Marcin Dubieniecki ma pracować dla koncernu naftowego. Bez paszportu nigdzie jednak nie pojedzie

Jacek Gądek
Marcin Dubieniecki znalazł pracę w branży energetycznej i ma pracować dla koncernu naftowego w Kazachstanie - wynika z informacji Gazeta.pl. Szkopuł w tym, że prokuratura i sąd zabrali mu paszport i dali zakaz opuszczania kraju.

Od 2015 r. prawnik jest zawieszony w prawie do wykonywania zawodu adwokata. Środek ten nałożył na niego Sąd Dyscyplinarny Okręgowej Rady Adwokackiej w Gdańsku, gdy Dubieniecki został aresztowany, a prokuratura postawiła mu zarzuty kierowania grupą przestępczą wyłudzającą środki z PFRON i prania brudnych pieniędzy (śledczy mówią o 14,5 mln zł). Z aresztu wyszedł po 14 miesiącach. Grozi mu do 10 lat więzienia. Jego proces jeszcze się nie zaczął. Oskarżony nie przyznaje się do winy, a w wywiadach mówił, że na jego konto nigdy nie trafiły pieniądze z kasy PFRON.

Nie mogąc pracować jako adwokat, z czego miał dochody rzędu miliona złotych rocznie, zajął się biznesem w branży deweloperskiej, a teraz także - wedle naszych informacji - naftowej. Co ciekawe, wcześniej Dubieniecki już inwestował w energetykę, a dokładnie w farmy solarne w Bułgarii. Bez paszportu de facto nie może jednak podjąć nowej pracy, która wiąże się z lataniem na trasie Polska-Kazachstan.

- Powinien leczyć kręgosłup, a do tego musi z czegoś żyć - mówi nam osoba, która zna Dubienieckiego. W kwietniu miał lecieć do kliniki za Ocean, ale ambasada USA odebrała mu wizę, a sąd cofnął czasową zgodę na opuszczenie kraju. Według naszego rozmówcy Dubieniecki podpisał już umowę o współpracy z naftowym koncernem z Kazachstanu, który dysponuje nowymi złożami ropy. - Ma uczestniczyć w procesie sprzedaży tego złoża branżowym i finansowym inwestorom ze świata - słyszymy od informatora.

Marcin Dubieniecki nie chce komentować tej informacji.

Z kolei mec. Łukasz Rumszek - pełnomocnik Dubienieckiego - pytany o to, czy wyjazdy Dubienieckiego za granicę będą możliwe, mówi nam: - Prokuratura wie o tym, że w przypadku ukrycia się przez podejrzanego wszelkie środki przymusu jak przepadek poręczenia czy nawet areszt można wdrożyć niezależnie od tego, czy jest stosowany zakaz opuszczania kraju. Najprawdopodobniej dokładnie takie argumenty legły u podstaw niestosowania zakazu wobec prof. Michała Królikowskiego (wyraził zgodę na podawanie pełnego nazwiska - red.) choćby z tych względów zakaz uchylony winien zostać także wobec Marcina Dubienieckiego.

Poręczenie, o którym mówi Rumszek, to 3 mln zł. W razie przekroczenia polskiej granicy przez Dubienieckiego może on stracić pieniądze i majątek na taką kwotę.

Dla wyjaśnienia: prof. Królikowski jest byłym wiceministrem sprawiedliwości w rządzie PO-PSL, a prezydentowi Andrzejowi Dudzie doradzał przy pisaniu ustaw sądowych. W minionym tygodniu prokuratura zatrzymała go i postawiła zarzut prania brudnych pieniędzy - grozi mu do 10 lat więzienia. Nie został aresztowany i nie zabrano mu paszportu. Królikowski przyznał publicznie, że przyjął od klienta w depozyt milion złotych, z których pobrał ok. 200 tys. zł jako swoje wynagrodzenie. Królikowski poinformował o tym Centralne Biuro Śledcze, ale nie wskazał numeru konta, na których znajdowały się pieniądze. Wedle prokuratury pochodziły one z przestępstwa - wyłudzenia podatku VAT.

Pełnomocnik Dubienieckiego nawiązując właśnie do sprawy prof. Królikowskiego, podkreśla, że prokuratura powinna oddać paszport jego klientowi. - Zakaz opuszczania kraju nie powinien być stosowany wobec osoby czynnie uczestniczącej w życiu publicznym, dla której Polska jest pierwszym bastionem życia zawodowego, rodzinnego i prowadzonej działalności, i który wobec tego nie chce ukryć się czy uciec - dodaje. Zapowiada więc, że będzie składał wniosek o uchylenie zakazu opuszczania terytorium Polski.

Przeczytaj także: Ujawniamy "taśmy Dubienieckiego". Prokurator "nie chce zepsuć sobie kariery". Śledczy odpowiadają

Wsparcie dla matek, proporcjonalny ZUS i obniżenie CIT. Deszcz obietnic PiS-u

Więcej o: