Czarnecki mówi o kulisach odwołania: "dostawałem wiele sygnałów". Nie odpuszcza Róży Thun

- Gdyby nie interpretacja regulaminu Parlamentu Europejskiego dalej byłbym przewodniczącym - stwierdził Ryszard Czarnecki, którego wczoraj odwołano ze stanowiska. Europoseł nie omieszkał po raz kolejny skrytykować Różę Thun.

Ryszard Czarnecki gościł w programie "Sygnały Dnia" radiowej Jedynki. Polityk opowiadał o wczorajszym głosowaniu ws. jego odwołania.

Gdyby nie interpretacja regulaminu Parlamentu Europejskiego, która nie zaliczyła po raz pierwszy w historii głosów wstrzymujących do liczby wszystkich głosów oddanych, dalej byłbym wiceprzewodniczącym - stwierdził Czarnecki.

Były już wiceprzewodniczący PE odniósł się do głosów oddanych przez posłów opozycji. - Oni chcieli, z tego co wiemy, głosowania tajnego, tak aby polscy wyborcy nie wiedzieli, jak posłowie PO i PSL głosują. A głosowali za odwołaniem polskiego wiceprzewodniczącego, nie mając gwarancji, że następcą Polaka będzie Polak. To zdarzyło się po raz pierwszy w historii europarlamentu - podkreślił. I dodał: 

Dostawałem różne oficjalne i sporo nieoficjalnych sygnałów, że gdybym przeprosił, pokajał się, ukorzył, to wtedy nie odwołania ze stanowiska.
Tylko za co ja mam przepraszać? Może najpierw powinna przeprosić pani von Thun und Hohenstein, która z donosami do Polski latała do zagranicznych mediów.

Ryszard Czarnecki stracił ważne stanowisko

Wczoraj Ryszard Czarnecki stracił stanowisko wiceprzewodniczącego PE na wniosek liderów czterech unijnych frakcji politycznych: chadeków, socjalistów, liberałów oraz zielonych. Za odwołaniem głosowało 447 eurodeputowanych, przeciw było 196. Głosowanie było tajne. 

Wiceprzewodniczący został odwołany za to, że w rozmowie z portalem Niezależna.pl porównał Różę Thun do szmalcowników. Czarnecki wielokrotnie podkreślał, że nie zamierza przepraszać za kontrowersyjne sformułowanie.

Więcej o: