Rogojsz: Protest niepełnosprawnych to dla opozycji duże ryzyko. Może zrobić sobie więcej krzywdy niż PiS-owi

Odwiedziny Lecha Wałęsy wywołały u protestujących w Sejmie osób niepełnosprawnych i ich opiekunów duże poruszenie. Opozycja nie powinna się tym jednak zachłysnąć. Jest bardzo blisko momentu, w którym wspierany przez nią protest zamieni się w polityczną farsę.

– Wezwaliście mnie, więc jestem. Chciałbym wnieść jakiś wkład do Waszej walki – oświadczył w typowym dla siebie stylu były prezydent po przybyciu na miejsce protestu.

Na całe szczęście Wałęsa wszedł na teren Sejmu bez najmniejszych problemów. Jako byłej głowie państwa gwarantowało mu to Zarządzenie nr 1 Marszałka Sejmu. W ostatnich dniach podobnego szczęścia nie miały weteranka powstania warszawskiego Wanda Traczyk-Stawska i prezeska Polskiej Akcji Humanitarnej Janina Ochojska. Obie, podobnie jak były przywódca „Solidarności”, chciały spotkać się z protestującymi osobami niepełnosprawnymi i ich opiekunami.

Pod Sejm!

Niewpuszczenie obu pań wywołało falę krytyki pod adresem marszałka Marka Kuchcińskiego. To on w ostatnich tygodniach zamienił Sejm w warowną twierdzę, samemu kryjąc się w czterech ścianach swojego gabinetu, dla pewności zasłoniętego przed okiem ciekawskich wielkim banerem, mówiącym o 550-leciu polskiego parlamentaryzmu.

Zdjęcie 91-letniej Traczyk-Stawskiej, stojącej w upale przed zagrodzonym przez policjantów wejściem do Biura Przepustek Sejmu już dziś jest uznawane za polityczną fotografię roku. W przypadku Ochojskiej tak spektakularnych fotografii co prawda brak, ale wydźwięk całej sytuacji był równie mocny. Opozycję i jej sympatyków szybko skłoniło to do „wzywania” pod Sejm kolejnych znanych twarzy i społecznych autorytetów.

Znani ludzie - od tradycyjnych autorytetów do młodszej fali medialnej, jesteście potrzebni pod Sejmem. To jest właśnie moment, kiedy ludzie z establishmentu, jakkolwiek rozumianego, bez względu na to, jak ocenianego, są niezbędni, żeby ten protest istniał w świadomości społecznej

– apelowała na Twitterze pod koniec ubiegłego tygodnia Marta Lempart, organizatorka „czarnych protestów”. Wyborcy opozycji wypowiadali się w podobnym tonie, podając kolejne nazwiska potencjalnych gości.

To właśnie na fali pojawiających się tego typu wezwań na Wiejską zawitał prezydent Wałęsa. Co bardziej niecierpliwi dopominali się też obecności Jerzego Owsiaka. Pozornie wydaje się to świetnym pomysłem na przedłużanie medialnej żywotności tematu protestu. Jednak dla opozycji, która z różną intensywnością w tego rodzaju działaniach bierze udział, może mieć to fatalne skutki.

Lekcja z przeszłości

Dlaczego? Powody są trzy. Pierwszy jest prozaiczny i dotyczy ludzkich zdolności poznawczych – im dłużej trwa jakieś wydarzenie, tym mniej emocji generuje i tym bardziej nuży się odbiorcom. Protest niepełnosprawnych w Sejmie trwa już miesiąc. Co to oznacza dla zainteresowanych jego kontynuacją, łatwo sobie dopowiedzieć.

Drugi powód jest bezpośrednio związany z tym opisanym powyżej. Pojawił się już pierwszy sondaż – Instytut Badań Pollster dla „Wiadomości” TVP – który mówi, że jeszcze nie tak dawno bardzo przychylni protestującym Polacy teraz obracają się przeciwko nim. Pomijam mocno sugestywny wydźwięk zadanego przez ankieterów pytania („Czy uważasz, że po podniesieniu renty socjalnej oraz przedstawionych rządowych propozycjach dla osób niepełnosprawnych i ich opiekunów, osoby prowadzące w Sejmie protest powinny go zakończyć?”), ale nawet mimo tego wyniki badania powinny stanowić dla opozycji sygnał ostrzegawczy. To polityczne paliwo coraz szybciej się wypala i uporczywe dalsze trzymanie się go najpewniej wywoła skutki odwrotne do zamierzonych.

Prezydent Andrzej DudaPrezydent Andrzej Duda Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Wreszcie rzecz trzecia, czyli działania rządu. Ten nie zrealizował co prawda wszystkich żądań protestujących, ale nie można też powiedzieć, że nie zrobił nic. Gdy stało się jasne, że protest jest (kolejnym już) poważnym kryzysem polityczno-wizerunkowym „dobrej zmiany” w tym roku i może narobić poważnych szkód, zadziałano szybko i sprawnie.

Rządzący podnieśli kwotę renty socjalnej do 100 proc. kwoty najniższej renty z tytułu całkowitej niezdolności do pracy. Uchwalili także ustawę, która wprowadza szczególne uprawnienia w dostępie do świadczeń opieki zdrowotnej, usług farmaceutycznych oraz wyrobów medycznych dla osób ze znacznym stopniem niepełnosprawności. Oba dokumenty zostały już podpisane przez prezydenta Andrzeja Dudę. Od 2019 roku ma też zacząć obowiązywać tzw. danina solidarnościowa, czyli nowy podatek, z którego środki zostaną przeznaczone na pomoc niepełnosprawnym.

To wszystko pozwala „dobrej zmianie” komunikować, że rząd zrobił ws. protestu tyle, ile mógł, a jeśli dla niepełnosprawnych i ich opiekunów to zbyt mało, znaczy, że są roszczeniowi. Oczywiście to duże uproszczenie, ale w walce o rząd dusz jest ono znacznie skuteczniejszą bronią niż wyliczenia, niuanse i malowanie świata w odcieniach szarości. Natomiast o skuteczności rządowej machiny medialnej mieliśmy okazję przekonać się już wielokrotnie. Żeby nie sięgać pamięcią za daleko, przypomnijmy nagonkę na środowisko sędziowskie, a później również na strajkujących lekarzy-rezydentów.

Racja może więc być po stronie wykruszającego się powoli grona protestujących, jednak w polityce nie wygrywa ten, kto ma rację, tylko ten, kto do swojej racji potrafi przekonać innych. Dynamika ostatnich wydarzeń pokazuje, że rządowi wychodzi to w tej sprawie coraz lepiej. Jeśli opozycja nie zrozumie tego na czas i dalej będzie za wszelką cenę „grać protestem”, skończy się to tak, jak w przypadku blokady Sejmu z przełomu 2016 i 2017 roku.

PiS nie miało prawa wyjść z tamtych wydarzeń obronną ręką, tymczasem nie tylko partii rządzącej one nie zaszkodziły, co wręcz przysporzyły jej popularności. Po stronie opozycji zapamiętaliśmy z kolei nie walkę o wolne media czy sprzeciw wobec cenzury poselskich wypowiedzi, tylko obrazki polityków robiących sobie selfie i dających wokalno-sceniczne popisy na sejmowej mównicy. Najbliższe dni pokażą, czy opozycja odrobiła tę cenną lekcję.