Nie będą mogli kandydować z list PiS-u w wyborach. Ile zarabiają radni w spółkach skarbu państwa?

Prezes PiS-u Jarosław Kaczyński zapowiedział, że radni tej partii, którzy "funkcjonują w spółkach skarbu państwa" nie mają czego szukać na listach partii w nadchodzących wyborach samorządowych. A ile zarabiają samorządowcy w spółkach? Forum Młodych Ludowców podaje swe wyliczenia.

1,6 mln zł – tyle w 2016 i 2017 roku dzięki intratnej posadzie w PGE miał dorobić sobie do pensji małopolskiego radnego Paweł Śliwa z PiS-u. To lider zestawienia, przygotowanego przez Forum Młodych Ludowców, którzy od kilku miesięcy bezlitośnie punktują w sieci to, jak radni partii władzy zarabiają w państwowych spółkach.

Radni PiS-u w spółkach skarbu państwa – ile zarabiają?

Z zestawienia ludowców wynika, że Śliwa to tylko wierzchołek góry lodowej, a w szeregach radnych partii rządzącej nie brakuje takich, którzy pracują w państwowych spółkach. Krzysztof Skóra, dolnośląski radny z obozu „dobrej zmiany”, w KGHM zarobił przeszło 1,3 mln zł. Zarobki w okolicach miliona złotych są tu zresztą częste:

  • 991 tys. zł (Jan Frania, lubelskie, PGE),
  • 861 tys. zł (Zdzisław Filip, małopolskie, Tauron),
  • 803 tys. zł (Grzegorz Muszyński, lubelskie, BGK Nieruchomości),
  • 784 tys. zł (Martyna Wojciechowska, mazowieckie, NBP).

Radni PiS-u w państwowych spółkach zarobili w ostatnich dwóch latach prawdziwe krocieRadni PiS-u w państwowych spółkach zarobili w ostatnich dwóch latach prawdziwe krocie Forum Młodych Ludowców

Gdyby ci samorządowcy chcieli znów kandydować w wyborach, nie będą mogli. W piątek prezes Jarosław Kaczyński ogłosił publicznie, że ci, którzy „funkcjonują w spółkach”, nie będą kandydowali w wyborach samorządowych. Jakie były kulisy tej decyzji?

Jak opisuje „Fakt”, na posiedzeniu Komitetu Politycznego partii 6 lipca dał swoim radnym jasno do zrozumienia: ten, kto bierze udział w skoku na stołki w spółkach skarbu państwa, nie ma co liczyć na miejsce na listach Zjednoczonej Prawicy.

Jarosław Kaczyński: Jesteśmy otoczeni atakami

Z ustaleń „Faktu” dowiadujemy się jednak, że prezes wcale nie był oburzony zachowaniem swoich polityków, nie uznał też tych praktyk za naganne. Zauważył natomiast, że dwie akcje opozycji – #SamiSwoi młodzieżówki PSL-u i „Konwój wstydu” Platformy Obywatelskiej – zaczęły coraz mocniej odbijać się na poparciu PiS-u w regionach. – Jesteśmy tymi atakami otoczeni. Pieniądze – to nimi zajmują się Polacy – miał mówić na zebraniu prezes PiS-u, dodając, że on i jego najbliżsi współpracownicy zazwyczaj nawet nie znają ludzi, którzy dorabiają się prawdziwych fortun w państwowych spółkach.

Są rekordziści, powiedzmy pierwsza piętnastka. Każda z tych osób zarobiła ponad milion złotych w dwa lata. Średnio na jednego radnego z naszej listy przypada 300-400 tysięcy złotych. Na ten moment radni PiS-u „przytulili” 61 mln zł. My dalej weryfikujemy kolejne oświadczenia majątkowe

– opisuje w rozmowie z Agencją Informacyjną Polska Presse Miłosz Motyka, prezes młodzieżówki PSL i pomysłodawca akcji #SamiSwoi.

Eldorado PiS-owskich radnych ma się lada dzień skończyć. Rozmówcy „Faktu” zdradzają, że w nadchodzących wyborach samorządowych każdy kandydat na radnego – niezależnie od szczebla, na którym kandyduje – ma być dokładnie sprawdzony przez prezesa i Komitet Polityczny partii. Wszystko po to, żeby w następnej kadencji nie było powtórki z rozrywki. Drugi raz Zjednoczona Prawica mogłaby takiej wpadki nie przetrzymać.

– Jarosław Kaczyński nie zdawał sobie chyba sprawy ze skali tego skoku na kasę, jaki jego samorządowcy wykonali – ocenia w rozmowie z AIP Miłosz Motyka. I dodaje: – Po co idzie się do samorządu? Po to, żeby działać w lokalnych społecznościach. A radni PiS-u poszli po to, by dostać nagrodę.

Więcej o: