To do niego trafiły najwyższe nagrody. Kwota przebija nawet premie dla Błaszczaka

Nie ministrowie, a szef gabinetu politycznego "zgarnął" najwięcej premii - informuje "Super Express". "Zwycięzcą" jest 36-letni Łukasz Smółka, który kieruje gabinetem Andrzeja Adamczyka. Przebił nawet najbardziej docenionego ministra Mariusza Błaszczaka, który zainkasował ponad 82 tys. zł tylko w 2017 roku.

Jak opisuje "Super Express", Smółka zna się dobrze z Adamczykiem, pochodzą z tych samych rejonów. Szef gabinetu politycznego ministra pochodzi z Czernej, a Adamczyk z Krzeszowic w Małopolsce. Smółka wcześniej był m.in. radnym sejmiku województwa małopolskiego.

Po wyborach w 2015 roku Adamczyk zabrał Smółkę ze sobą do Warszawy. Doradca ministra, według informacji "SE", jest rekordzistą pod względem otrzymywanych nagród. W 2016 roku było to 55 tys. zł premii, a w 2017 - 59,5 tys. zł. Razem daje to prawie 114 tys. zł. To więcej niż każdy z ministrów rządu Beaty Szydło w analogicznym okresie.

Co więcej, te wysokie kwoty premii biorą się stąd, że Smółka nagradzany był z dwóch źródeł: z funduszu nagród i z oszczędności, które pojawiły się po tym, jak w gabinecie politycznym nieobsadzono wszystkich etatów.

Smółka w 2017 roku nie przebija co prawda np. ministra Mariusza Błaszczaka (wtedy szefa MSWiA, obecnie kieruje resortem obrony), który w ubiegłym roku zainkasował ponad 82 tys. zł nagród. Jeśli jednak podliczyć lata 2016-2017, to współpracownik ministra Adamczyka był bezkonkurencyjny.

Problemy z nagrodami

Nagrody dla ministrów Beaty Szydło za 2017 rokNagrody dla ministrów Beaty Szydło za 2017 rok Fot. Gazeta.pl

Po tym, jak media obiegła informacja o wysokości nagród dla ministrów w czasie, gdy rządem kierowała Beata Szydło, zaczęły się kłopoty PiS. Politycy próbowali tłumaczyć się z ok. 1,53 miliona złotych premii. Narracja, że za PO i PSL przyznawano więcej, szybko się posypała. Z kolei Beata Szydło w emocjonalnym wystąpieniu broniła nagród, mówiąc, że się "należały". 

Część komentatorów połączyła spadki PiS w sondażach właśnie ze sprawą nagród. W końcu ten niewygodny temat starał się uciąć Jarosław Kaczyński, który ogłosił, że ministrowie oddadzą nagrody, a PiS będzie chciał zmniejszenia pensji posłów oraz weryfikacji zarobków w samorządach.

Zapowiadało się na to, że sytuacja może się odrobinę uspokoić, ale w weekend, już po konferencji prezesa PiS ws. nagród, oliwy do ognia dolała Beata Mazurek, rzeczniczka partii. Zaraz po deklaracjach Kaczyńskiego pojawiły się spekulacje, czy ministrowie rzeczywiście chętnie zwrócą nagrody. Choć nie brakowało oświadczeń, że to zrobią, tweet Mazurek rozwiał część wątpliwości.

Z jej wpisu wynika, że nie tylko będą wyciągnięte konsekwencje wobec tych, którzy nie dostosują się do decyzji partii, ale też, że ktoś z rządu musiał się "zawahać", skoro potrzebne są takie mocne i publiczne zapowiedzi ewentualnych kar.

Więcej o: