Były poseł PiS pojedzie na szkolenie za prawie 300 tys. złotych. "Drożej niż angielski Tuska"

Związany z PiS wiceprezes PKO BP Maks Kraczkowski pojedzie na szkolenie za prawie 300 tys. zł. Jak opisuje "Fakt", nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że zapłaci za nie spółka Skarbu Państwa. Wcześniej pieniądze wydawane na szkolenia Donalda Tuska krytykowało środowisko Zjednoczonej Prawicy.

Maks Kraczkowski czterokrotnie zasiadał w Sejmie, był m.in. wiceprzewodniczącym Komisji Gospodarki, całą swoją polityczną karierę związał z Prawem i Sprawiedliwością. Na przeszkodzie w dalszym zdobywaniu doświadczenia parlamentarnego stanęło mu powołanie w połowie 2016 roku na stanowisko wiceprezesa zarządu PKO BP. Tym samym Kraczkowski musiał złożyć poselski mandat, a w szeregach PiS w Sejmie pojawił się Grzegorz Piechowiak.

W PKO BP, jako wiceprezes odpowiedzialny za Obszar Bankowości Międzynarodowej i Transakcyjnej oraz Współpracy z Samorządami i Agencjami Rządowymi oraz Obszar Prawny i Zgodności, może liczyć na pensję około 116 tys. zł (tak wynika z informacji "Super Expressu" za okres lipiec-grudzień 2016 roku). W pół roku dało to 698 tys. zł.

Szkolenie za 272 tys. zł

Mimo sporych dochodów Kraczkowskiego, jak donosi "Fakt", PKO BP zdecydowało, że w całości pokryje koszty szkolenia wiceprezesa. Za półtoramiesięczny kurs do zapłacenia jest 272 tys. zł. Szkolenie nosi nazwę "Transforming Proven Leaders into Global Executives", a podczas kursu "liderzy" mają przekształcić się w "globalnych wykonawców".

Sam bank tak komentuje sprawę w odpowiedzi na pytania "Faktu": "PKO Bank Polski zapewnia pracownikom dostęp do różnorodnych szkoleń podnoszących ich kwalifikacje zawodowe".

Tusk i szkolenia za 100 tys.

Biorąc pod uwagę karuzelę, jaka co jakiś czas pojawia się w spółkach Skarbu Państwa, warto byłoby zastanowić się, czy warto inwestować w wiceprezesa prawie 300 tys. zł, gdy nie wiadomo, co przyniesie jutro. Jednocześnie PKO BP to jedna z niewielu spółek Skarbu Państwa, w której prezes przetrwał zmianę władzy w 2015 roku - Zbigniew Jagiełło, znający się z premierem Morawieckim, rządzi tam nieprzerwanie od 2009 roku.

W przeszłości o wiele mniejsze kwoty budziły oburzenie opinii publicznej. Jeszcze przed wyjazdem Donalda Tuska do Brukseli, by objąć stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej, "Super Express" opisał, że w 2008 roku i w latach 2011-2014 na naukę języka angielskiego ówczesnego premiera wydano około 100 tys. zł podatników. Temat cztery lata temu podjęli politycy PiS i ostro krytykowali Tuska za takie rozporządzania publicznymi pieniędzmi.

Beata Szydło pytana o nepotyzm w spółkach Skarbu Państwa: "Wie pan, ja mam dużo kolegów i koleżanek"

Więcej o: