Kusznierewicz o zerwaniu współpracy z PFN: Zaszkodził nam ktoś ze środowiska żeglarskiego

Do zerwania umowy o współpracy między Polską Fundacją Narodową i Mateuszem Kusznierewiczem przyczyniła się trzecia strona? - Mamy takie informacje. Był to ktoś z środowiska żeglarskiego, ale niezwiązany z projektem "Polska100" - mówi w rozmowie z Gazeta.pl żeglarz i mistrz olimpijski.

Polska Fundacja Narodowa współpracę z Mateuszem Kusznierewiczem i kierowaną przez niego Fundacją Navigare zerwała przed dwoma dniami, wydając w tej sprawie oświadczenie i zarzucając drugiej stronie m.in. niewypłacalność. Projekt „Polska 100” zakładał, że kierowana przez Kusznierewicza załoga opłynie Ziemię na zakupionym do tego celu i wyremontowanym jachcie. W rozmowie z Gazeta.pl były mistrz olimpijski opowiada m.in. o okolicznościach zerwania współpracy, relacjach z PFN i przyszłości całego przedsięwzięcia.

Gazeta.pl: Z Polską Fundacją Narodową wymieniliście publicznie "uprzejmości", ale pytanie: co dalej? Podejmiecie kroki prawne w związku z zerwaniem umowy w ramach projektu "Polska 100"?

Mateusz Kusznierewicz: Przede wszystkim cały czas proponujemy władzom PFN spotkanie, aby wyjaśnić wszystkie kwestie związane z przygotowaniem i realizacją projektu "Polska100". Uważam, że w obecnej sytuacji jest to bardzo potrzebne i wręcz wymagane.

Publiczna wymiana oświadczeń niczego nie zmieniła?

- Oficjalne oświadczenia z naszej strony to przede wszystkim forma obrony. Ale nie tędy droga. Całe swoje życie byłem profesjonalistą i przestrzegałem określonych zasad. Dla mnie ta sytuacja to kompletna abstrakcja. Cały czas zabiegamy o kontakt z władzami PFN. Mam nadzieję, że wkrótce otrzymamy odpowiedź na naszą prośbę o spotkanie i rozmowę.

Wcześniej wasza współpraca i wzajemne kontakty wyglądały podobnie?

- Umowę o współpracy podpisaliśmy w zeszłym roku i wtedy też rozpoczęliśmy samą współpracę. Dobrą współpracę, bo wszyscy byliśmy zgodni co do słuszności tego projektu. Sytuacja zmieniła się diametralnie po burzy medialnej i fali krytyki projektu na początku kwietnia.

Diametralnie to znaczy?

- W efekcie fali krytyki, która spadła na projekt, pojawiło się wyraźne napięcie w naszych rozmowach. Myślę, że obie strony nie wiedziały i nie rozumiały, dlaczego nasza inicjatywa spotkała się z tyloma negatywnymi reakcjami. W zasadzie z dnia na dzień zamiast koncentrować się na projekcie i popychać go do przodu, stanęliśmy w miejscu i utknęliśmy w tej ciężkiej atmosferze. Chociaż największy kryzys przyszedł dopiero ostatnio w momencie wygaśnięcia umowy.

PFN w swoim oświadczeniu pisze o egzekucji komorniczej wobec Fundacji Navigare, chociaż w KRS-ie nie ma żadnej wzmianki o długach. Skąd lub od kogo PFN miało takie informacje?

- Fundacja Navigare będzie zmuszona złożyć wniosek o upadłość, jeśli nie otrzyma od PFN środków na przelewy za faktury poniesionych kosztów.

Dopuszcza pan możliwość, że ktoś z załogi, osób związanych z projektem lub środowiska żeglarskiego, mógł działać na szkodę projektu "Polska 100", podsuwając PFN pretekst do zerwania umowy?

- Tak. Mamy takie informacje. Był to ktoś z środowiska żeglarskiego, ale niezwiązany z projektem „Polska100”.

We wtorek PFN podało, że ich decyzja była oparta o dokumenty, w których posiadanie weszli. Czy wiadomo wam, o jakich dokumentach mowa?

- Nie mam takich informacji.

PFN zarzuciła wam również "szereg niepokojących sygnałów" i "niewywiązywanie się przez Navigare z dotychczasowych ustaleń i deklaracji". Czy te zastrzeżenia zostały w jakikolwiek sposób sprecyzowane?

- We wtorek w oficjalnym mailu do władz PFN wysłaliśmy właśnie te dwa cytaty z prośbą o ustalenie i wyjaśnienie, w czym konkretnie tkwi problem. Do tego była też załączona prośba o spotkanie. Dla nas tego rodzaju zarzuty, bez żadnych wcześniejszych sygnałów niezadowolenia ze współpracy, są pełnym zaskoczeniem i wymagają rozmowy i wyjaśnienia.

W kolejnym oświadczeniu PFN pada nowy zarzut: "Fundacja Navigare, jej Prezes Pan Piotr Obidziński jak i Pan Mateusz Kusznierewicz nie dokonali zwrotu do puli budżetu projektu kwestionowanych wynagrodzeń, o co wystąpiła Polska Fundacja Narodowa". O jakich kwestionowanych wynagrodzeniach mowa?

- Każda osoba pracująca w projekcie "Polska100" otrzymywała za swoją pracę wynagrodzenie. Było to blisko 20 osób. Do tego podwykonawcy np. remontu jachtu, strony internetowej itp. Chcemy z PFN wyjaśnić, dlaczego ktokolwiek miałby zwrócić jakieś środki do Fundacji Navigare. Czekamy na wyznaczenie spotkania i konstruktywną rozmowę.

Paweł Prus, rzecznik projektu "Polska 100", powiedział w rozmowie z naTemat.pl, że wszystkie koszty związane z projektem pokrywaliście z własnych środków. O jakich sumach mowa i czy tak miało to wyglądać od początku, czy może zasady gry zostały zmienione w jej trakcie?

- Koszty związane z realizacją projektu były pokrywane z środków przekazanych z PFN. Wcześniej, tj .od 2015 roku do października 2017 roku, wszystkie koszty związane z projektem "Polska100" pokrywaliśmy ze środków prywatnych. Ja sam wydałem na to przeszło 200 tys. zł.

Na oficjalnym facebookowym fan page’u projektu "Polska 100" napisaliście: "Wierzymy, że zaistniałe nieporozumienia uda się jeszcze wyjaśnić, a załoga i podwykonawcy otrzymają zaległe wynagrodzenia". Naprawdę myślicie, że z tej sytuacji jest jeszcze wyjście dobre dla obu stron i możliwość kontynuacji współpracy?

- Z tym, co się stało, czuję się fatalnie. Jest mi z tym potwornie źle. To uczucie, jakby odebrano mi dziecko. W tym przypadku - jeszcze nienarodzone. Efekt jest taki, że mamy olbrzymi kryzys. Już nawet nie o skali krajowej, bo zainteresowały się tym zagraniczne media, które zaczęły do mnie dzwonić, dziwiąc się, jak to możliwe, że najbardziej utytułowany polski żeglarz miałby zostać wyrzucony z takiego projektu. Na razie nie kontaktujemy się z nimi w tej sprawie, bo chciałbym najpierw twarzą w twarz porozmawiać z kierownictwem PFN i wszystko sobie wyjaśnić. Sytuacja, w której o tym, że nie ma nas w naszym własnym projekcie dowiadujemy się z mediów, od osób trzecich i z oficjalnych oświadczeń nie jest normalna.

Złośliwi powiedzą, że sam pan sobie na to zasłużył, bo PFN dobrej reputacji nie ma nawet w szeregach polityków obozu rządzącego. Można więc było się domyślić, że to nie będzie łatwa współpraca.

- To przedsięwzięcie od samego początku było obarczone dużym ryzykiem, ale byliśmy i jesteśmy nadal przekonani, że projekt "Polska 100" jest pod wieloma względami wyjątkowy, ma miejsce w ważnym momencie historycznym - w końcu nie codziennie obchodzi się 100-lecie odzyskania niepodległości - i jest wart dużego poświęcenia. Jako profesjonalista całe życie robiłem rzeczy, w które wierzyłem. Nic się w tym temacie nie zmieniło i chciałbym, żeby nadal tak to wyglądało.

Nie żałuje pan decyzji o podjęciu współpracy z PFN? Wiele osób to krytykowało i ostrzegało, że wejście w politykę w taki sposób może się dla pana źle skończyć. Teraz sam pan wie, jaki był finał. Podjąłby pan tę samą decyzję raz jeszcze?

- Dobre pytanie, ale jeszcze nie umiem na nie odpowiedzieć. Zbyt dużo siedzi we mnie gwałtownych emocji. Wciąż nie rozumiem też, co i dlaczego się stało. Tak że może za miesiąc, może za pół roku, a może jeszcze później będę w stanie odpowiedzieć na postawione przez pana pytanie. Dziś jest to dla mnie szok, niesprawiedliwość i ogromny zawód. Tym bardziej, że wciąż jestem gotów ruszyć dla Polski i pod polską banderą w rejs dookoła świata.

Co dalej z samym projektem "Polska 100"? Wydaje się, że kończy się wraz z upadłością Fundacji Navigare.

- PFN zapewnia, że będzie kontynuować ten projekt, ale wydaje mi się to niemożliwe.

Kontynuować wasz projekt bez was?

- Znam żeglarstwo polskie i światowe jak mało kto i wiem, jak trudny jest to projekt. Zdziwiłbym się, gdyby PFN faktycznie nam to zrobiła. Nie tylko mnie, ale całej grupie 25 osób, które w pocie czoła pracowały przy tym przedsięwzięciu od wielu tygodni. To by było… aż sam nie wiem, jak to nazwać.

Ale wykluczyć takiego scenariusza nie możecie. Podjęlibyście wówczas kroki prawne wobec PFN?

- Musielibyśmy to rozważyć, bo trzeba grać wedle ustalonych reguł. Na tę chwilę przede wszystkim nie otrzymaliśmy środków od PFN na pokrycie poniesionych kosztów, które sami zaakceptowali - mamy to na piśmie. Upominamy się o te pieniądze od 7 kwietnia. PFN odpowiadała, że jacht nie był kupiony, więc trzeba poczekać. A my czekaliśmy, aż doczekaliśmy się zakończenia współpracy.

Więcej o: