na aresztowanie S. Gawłowskiego

Więcej o: