Kongres konstytucyjny pokazał, na kogo Andrzej Duda może liczyć. Lista jest krótka

Jacek Gądek
Kongres konstytucyjny Andrzeja Dudy zdominowali ludzie prezydenta. Prawo i Sprawiedliwość zignorowało inicjatywę Dudy, a nawet ją storpedowało.

"Wspólnie o konstytucji na Narodowym" - takie hasło miał kongres konstytucyjny zorganizowany przez głowę państwa na Stadionie Narodowym. Prezydent Andrzeja Duda nie podał wprost pytań, które chciałby zadań Polakom 11 listopada - w stulecie odzyskania niepodległości.

Zdradził jednak, czego mają one dotyczyć. A konkretnie: możliwości rozpisywania referendów, prymatu polskiej konstytucji nad prawem międzynarodowym, ochrony ojcostwa do ustawy zasadniczej, wpisania podziału administracyjnego państwa nie tylko na gminy, ale także na powiaty i województwa, ochrony rolnictwa i wsi, a także pieczy nad osobami niepełnosprawnymi i niedołężnymi. Z tym „konkretnie” to - jak widać - przesada. Czas biegnie, a Kancelaria Prezydenta nie zaprezentowała dokładnego brzmienia choćby paru pytań. Przez to przekaz głowy państwa się rozmywa.

Ten przytoczony katalog nie jest zamknięty i jest przedmiotem targu z PiS-em, choć partia rządząca pomysł tego referendum by wygasiła, a potem wyrzuciła do kosza. Dla prezydenckich ministrów pytania o to, czy do referendum w ogóle dojdzie, są kłopotliwe.

Andrzeja Duda o konstytucji. A gdzie jest PiS?

Konkurencją dla prezydenckiego kongresu było ogłoszenie przez PiS kandydatów na prezydentów miast. Nowogrodzka nie musiała podawać ich nazwisk dzisiaj i w ten sposób ogniskować uwagi mediów i wyborców, ale to uczyniła. To nie był przyjazny gest PiS wobec Andrzeja Dudy.

Negocjacje z obozem głowy państwa nt. referendum prowadzi marszałek Senatu Stanisław Karczewski (PiS). Na kongresie "Wspólnie o konstytucji na Narodowym" nie wystąpił wspólnie z prezydentem. Senat reprezentował prof. Michał Seweryński - wicemarszałek, którego waga w polityce jest piórkowa, a wpływ na Nowogrodzką jeszcze mniejszy.

Obok plejady ministrów w Kancelarii Prezydenta na Stadionie Narodowym nie zabrakło jednak znanych nazwisk - niewielu, ale jednak: przyszła prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska, pojawił się szef "Solidarności" Piotr Duda. Pani prezes jest szefową TK z woli Andrzeja Dudy i choćby z tego powodu ma wobec niego dług wdzięczności. Z kolei Piotr Duda od początku wspiera prezydenta - bez niego zresztą pomysł na referendum już by pewnie splajtował, a tak to Piotr Duda otoczył go nimbem "Solidarności". Przy okazji wizyty na Kongresie szef "S" nie mógł nie wspomnieć, że w połowie lat 90. związek zawodowy miał swój projekt konstytucji. Trafił on jednak do kosza, a pod referendum poddano konstytucję tworzoną pod wodzą Aleksandra Kwaśniewskiego. Przyszli też włodarze niektórych miast - na przykład (od 2002 r.) prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc.

Dla szefa "S" - jak mówił - referendum konstytucyjne jest sposobem na dokończenie rewolucji "Solidarności" i pisania konstytucji obywatelskiej. Zabrzmiało to trochę jak pięknoduchostwo, a trochę jak polityczna archeologia. Piotr Duda ma przy okazji pomysłu na referendum swoje pomysły do forsowania i - jako że jest związkowcem - muszą one dotyczyć rynku pracy i praw pracowników.

Jedna z osób z obozu prezydenckiego, patrząc na salę, rzuciła w trakcie kongresu:

No to teraz widać, na których przyjaciół z PiS możemy liczyć.

I faktycznie: na niewiele osób z obozu PiS prezydent może dziś liczyć w zabiegach o rozpisanie referendum. A przecież właśnie mija rok od momentu, gdy Andrzej Duda zaskoczył wszystkich - PiS, opozycję i media - pomysłem na konsultacyjne referendum ws. kształtu konstytucji. Jeśli pomysł ma wypalić, to niezbędny jest kompromis prezydenta z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim - co do pytań i terminu. Jeśli tego porozumienia zabraknie, to pomysł Andrzeja Dudy trafi tam, gdzie leży pomysł "Solidarności" opłakiwany przez Piotra Dudę.