Maciej Lasek: jeśli nie będziemy prostować teorii Macierewicza, to Smoleńsk się powtórzy

Jacek Gądek
- Latam od 16. roku życia. Przez 14 lat badałem wypadki lotnicze. Bezpieczeństwo latania mam we krwi. Zdecydowałem się walczyć z tezami zamachowymi i to robię. Jeśli nie będziemy prostować teorii spiskowych Macierewicza, to Smoleńsk się powtórzy - mówi dr Maciej Lasek, były członek komisji Millera.

Jacek Gądek: 26 proc. Polaków mówi, że w Smoleńsku doszło do zamachu. O 8 punktów proc. więcej niż przed rokiem (Kantar Millward Brown dla TVN). Ma pan poczucie porażki?

Dr Maciej Lasek: Nie.

Dlaczego?

- Bo siły i środki zaangażowane w lansowanie wersji zamachowej są ogromne - robi to TVP, cały aparat rządowy i Podkomisja Smoleńska Antoniego Macierewicza z milionowymi budżetami. A mimo to dużo więcej osób w żaden zamach jednak nie wierzy. Polacy widzą doskonale, że mimo upływu dwóch lat Podkomisja niczego nie osiągnęła. Zaryzykuję stwierdzenie, że promotorzy teorii o zamachu ponoszą porażkę.

Co pan zawodowo robi, skoro „dobra zmiana” pana wykurzyła z Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych?

- Wykładam na Politechnice Warszawskiej - uczę studentów mechaniki lotu i tego, jak bada się wypadki lotnicze. Pracuję też jako biegły w sprawach wypadków lotniczych.

A w wolnym czasie...

- ...latam szybowcami. Uczę latać - to przyjemna, ale też praca.

I myśli pan: jak to dobrze, że katastrofa smoleńska to już nie jest moja sprawa?

- Smoleńsk to jest moja sprawa.

Formalnie już nie.

- Zaangażowałem się w obalanie teorii spiskowych, więc Smoleńsk cały czas jest obecny w moim życiu. W zasadzie nie ma dnia, bym nie sprawdzał, czy nie ma jakichś nowych informacji w mediach o katastrofie, do których trzeba się odnieść. Katastrofa smoleńska to - jeśli mogę tak powiedzieć - codzienny gość w moim domu. I tak będzie jeszcze przez lata.

Niektórzy ludzie są w stanie uwierzyć nawet w takie teorie jak związek katastrofy smoleńskiej z wypadkiem limuzyny prezydenta Andrzeja Dudy na autostradzie A4. Zawsze więc w społeczeństwie zostanie 10-15 proc. osób, które na pytanie, czy w Smoleńsku doszło do zamachu, odpowiedzą „zdecydowanie tak”. Nie różnimy się specjalnie od Amerykanów czy obywateli państw Europy. W Stanach 26 proc. osób wierzy, że zamachy z 11 września zostały wymyślone przez władze, by dać pretekst do wojen. A w innym badaniu 7 proc. ludzi znało, że sprawcą jest Izrael.

W USA jednak nikt z istotnych przedstawicieli władzy nie twierdził, że to Amerykanie sami stali za zamachami.

- Nawet opozycja tak nie mówiła. A u nas - tak.

Miał pan w którymkolwiek momencie tych minionych ośmiu lat przekonanie, że hipoteza zamachu jest nie tylko warta sprawdzenia, ale może być prawdziwa?

- Hipotezę o świadomym i celowym spowodowaniu katastrofy odrzuciliśmy, ale nie od razu. To kolejne analizy wykluczały teorie o zamachu. Skorzystaliśmy też z pracy Wojskowego Instytutu Chemii i Radiometrii, który w 2010 r. przeprowadził badania na obecność materiałów wybuchowych i produktów ich przemiany. Wyniki są w naszym raporcie: śladów brak. Przeanalizowaliśmy teorię o zamachu bombowym na Tu-154M i ją wykluczyliśmy.

Potwierdzają to też zeznania świadków. W Smoleńsku na lotnisku czekało wiele osób i mimo że samolot spadł kilkaset metrów od pasa, to żadna z nich nie słyszała eksplozji. Słyszeli, ale pracujące silniki, głuche odgłosy uderzeń w drzewa i głośniejszy huk zderzenia maszyny z ziemią. A potem nastała cisza.

Zanim teren został ogrodzony, to montażysta TVP pan Sławomir Wiśniewski chodził po miejscu katastrofy. On nawet na posiedzeniu zespołu Macierewicza opisywał, co widział i słyszał. Najpierw był blisko miejsca przelotu samolotu, a potem tam pobiegł - nie potwierdził żadnej teorii o wybuchach. Jest też masa innych zeznań. Są ślady na drzewach, w których samolot wyciął tor swojego lotu. Są zapisy czarnych skrzynek. Są oględziny wraku i wąski rozrzut szczątków. Ekspertyza zespołu pułkownika Antoniego Milkiewicza, którą ma prokuratura, też stawia wniosek: żadnych eksplozji, żadnych śladów materiałów wybuchowych.

Ale jest argument ze strony niektórych polityków obozu PiS: teoria o zamachu to było dobre narzędzie presji na Rosjan, by oddali wrak.

- Posądzanie Rosjan o zamordowanie polskiego prezydenta, tylko skłaniałoby ich do zatrzymania wraku i innych dowodów. Bo wtedy mogą się tymi dowodami wykazać przed międzynarodowym trybunałem. Rosjanie oczywiście mogliby już nam ten wrak Tu-154M oddać, bo jest polską własnością, ale patrząc chłodno: mogą go trzymać jeszcze długo.

Czy raport Millera mógłby być lepszy, gdyby wrak był w Polsce?

- Może byłyby inne zdjęcia, ale nie wnioski.

Pod koniec prac komisji Millera zadaliśmy sobie pytanie: czy potrzebny jest nam wyjazd do Smoleńska na kolejne oględziny wraku. Wszystkie informacje już mieliśmy, więc nie było potrzeby lecieć. Nikt z członków nie wyraził takiej potrzeby.

A po drugie: w marcu 2015 r. po raz pierwszy prokuratura zaprezentowała wnioski zespołu płk. Milkiewicza. I padło ważne oświadczenie: biegli mieli nieskrępowany dostęp do wraku, co pozwoliło na wykonanie badań. A Podkomisja Smoleńska? Żaden jej członek nawet nie podjął próby pojechania do Smoleńska.

Dr Wacław Berczyński mówił w 2016 r., że planuje wyjazd, by obejrzeć wrak.

- Rosyjski MAK i Komitet Śledczy Rosji oświadczyły, że owszem jeśli chcą, to ich zapraszają. Ale Podkomisja ostatecznie nie skorzystała. W sumie nie dziwię się Macierewiczowi i spółce. Przecież gdyby po drugiej stronie stanęli specjaliści z MAK (wiele można mieć za złe, ale wiedzą o czym mówią), to Podkomisja by poległa.

Jeśli chodzi o wizerunek i powagę państwa polskiego, to najbardziej obawiam się sytuacji, w której wersja o zamachu będzie opublikowana jako oficjalne stanowisko rządu. Wtedy Rosjanie zaproszą przedstawicieli komisji badania wypadków lotniczych z innych państw do Smoleńska i Moskwy na oględziny „czarnych skrzynek”, wraku i nagrań. Wtedy polskimi rękami doprowadzimy do całkowitej utraty wiarygodności Polski w świecie. Przynajmniej w tym zakresie.

Rysuje pan smutny obraz, a nie załamywał pan rąk w 2010 r. gdy płk Edmund Klich nagrywał na dyktafon rozmowę o Smoleńsku z ministrem obrony? Albo gdy prezydenckie Biuro Bezpieczeństwa Narodowego nie znało instrukcji HEAD, mówiącej jak przewozić najważniejsze osoby w państwie?

- Ręce opadły mi do ziemi. Dlatego w raporcie wyraźnie napisaliśmy, że wojsku i politykom organizacja lotów z VIP-ami wydawała się idealna. Większość zamawianych lotów z VIP-ami była jednak wykonywana ze złamaniem instrukcji HEAD - potwierdziła to Najwyższa Izba Kontroli.

Organizatorem lotu zawsze był 36. Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego, który nadzorowało Dowództwo Sił Powietrznych, a więc gen. Andrzej Błasik. Specpułk miał dać samolot, załogę. Miał sprawdzić, czy na wskazane lotnisko można w ogóle lecieć. Wykonywali wszystko, czego oczekiwali politycy - nie było żadnej asertywności. Pamiętam rozmowy z czterema dowódcami tego pułku. Mówili, że gdy zgłaszali do przełożonych problemy, to taki dowódca Specpułku był traktowany jako gość, który sobie nie radzi.

Jest w wojsku stare powiedzenie: o sukcesach meldować, a problemy rozwiązywać we własnym zakresie. Dwa lata przed katastrofą był znamienny meldunek dowódcy Specpułku w tonie: pomimo wielu zagrożeń, którym codziennie stawia czoła nasza kadra, nie widzę zagrożenia dla realizacji nałożonych na nas zadań.

A potem był Smoleńsk.

„Gdybyś mieli drzwi od stodoły to i tak byśmy polecieli”?

- Dokładnie. Tak też powiedział kiedyś prezydent Bronisław Komorowski. O lataniu na drzwiach od stodoły można było mówić, ale w latach międzywojennych. Dzisiaj można już na nich co najwyżej coś namalować.

Rząd PiS kupił nowe samoloty dla VIP-ów. Dobrze?

- W Smoleńsku samolot był stary, ale sprawny. W Smoleńsku nie samolot zawiódł, ale załoga, a w zasadzie cały system, którego załoga była jedynie ostatnim ogniwem. Muszę wyraźnie to powiedzieć: załoga popełniła błędy, bo nikt im nie pozwolił stać się dobrymi pilotami. Nikt ich dobrze nie nauczył rzemiosła. W lotnictwie nie ma samokształcenia - trzeba mieć dobrych instruktorów, dobry nadzór, dużo lotów treningowych. Jeśli tego nie ma, to będzie katastrofa.

A do Specpułku ci chłopcy przyszli prosto po szkole, bez żadnego doświadczenia w innych jednostkach. Uczyli się, jak umieli najlepiej. Szef klepał ich po plecach i mówił „jesteście najlepsi”, „jesteście elitą”. Ale nie byli. To nie była wina pilotów, tylko całego systemu zarządzania i nadzoru nad 36splt.

Winą państwa było też to, że musieli latać na wysłużonych radzieckich samolotach.

- Teraz mamy nowe samoloty. No i co z tego? Jest przecież w wojsku problem ze znalezieniem odpowiednich pilotów, wyszkolonych i z doświadczeniem w lataniu tymi maszynami prosto z fabryki. To nie wróży dobrze. W nowej instrukcji HEAD i informacjach, które przekazywał wiceminister Bartosz Kownacki, życiowy nalot pilota, który miałby latać z VIP-ami, to tysiąc godzin i 250 godzin na konkretnym typie samolotu. Tak?! A w lotnictwie cywilnym, aby firma ubezpieczeniowa sprzedała polisę OC, to trzeba mieć 2,5 tys. totalnego nalotu, 1,5 tys. godzin na odrzutowcach i dopiero 250 godzin na typie. Wymagania są więc wyższe przy lataniu z prezesami firm niż z prezydentem i premierem.

Z kupnem samolotów jest jak z samochodami. Nowa limuzyna niczego nie zmieni, bo i nią można wjechać w drzewo na prostej drodze. Trzeba mieć sprawny system transportu VIP-ów i przygotowanych ludzi. Bez dobrych pilotów nowe samoloty będą się albo kurzyć w hangarach, albo rozbijać o ziemię.

Z Antonim Macierewiczem nigdy pan nie rozmawiał?

- Spotkaliśmy w Sali Kolumnowej w Sejmie, ale nie prowadziliśmy rozmowy. Bo i o czym? On jest politykiem, a ja ekspertem od lotnictwa.

A z Bartłomiejem Misiewiczem - jego zaufanym współpracownikiem?

- Nigdy. Ale napisałem do niego oficjalne pismo. W 2013 r. premier Donald Tusk powołał tzw. zespół Laska. Pan Misiewicz przesłał wtedy albo do Kancelarii Premiera pismo, w którym stwierdził, że zespół Macierewicza dysponuje materiałami, które mogą wyjaśnić katastrofę smoleńską i z chęcią je przedstawi. To pismo pana Misiewicza scedowano na mój zespół. Odpisałem: skoro macie, to pokażcie i porozmawiajmy o faktach. Ale odpowiedzi od pana Misiewicza już nie było.

To już jednak historia. Dziś najważniejsze jest bezpieczeństwo lotów. Proponowałem nowy system przewozu VIP-ów. Rozmawiałem o tym m.in. z ówczesnym szefem BBN gen. Stanisławem Koziejem...

...i udało go się wcielić w życie?

- Ależ skąd. Ale wtedy rząd powierzył przewóz VIP w ręce narodowego przewoźnika, czyli profesjonalistów. Trzeba pamiętać, że z punktu widzenia operacji lotniczych, każdy pasażer jest VIP-em.

Jak wyglądały założenia pana propozycji?

- W dużym uproszczeniu - jeśli władza chce wrócić do systemu, w którym wojsko przejmuje odpowiedzialność za wożenie VIP-ów, to może „wypożyczyć” doświadczonych pilotów z LOT-u i wydać im licencję pilota wojskowego. Piloci byliby wtedy cywilnymi pracownikami wojska i zaczęliby latać nowymi samolotami mając nalot nawet 10 tys. godzin. A młodych lotników wojskowych, którzy mieliby ich z czasem zastąpić, należałoby ulokować w LOT, aby „orać” nimi od rana do wieczora - tak jak normalnymi liniowymi pilotami. Tak ci młodzi chłopcy zdobyliby doświadczenie na wielu lotniskach na świecie.

Antoni Macierewicz przedstawi zaraz swój raport techniczny, a pan weźmie go na warsztat?

- Oczywiście - jak zawsze. Ostatnio dokładnie śledziłem wypowiedzi prof. Wiesława Biniendy z Podkomisji Smoleńskiej. W zeszłym roku główną teorią był wybuch bomby termobarycznej, a samolot się nie obracał. Podkomisja nawet tak zmanipulowała wyniki badań WAT, by tę tezę utrzymać. A całkiem niedawno prof. Binienda powiedział, że samolot jednak się obrócił i zderzył z ziemią.

Teorie Podkomisji się zmieniają, sam więc z zaciekawieniem liczę kolejne wybuchy i miejsca rozłożenia bomb. A jest ich dużo. Wedle ich tez na rok przed 10 kwietnia 2010 r. w Samarze podczas remontu Rosjanie zamontowali paski detonacyjne. Przez rok z tymi bombami latali i gdyby nie lot do Smoleńska, to jeszcze przez kolejne lata bomby kurzyłyby się na pokładzie Tu-154M? Absurd.

Co pan ma z tego śledzenia kolejnych doniesień o Smoleńsku i kontrowaniu ich?

- Nic.

Pan już swoją pracę w komisji Millera i zespole w KPRM ma za sobą. Po co więc?

- To mój wewnętrzny imperatyw. Latam od 16. roku życia. Przez 14 lat badałem wypadki lotnicze. Bezpieczeństwo latania mam we krwi. Zdecydowałem się walczyć z tezami zamachowymi i to robię. Jeśli nie będziemy prostować teorii spiskowych Macierewicza, to Smoleńsk się powtórzy.

Oto prawda o Smoleńsku. Jarosław Kaczyński zapowiada ją już od lat

Więcej o:
Komentarze (207)
Lasek: jeśli nie będziemy prostować teorii Macierewicza, to Smoleńsk się powtórzy
Zaloguj się
  • 1utek

    Oceniono 1 raz 1

    Eksperci swoje a pan Duda swoje. Dzisiaj na forum ONZ "przemawiał" o potrzebie wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej, czytaj o potrzebie udowodnienia, że był to zamach.

  • jtby

    Oceniono 2 razy 2

    "Jeśli nie będziemy prostować teorii spiskowych Macierewicza, to Smoleńsk się powtórzy - mówi dr Maciej Lasek, były członek komisji Millera"
    Nie mam nic przeciwko temu pod warunkiem, że pasażerami będzie aktyw partyjno-rządowy wysokiego szczebla. Tak dla higieny politycznej, to takie pierdyknięci samolotu z mściwie panującymi powinno się odbywać częściej. Ba powiedziałbym nawet, że regularnie ;-)

  • k_bak50

    Oceniono 3 razy 3

    Podziwiam profesjonalizm Pana Laska. Życzę dużo zdrowia i odporności na bzdety świrosława

  • frogmark

    Oceniono 1 raz 1

    Panie doktorze, panie Macieju! Dziękuję za kolejny racjonalny głos w tej narodowej tragedii emocjonalno-irracjonalnej. Tą drogą chciałbym też podziękować za przedmowę i rekomendację książki Matthewa Syeda "Metoda czarnej skrzynki". Chociaż dawno temu rozmawiałem o zagadnieniach metody naukowej jako student filozofii oraz praktykowałem jako student fizyki, to jednak ta książka wywarła na mnie duże wrażenie. Choćby jej analiza obszaru funkcjonowania prawa - obecny, polski przypadek Tomasza Komendy mógłby być niestety potwierdzeniem tez autora. Ta książka i jej podobne analizy powinny stać się obowiązkową lekturą wszystkich studentów, a pana praca w obszarze badania wypadków lotniczych jaskrawym potwierdzeniem jej głównej tezy. Gorąco pozdrawiam i polecam czytającym ten komentarz do sięgnięcia do "Metody czarnej skrzynki"

  • Jan Kowalski

    0

    mam nadzieje że taki smoleńsk się powtórzy i zginą tam wszyscy którzy przyłożyli rękę do zamachu na tamten samolot z prezydentem...

  • kapitan_zero

    Oceniono 2 razy 2

    W 100% popieram konkluzje Komisji Millera, a jego i pana Laska uwazam za wybitnych i uczciwych specjalistow. To Antoni z przyczyn politycznych rozpoczal kampanie klamliwych teorii o "zamachu". Jest na nie, bo nie i juz! I jak bedziesz sie bronil przed zarzutami pomylonego goscia podpierajacego sie w dodatku "maryjazawszedziewica"? Teraz czekamy na wyniki eksperow amerykanskich, ale juz po szczatkowych wypowiedziach zorientowac sie mozna, ze beda tak samo bzdurne i wyssane z palca jak wszystkie poprzednie. Jest w tym wszystkim jeden pewnik: Antoni nigdy nie zaakceptuje ekspertyz, ktore nie beda po jego mysli; jesli zawioda Amerykanie, to wynajmie Chinczykow; moze Argentynczykow, itd, itp. Nie spocznie dopoki on i jego zwolennicy nie dojda do "prawdy". Czesc i Chwala panowie Miller, Lasek i inni czlonkowie Komisji Millera!

  • justsaying

    Oceniono 5 razy 3

    Antek celebryta lubi być w centum uwagi, wręcz dumnie wypina pierś gdy czuje ze każdy jego ruch śledzą miliony Polaków, kiedy PIS wręcz go gloryfikuje. Wypadek choć tragiczny dla rodzin, dla Antoniego jest błogosławieństwem. Dzięki niemu zaistniał jako pierwszoplanowa postać w Polityce. Zakłamany cynik.

  • demaskator5

    Oceniono 9 razy -7

    Jakie prawo nim kieruje ,wciąż kłamie
    i łzy ,gdzie ma dowód tych kpin ?
    Ano jest wciąż w ruskich rękach ,tak
    wygodnie wciąż ludzi zciemniac.
    Na czym opiera swoje fakty ?
    Skoro wrak oddali obawiając
    się kary za spiskowe zdrady.
    Ja mu zaufam i będę sławił jego
    nauki ,kiedy pokaże wrak w
    naszym hangarze !

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX