Instytut Lecha Wałęsy spłacił część długu: 32,40 zł. Winien jest prawie pół miliona

Jacek Gądek
Instytut Lecha Wałęsy spłacił 32,40 zł z prawie pół miliona złotych długu wobec Województwa Mazowieckiego. Tylko tyle, bo konto świeci pustkami. Prezes ILW poprosił o rozłożenie całej kwoty na raty - dowiedziała się Gazeta.pl.

Obecnie na wniosek Województwa Mazowieckiego toczy się postępowanie egzekucyjne przeciwko Fundacji Instytut Lecha Wałęsy. Tak jest od 3 marca.

Wniosek o egzekucję do komornika złożyły władze regionu, które od lat starają się zmusić ILW do zapłaty zaległego czynszu i odsetek za najem Willi Narutowicza w Warszawie - Gazeta.pl informowała o tym jako pierwsza. Ta willa miała być perłą w koronie byłego prezydenta, ale okazała się kulą u nogi.

Prezes ILW prosi o raty na pół miliona

Ściągnięcie ze świecącego pustką konta kwoty 32,40 zł to kropla w morzu tego, co zasądził Sąd Apelacyjny w Warszawie w październiku 2017 r. Wówczas wyrok brzmiał: Instytutu ma zapłacić zaległy czynsz. Nie doszło wówczas do polubownego rozwiązania sporu. Zadłużenie Fundacji Instytut Lecha Wałęsy wobec Województwa Mazowieckiego wynosi obecnie dokładnie 460 844,09 zł i z każdym dniem rośnie o odsetki. 32 złote z groszami zniknęły z konta Instytutu 22 marca.

Wedle informacji Gazeta.pl, 15 kwietnia prezes Instytutu Lecha Wałęsy - Adam Domiński - wysłał do Mazowieckiego Zarządu Nieruchomości w Warszawie wniosek o wynegocjowanie i podpisanie porozumienia ws. spłaty całego zadłużenia w ratach.

- Informacja o stanie zadłużenia ILW wraz z propozycją zawarcia porozumienia zostaną przedstawione na jednym z najbliższych posiedzeń zarządu Województwa Mazowieckiego - mówi nam Marta Milewska, rzeczniczka Urzędu Marszałkowskiego Województwa Mazowieckiego w Warszawie.

Historia willi, która stała się kulą u nogi Lecha Wałęsy

Sprawa Willi Narutowicza mści się na Lechu Wałęsie od dawna. W 2011 r. samorząd Mazowsza z wielką pompą przekazał okazałą willę w Warszawie nowemu najemcy - Instytutowi Lecha Wałęsy.

Na fetę przybyli prezydent Bronisław Komorowski, były premier Jan Krzysztof Bielecki, Andrzej Wajda i kard. Józef Glemp. Umowę podpisali marszałek Mazowsza Adam Struzik i Lech Wałęsa. Wedle słów byłego prezydenta miało to być "dobre miejsce nie tylko dla Warszawy, ale też dla całej Polski". Willa miała się stać nowym sercem ILW z biblioteką prezydencką i pamiątkami, a szybko okazała się być kulą u nogi Wałęsy.

Ale budynek wymagał generalnego remontu. Koszty rosły z dnia na dzień: na ekspertyzy, plany i przygotowania. Konserwator zabytków nie dawał zgody na renowację, a nieruchomość miała wadę prawną, bo nie w całości należała do władz Mazowsza. Czynsz - ok. 50 tys. zł miesięcznie - ILW miał jednak płacić. Tak stopniało konto ILW i powstały długi, które ściągnęły Instytut na dno.

ILW jest organizacją non-profit. Utrzymuje się z darowizn i dotacji. Proszenie darczyńców o wpłaty na spłatę długu, jest wyjątkowo niewdzięczne. A ILW faktycznie nie ma majątku, który mógłby upłynnić - biura wynajmuje, wartościowego sprzętu elektronicznego i samochodów brak.

Więcej o: