Joanna Racewicz uderza w PiS. Poszło o rocznicę katastrofy smoleńskiej. "Nie o pamięć tu chodzi"

- Ubrałam, zapięłam spinkami mankiety koszuli. Jeśli ktokolwiek myśli, że w trumnie kapitana Pawła Janeczka jest czyjaś ręka, noga, czy niedopałek papierosa, to się myli. Byłam z Pawłem do samego końca, do zalutowania metalowego wieka i zabicia gwoździami drewnianej skrzyni - mówi w rozmowie z "Newsweekiem" Joanna Racewicz.

Była dziennikarka TVP i wdowa po Pawle Janeczku, oficerze BOR, który zginął w katastrofie smoleńskiej mówi "Newsweekowi", że nikt jej nie zapraszał 10 kwietnia na uroczystość odsłonięcia pomnika na pl. Piłsudskiego.

Nie tylko zresztą mnie. Parę dni wcześniej spotkałam się z dziewczynami z naszego smoleńskiego kręgu. (....) Większość z nas nie dostała zaproszenia ani drogą elektroniczną, ani tradycyjną pocztą. Bo tu nie o pamięć chodzi - opowiada Racewicz.

Na pytanie o co w takim razie chodzi - była dziennikarka TVP odpowiada wprost: - O politykę. O większe lub mniejsze, bardziej krótkotrwałe lub bardziej długoterminowe cele, do których wykorzystuje się 96 osób. Od początku boli mnie, że w opowieści smoleńskiej powtarza się tylko jedno nazwisko.

Była dziennikarka TVP odniosła się też do sprawy ekshumacji ofiar, które od miesięcy odbywają się na zlecenie Prokuratury Krajowej. - Jestem wciąż przed i z całą stanowczością odpowiadam: nie widzę żadnego sensu, aby teraz, po 8 latach, fundować mi, mojemu synowi i rodzinie ponowny pogrzeb - wyznała Racewicz.

Dodając, że ona sama nie ma absolutnie wątpliwości, kto spoczywa w trumnie jej męża:

Ubrałam, zapięłam spinkami mankiety koszuli. Jeśli ktokolwiek myśli, że w trumnie kapitana Pawła Janeczka jest czyjaś ręka, noga, czy niedopałek papierosa, to się myli. Byłam z Pawłem do samego końca, do zalutowania metalowego wieka i zabicia gwoździami drewnianej skrzyni - zapewnia.
Więcej o: