Lech Wałęsa spotkał się z krwawym przywódcą Filipin. "Pan wie, że to zbrodniarz?"

Były polski prezydent Lech Wałęsa spotkał się z filipińskim przywódcą Rodrigo Duterte, który dwa lata temu wywołał w swoim kraju krwawą wojnę z kartelami narkotykowymi.

Lech Wałęsa od wielu lat regularnie odwiedza różne zakątki świata, gdzie wygłasza wykłady i bierze udział w rozmaitych spotkaniach. Od kilku dni były polski prezydent przebywa z wizytą na Filipinach, gdzie pojawił się m.in. na prywatnej uczelni University of Asia and the Pacific. Wałęsa był także gościem tamtejszego prezydenta.

O spotkaniu z Rodrigo Duterte Wałęsa poinformował na swoim oficjalnym koncie na Twitterze:

Spotkanie z Panem Prezydentem Filipin Rodrigo Duterte było krótkie. Gdy wrócę do Polski szerzej skomentuję to spotkanie

- oświadczył były prezydent Polski, dołączając do wpisu zdjęcie, na którym podaje rękę przywódcy Filipin.

Nieco więcej fotografii zamieściła administracja Duterte, która także pochwaliła się - tu cytat - "kurtuazyjnym spotkaniem" z Wałęsą.

Lech Wałęsa i Rodrigo DuterteLech Wałęsa i Rodrigo Duterte Fot. Presidential Comm / Twitter

Część osób obserwujących profil Wałęsy na Twitterze nie kryła zaskoczenia takim spotkaniem, niektórzy z nich są wręcz oburzeni. "Pan oczywiście wie, że to zbrodniarz?" - zapytał wprost muzyk Zbigniew Hołdys.

Kim jest Rodrigo Duterte?

Wszystko dlatego, że Rodrigo Duterte to wyjątkowo kontrowersyjny polityk. Trzykrotny burmistrz Davao został prezydentem Filipin w czerwcu 2016 roku. Natychmiast po objęciu władzy wypowiedział wojnę kartelom narkotykowym.

Według wielu organizacji chroniących prawa człowieka cała akcja ma jednak niewiele wspólnego ze sprawiedliwością, którą na ulicach filipińskich miast wymierza nie tylko policja, ale także pospolici przestępcy. Trudno o dokładane statystyki - policja przyznaje się tylko do co trzeciej ofiary.

Jak alarmuje organizacja Human Rights Watch, podejrzani o przestępstwa narkotykowe nie są przesłuchiwani lub stawiani przed sądem. Są zabijani w tajemniczych okolicznościach, według HRW policja fałszuje też dowody.

Duterte - nazywany "Donaldem Trumpem wschodu" - znany jest także ze swojego wulgarnego języka. Urzędującego wówczas prezydenta USA Baracka Obamę nazwał "su**nsynem", a papieża Franciszka - "skur***lem".

Podczas jednego z publicznych spotkań przyznał się też do tego, że podczas swojego pobytu w więzieniu śmiertelnie pchnął nożem innego osadzonego.

Wałęsa zdołał już na część tych zarzutów odpowiedzieć. "Kraj, w którym byłaby dyktatura, łamane prawa człowieka i obywatela, nawet stwarzając na zewnątrz pozory 'normalności' nie zorganizowałby międzynarodowej konferencji z udziałem prezydentów, nie zapraszałby i podejmowałby z najwyższymi honorami Laureata Pokojowej Nagrody Nobla" - napisał na Twitterze.

Więcej o: