Rządzący przestraszyli się protestów? "Jako wierzący jestem za zakazem, ale jako polityk..."

Czarny piątek na pewno dał do myślenia politykom PiS, którzy muszą teraz zdecydować, co dalej z zaostrzeniem przepisów aborcyjnych. Wiceminister sprawiedliwości przyznał, że jako katolik popiera zakaz aborcji, ale jako polityk widzi przestrzeń do dyskusji.

Według stołecznego ratusza w Warszawie było 55 tysięcy, a według organizatorek 90 tysięcy uczestniczek i uczestników Czarnego Piątku. Marsz, który rozpoczął się przed budynkiem Sejmu, a zakończył przed siedzibą PiS na ulicy Nowogrodzkiej, musiał wystraszyć rządzących.

Do tej pory protest próbowały deprecjonować "Wiadomości" TVP, które ogłosiły, że "zwolenników zabijania nienarodzonych" było zaledwie kilka tysięcy. Politycy PiS są jednak dosyć ostrożni w osądach. Widać to m.in. na Twitterze, gdzie wicemarszałek Sejmu i rzeczniczka PiS Beata Mazurek najpierw podała dalej wpis publicysty TVP, który nazwał demonstrujących "kilkunastoma tysiącami zlepków komórek", a następnie go usunęła.

Jako katolik i jako polityk

Więcej o sytuacji, w której znaleźli się rządzący - a przypomnijmy, że według sondaży nawet wyborcy PiS nie popierają zaostrzenia przepisów aborcyjnych - mówi wypowiedź wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego. Jaki w programie "Kawa na ławę" przyznał, że jego prywatne poglądy są inne od tych, które przedstawia jako polityk.

Jako osoba wierząca jestem zwolennikiem zakazu, natomiast jako polityk powiem inaczej: gdyby podejmować decyzję na początku ciąży, kiedy dziecko nie ma zdolności do samodzielnego życia, to jeszcze to jest uważam przestrzeń w tym momencie do dyskusji. Natomiast w momencie, kiedy to dziecko jest w 6-7 miesiącu ciąży i kiedy ma już zdolność do samodzielnego życia, uważam że wtedy nie

- mówił w programie i dodał, że "nie ma decyzji politycznej" w tej sprawie. Wcześniej minister podał, że na 1042 aborcje wykonane legalnie w 2016 roku, 554 "to są dzieci, które miały wady trisomiczne, albo z zespołem Turnera, czyli w większości przypadków to są dzieci, które spokojnie mogą sobie żyć, które szczęśliwie mogą żyć". 

Trisomnia to nie tylko zespół Downa

Wady trisomiczne to jednak nie tylko zespół Downa, ale też np. zespół Pataua czy zespół Edwardsa, przy których przeciętna długość życia wynosi kilkanaście dni.  Przypomnijmy oficjalne dane Rady Ministrów - wykrycie zespołu Downa, było przyczyną 221 zabiegów aborcji. W 167 przypadkach oprócz zespołu Downa stwierdzono także inne wady, np. serca, mózgu. W 227 przypadkach aborcji dokonano w związku z wadami mnogimi (wady dwóch i więcej układów lub organów w badaniu obrazowym).

Jaki twierdził też, że, w związku z tym, że żyjemy coraz dłużej, jako osoby starsze możemy mieć wady takie, jak osoby niepełnosprawne ze wspomnianymi wcześniej wadami genetycznymi. - I co wtedy, jak będziemy mieć po 90 lat i będziemy bardziej niepełnosprawni niż te dzieci. To co - wtedy eutanazja? Osoby niepełnosprawne też mają prawo żyć - mówił minister.

- Zadbajcie o osoby niepełnosprawne, które żyją - przerywała mu Katarzyna Lubnauer. - Pani poseł, kultury trochę - zaczął krzyczeć Jaki.

Co zrobi Duda?

Prezydencki minister Andrzej Dera, pytany, czy gdyby ustawa "Zatrzymaj aborcję" przeszła przez Sejm, zostałaby podpisana przez prezydenta, czy też zawetowałby ją ze względu na wielkość protestów. 

- Myślę, że prezydent się nie wycofa (...) przekonania pana prezydenta są jasne, miał odwagę powiedzieć o tym - mówił Dera. Duda deklarował w ubiegłym roku, że podpisze ustawę, która zakazywałaby aborcji ze względu na nieodwracalne wady płodu, "przede wszystkim, aby wykluczyć prawo do zabijania dzieci z zespołem Downa". - Dzieci, jeśli uda im się przeżyć i rodzice nie zdecydują się na, niestety, proponowaną obecnie aborcję, są bardzo szczęśliwe. Jest nie do przyjęcia, że dziś w Polsce można te dzieci zabijać. To są wspaniali ludzie, którzy swoim życiem mogą zrobić wiele dobrego - mówił wówczas.

Dera pytany o skalę protestów, odpowiadał wymijająco. - Ta skala pokazuje, że mamy w Polsce demokrację. Każdy w Polsce ma prawo demonstrować, wyrażać poglądy - stwierdził. 

- Każdy z nas musi zadać sobie podstawowe pytanie - dlaczego w polskim prawie jest tak, że osoby, które się urodziły i są niepełnosprawne są chronione i państwo pomaga tym rodzinom, a to samo państwo zezwala na zabijanie dzieci, tylko dlatego, że są w łonie matki - mówił dalej Dera.

Czarny Piątek - przeciwko czemu protestowano?

Protesty odbyły się w związku z projektem "Zatrzymaj aborcję", który został przygotowany przez środowiska antyaborcyjne i ma poparcie PiS. Przepisy likwidujące możliwość aborcji ze względu na podejrzenie ciężkich wad płodu (większość legalnych aborcji w Polsce - red.) są obecnie procedowane w Sejmie. Aborcją ze względu na uszkodzenia płodu zajmuje się też Trybunał Konstytucyjny. Nie jest tajemnicą, że prezes PiS JarosławKaczyński chciałby zabronić aborcji w tym przypadku.

Zwolennicy zakazu aborcji nazywają takie aborcje "eugenicznymi", by wywołać skojarzenie ze zbrodniczymi praktykami. 

Więcej o: