Sejm płaci za podróże Macierewicza i promocję smoleńskiego "Raportu technicznego" w USA

Jacek Gądek
Po rocznicy katastrofy smoleńskiej Antoni Macierewicz udał się ze swoim "Raportem technicznym" za ocean, by promować go w USA. Poleciał za pieniądze Sejmu, a nie MON-u czy Podkomisji Smoleńskiej, którą kieruje. Gdyby to zależało od resortu, to w ogóle by nie poleciał.

Marta Palonek, sekretarz Podkomisji i jej rzeczniczka: Uprzejmie informuję, że nie był on [wyjazd Macierewicza do USA w kwietniu - red.] finansowany z budżetu Podkomisji Smoleńskiej.

Bo Macierewicz swoje tournee po USA odbywał za pieniądze z Kancelarii Sejmu, mimo że poleciał tam jako szef Podkomisji Smoleńskiej i mówił w koło o swoim "Raporcie technicznym" i rzekomych wybuchach na pokładzie Tu-154M.

Przeczytaj także. Jacek Gądek: Prezentacja "raportu technicznego" jest dowodem tylko na jedno - Macierewicz się nie poddał

W tym roku był już w USA dwa razy. Co ciekawe - jak informuje nas biuro prasowe Sejmu - to jedyne podróże służbowe Macierewicza za granicę w ostatnich pięciu miesiącach. Tylko tamtejsza Polonia, zorganizowana w wiernych mu Klubach "Gazety Polskiej" przyjmuje go z otwartymi ramionami.

Pierwsza z tych podróży odbyła się w dniach 24-28 lutego, a powodem było zaproszenie od Catholic University of America. W programie Macierewicz miał wtedy wykład na temat stosunków transatlantyckich i wyzwań dla Europy. Przy okazji odwiedził Nowy Jork i Waszyngton. Koszt tej eskapady to ponad 14 tys. zł - głównie są to koszty transportu.

Po raz drugi poleciał do USA na długą wizytę - między 14 a 21 kwietnia. Ta podróż była jednak wyjątkowa. Co prawda znów odwiedził Nowy Jork, ale w planie miał także Doylestown ("amerykańską Częstochowę"), Baltimore, Annapolis i Wichita.

Głównym celem Macierewicza było Doylestown. W tych dniach odbywało się tam V Forum Polonijne "Polonia Semper Fidelis - Budujmy Wspólny Front Patriotyczny". W Doylestown Macierewicz jest traktowany jak domownik. Paulini, którzy prowadzą sanktuarium ochrzczone mianem "amerykańskiej Częstochowy", zawsze chętnie go przyjmują. Uroczystości organizował Komitet Smoleńsko-Katyński, który zdominowany jest przez Kluby "Gazety Polskiej", a Macierewicz był przewodniczącym komitetu honorowego Forum. Obok ofiar katastrofy, choć w Doylestown mowa jest raczej o zamachu, czczone były też ofiary mordu w Katyniu.

Swój raport Macierewicz prezentował nie tylko w sanktuarium, ale też w Millennium Knickerbocker Hotel w Chicago, gdzie był - podobnie jak i w Doylestown - razem z kilkoma innymi członkami Podkomisji Smoleńskiej. Prezentacja ta była skierowana do amerykańskich polityków, dziennikarzy oraz przedstawicieli środowisk akademickich. Z kolei w "amerykańskiej Częstochowie" "Raport techniczny" (w j. angielskim) wręczono jednemu z kongresmanów.

W praktyce ta długa podróż po USA była objazdową promocją "Raportu technicznego", który Antoni Macierewicz napisał na ósmą rocznicę katastrofy z 10 kwietnia 2010 r.

- Koszty tego wyjazdu nie zostały jeszcze rozliczone - pisze Kancelaria Sejmu w odpowiedzi dla Gazeta.pl. I podkreśla, że w przypadku długich lotów (zwłaszcza międzykontynentalnych, a więc do USA) wszystkim posłom przysługuje prawo do skorzystania z wyższej klasy miejsca. A więc do klasy biznes. Wizyta była dłuższa, więc musiała kosztować - tak jak poprzednio - minimum kilkanaście tysięcy złotych.

Zagraniczne przedsięwzięcia Podkomisji Smoleńskiej - jak wynika z decyzji MON z 2017 r., gdy ministrem był jeszcze Macierewicz - koordynuje Departament Wojskowych Spraw Zagranicznych, który podlega Mariuszowi Błaszczakowi. Gdyby decyzje o eskapadzie Macierewicza do USA i promowaniu tam "Raportu technicznego" zależały od Błaszczaka, to Macierewicz w ogóle by nie poleciał. Skoro jednak Macierewicz leciał tam jako poseł, a nie szef Podkomisji, to ministrowi obrony nic do tego.