Autorzy reportażu o nazistach na celowniku. Absurdalne zarzuty. "Zataili fakt przestępstwa"

Reportaż TVN o neonazistach wywołuje kolejne emocje. Jednak tym razem nie chodzi o bohaterów materiału. W ogniu krytyki m.in. warszawskiego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich znalazła się... stacja, która ujawniła sprawę. Zarzuty? Kuriozalne.

Przypomnijmy, kilka miesięcy temu dziennikarze "Superwizjera" TVN przeniknęli do stowarzyszenia Duma i Nowoczesność. Reporterzy ujawnili związki członków tej organizacji z neonazistami. Wiosną zeszłego roku byli m.in. świadkami obchodów 128. rocznicy urodzin Adolfa Hitlera.

Od tamtej pory ABW zatrzymała już kilku członków DiN, stowarzyszenie zostanie też najprawdopodobniej zdelegalizowane. Część polityków PiS - na czele z premierem - podziękowała dziennikarzom za ujawnienie skandalu. Ale nie wszyscy.

Nie wszyscy politycy PiS chwalą

Wiceszef MSWiA, cytowany przez PAP, zarzucił dziennikarzom brak zawiadomienia do prokuratury w - jego zdaniem - odpowiednim do tego czasie.

Jeśli przeniknęli do osób, które przejawiały zachowania oburzające nas wszystkich, to ich obowiązkiem było poinformowanie organów ścigania - wtedy, w maju, a nie dzisiaj

- oświadczył Jarosław Zieliński, który w MSWiA odpowiada za działanie służb mundurowych.

SDP stawia zarzuty i pyta TVN...

Jeszcze bardziej kuriozalne okazują się pytania wystosowane do TVN24 przez zarząd warszawskiego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w środę późnym wieczorem.

W liście do redaktora naczelnego stacji SDP pyta m.in. na jakiej podstawie telewizja "zataiła fakt popełnienia przestępstwa", do którego doszło w kwietniu 2017 roku (chodzi o pokazane w reportażu świętowanie w lesie urodzin Hitlera, które rzeczywiście przypadają w kwietniu, ale neonaziści obchodzili je w maju, o czym była wyraźnie mowa w materiale - red.).

SDP chce też wiedzieć "kto podjął decyzję o wielomiesięcznym przetrzymaniu materiału i niepoinformowaniu organów ścigania", a także chce poznać szczegóły dotyczące przeprowadzenia dziennikarskiego śledztwa, w tym "kwalifikacje" reporterów.

Warto dodać, że warszawskim oddziałem SDP kieruje Marcin Wolski (obecny dyrektor TVP2), a w jego zarządzie zasiada m.in. Marzena Paczuska (do niedawna szefowa "Wiadomości" TVP, która dziś doradza prezesowi Jackowi Kurskiemu).

... dziennikarze: absurd w pełnej krasie

"Czytam list SDP do TVN i przecieram oczy ze zdumienia. Absurd w pełnej krasie" - napisał na Twitterze Andrzej Gajcy z Onet.pl.

"To zabawne, że SDP nagrodę dla dziennikarzy śledczych nazwało Watergate" - zauważył z kolei Patryk Słowik z "Dziennika Gazety Prawnej". "Przecież wtedy też nie powiadomiono prokuratury i również materiał nie ukazał się w dzień po zebraniu surówki" - dodał.

"To przebija wszystko. Organizacja dziennikarska żąda od dziennikarzy ujawnienia tajemnic ich pracy, czyli narażanie informatorów, spalenie kontaktów i wystawienie się na tacy bandytom" - czytamy we wpisie jednego z dziennikarzy TVN Szymona Jadczaka.

"D w SDP to na pewno od dziennikarzy?" - ironizuje z kolei Wojciech Szacki z "Polityki".

TVN: Redakcja wybiera datę publikacji

Tymczasem w jednym ze swoich tekstów portal tvn24.pl powołuje się na prawników, którzy zgodnie twierdzą, że nie ma takiego przepisu prawa, który obliguje dziennikarzy do natychmiastowego informowania o przestępstwie. Jednocześnie dodają, że o dacie publikacji decyduje wyłącznie redakcja.

Jedynym rodzajem przestępstw, o których dziennikarze mają obowiązek zawiadomić organy ścigania natychmiast, niezależnie od terminu publikacji materiału, są przestępstwa określone w artykule 240 Kodeksu karnego, na przykład ludobójstwo, pozbawienie niepodległości Rzeczpospolitej, próba oderwania części terytorium państwa...

- wylicza na swojej stronie TVN24.

Więcej o: