Jadwiga Gosiewska: Gdyby nie Macierewicz, to wszystko zostałoby zamiecione pod dywan

Jacek Gądek
- Czasami ludzie mówią "już dosyć tego Smoleńska". A ja im tłumaczę: zginał nasz syn, więc przed nikim się nie będziemy tłumaczyć - mówi dla Gazeta.pl Jadwiga Gosiewska, matka Przemysława Gosiewskiego.

Jadwiga Gosiewska: Rocznica tragedii smoleńskiej, to też dzień śmierci mojego syna, Przemysława.

Jacek Gądek: I również pani syn będzie miał pomnik w Warszawie na placu Piłsudskiego.

- Uważam jego powstanie za rzecz pozytywną. Początkowo byłam w szoku, że ma mieć taką formę. Jeśli jednak spojrzeć na ten projekt głębiej, to - jak to mówią Polacy - pomnik ofiar jest jak schody i droga do nieba. A to jest w porządku i ładnie. Nie widzę w tym pomniku nic, co można by krytykować.

Dostała pani zaproszenie do MON na prezentację ustaleń Podkomisji Smoleńskiej Antoniego Macierewicza?

- Jeszcze nie. Niedawno otrzymałam jednak zaproszenie na wielkanocne spotkanie do klubu Prawa i Sprawiedliwości. Nie mogłam pojechać, bo miałam dyżur w szpitalu, więc rodzinę reprezentował mój mąż.

A oczekuje pani takiego zaproszenia?

- Spodziewam się go, bo rzeczywiście było powiedziane, że rodziny smoleńskie dostaną zaproszenia do Ministerstwa Obrony Narodowej.

Tak, aby później nie było zaskoczenia dla rodzin, co ustaliła Podkomisja Smoleńska?

- Tego nie wiem. Nadmorskie Darłowo, gdzie mieszkamy, jest daleko od Warszawy. Na 10 kwietnia jedziemy nocą do stolicy na odsłonięcie pomnika. Potem będziemy na mszy świętej. I znowu w nocy autokarem wracamy do domu.

Pani ma poczucie, że jest obiektem ataku albo - przeciwnie - czyimś narzędziem?

- Nie. Cały czas z mężem prowadzimy działalność upamiętniającą naszego syna - Przemysława. W Kancelarii Premiera jest tablica upamiętniająca go, bo przecież był wicepremierem. Organizujemy kolejne wystawy, których było już 26, i projekcje filmu "Mój syn". Są pomniki - nowy będzie w Kielcach. Nie bardzo się udał z kolei pomnik w Dąbkach, ale będzie poprawiony na urodziny syna - do 12 maja. Cała Polska powiedziała „nie” takiej formie pomnika w Dąbkach, więc ustaliliśmy, że twórca go poprawi.

Pani cały czas żyje pamięcią o synu i 10 kwietnia?

- Czasami ludzie mówią "już dosyć tego Smoleńska". A ja im tłumaczę: zginał nasz syn, więc przed nikim się nie będziemy tłumaczyć. Dbamy o pamięć o Przemysławie. Rozmawiałam właśnie z prezesem Telewizji Polskiej, aby TVP wyemitowała film "Mój syn". A do Gdańska mam już zaplanowany wyjazd na wieczór wspomnień, na który jestem zaproszona.

Ja i mój mąż nie czujemy się odrzuceni. Wręcz odwrotnie. Czujemy się otoczeni przyjaźnią. Wielu ludzi dzwoni i pyta, co u nas. Ale to już nasz syn zapracował na takie zainteresowanie.

Na portalu wPolityce.pl pojawiły się publikacje wskazujące, że rodziny smoleńskie tracą cierpliwość do Antoniego Macierewicza. Pani też nabiera dystansu do szefa Podkomisji Smoleńskiej?

- Słyszałam o tych informacjach. Nie wiem, czy Antoni Macierewicz robi teraz dobrze czy źle, ale wiem, że gdyby nie on, to wszystko co dotyczy tragedii z 10 kwietnia zostałoby zamiecione pod dywan. Musielibyśmy grzecznie myśleć i mówić, że wszystko było jak należy. Macierewicz postawił sprawę tej tragedii jednak na tyle wysoko i nadał jej wielką wagę, pozatrudniał naukowców i tak nie pozwolił zapomnieć o 10 kwietnia.

Zespół parlamentarny nie miał umocowania w instytucjach państwa, a teraz Macierewicz już je ma. Jak pani patrzy na aktualne działania Macierewicza?

- Ja wiem, że część rodzin smoleńskich jest niezadowolona z tego, co robi szef Podkomisji Smoleńskiej. Część nie zgadzała się na ekshumacje. Część od samego początku ma zupełnie inne niż ja spojrzenie na to, co robi Macierewicz. Każdy ma swoje zdanie.

A pani?

- Gdyby nie Macierewicz, to byłby kłopot z zajęciem się na nowo wyjaśnianiem tego, co zdarzyło się 10 kwietnia.

A jego dzisiejsze działania?

- Nie mam pojęcia, o co chodzi z dymisją Antoniego Macierewicza. Nie wiem, dlaczego go odwołali. Chyba nie lubią się z prezydentem Andrzejem Dudą - jego odwołanie mogło więc nie wynikać z oceny jego pracy, ale prywatnych animozji. Gdybym się spotkała z byłym szefem MON, to bym mogła coś więcej powiedzieć.

Nie miała pani okazji osobiście z nim rozmawiać?

- Ależ miałam okazje. Minister był bardzo przyjazny wobec Przemysława, gdy syn jeszcze żył i taki też jest teraz wobec nas. Gdy z nim rozmawiałam, to jednak krótko - to nie był żaden wywiad z ministrem. Byłam też chyba na wszystkich Konferencjach Smoleńskich, ale na posiedzeniach zespołu parlamentarnego i Podkomisji Smoleńskiej już nie. Gdy tylko mogłam i nie miałam dyżuru w szpitalu, to starałam się przyjeżdżać do Warszawy na zaproszenia.

A co pan tak w ogóle chce ode mnie usłyszeć?

Pani opinię.

- Ja na razie nie będę krytykować Antoniego Macierewicza. Nie mam powodu.

Nie chcę z pani wyduszać takiej krytyki, ale chcę wiedzieć, czy ma pani dziś zaufanie do Macierewicza?

- Nie wiem. Część rodzin boi się, że Macierewicz i jego Podkomisja powiedzą coś, co potem okaże się nieprawdą albo będzie niemożliwe do udowodnienia. Część rodzin boi się, że w ten sposób zostanie podkopany autorytet Podkomisji Smoleńskiej i wiarygodność ostatecznego jej raportu. Tego się boją. A ja? Musiałabym dłużej porozmawiać z panem Antonim, by mieć zdanie o jego pracy. Dotąd miałam wiarę i wielkie uznanie dla wysiłków Podkomisji, ale skoro teraz zaczęły się dyskusje i kontrowersje, to chciałabym poznać możliwie kompletną odpowiedź.

Ma pani zaufanie do ustaleń Podkomisji?

- Na razie czekam. Gdy wszystko będzie napisane czarno na białym i położone na stole, to wtedy będę się mogła ustosunkować do wniosków. Nie wcześniej. Nigdy się nie bawię w plotki. Ciągle czekam.

I sądzi pani, że przyjdzie czekać jeszcze długo? Raport będzie częściowy, a końcowy, jeśli powstanie, to najwcześniej za rok.

- Poczekam. Ze strony Rosji ciągle brak jest jakiejkolwiek chęci, by pomóc w polskim śledztwie. Ale z tego jestem akurat dumna.

Bo?

- Oni się nas boją. Chyba wysoko cenią inteligencję Polaków, więc obawiają się oddać nam wrak samolotu, bo jeszcze coś byśmy na tym wraku znaleźli. Pewne jestem jednego: winni śmierci 96 osób, w tym prezydenta i mojego syna, powinni ponieść surową karę. Wiele z tych osób ma przecież na rękach krew mojego syna, prezydenta i wszystkich innych osób, które zginęły w Smoleńsku.

Rozmawiał: Jacek Gądek

Smoleńsk: Teoria Wielkiego Wybuchu. Platforma punktuje ekspertów Macierewicza