Śledczy sprawdzą, czy znieważono Przyłębską. Chodzi o głośny artykuł "Wyborczej"

Jest śledztwo ws. publicznego znieważenia prezes Trybunału Konstytucyjnego. To odpowiedź prokuratury m.in. na publikację "Gazety Wyborczej" pod tytułem "Specsłużby w Trybunale?".

Informację o wszczęciu śledztwa w sprawie "publicznego znieważenia konstytucyjnego organu RP" podała w środę po południu PAP. Przypomnijmy, zawiadomienie w tej sprawie w październiku zeszłego roku złożyła Julia Przyłębska. Prezes TK była jedną z osób opisanych w tekstach "Wyborczej" oraz "Faktu".

Głośny artykuł "Wyborczej" o TK

Zawiadomienie prezes TK dotyczyło m.in. artykułu "Specsłużby w Trybunale?", który ukazał się kilka miesięcy temu na łamach "Gazety Wyborczej".

Nasze ustalenia dają podstawy do przypuszczeń, że Muszyński i Przyłębska są "prowadzeni przez służby" i zostali ulokowani w TK, by podporządkować go interesom władzy. W wersji łagodniejszej: Trybunałem kieruje były oficer służb i jego współpracownica

- pisał wówczas Wojciech Czuchnowski. "Wyborcza" podała wtedy, że swoje ustalenia opiera na relacjach z kilku niezależnych źródeł, które nie zgodziły się wystąpić pod nazwiskiem.

"Nie mamy też kopii dokumentów dotyczących zadań Muszyńskiego w wywiadzie, dzienników rejestrowych itp. Takie materiały należą do najbardziej strzeżonych tajemnic" - napisano.

"Wyborcza" przypomniała też, że już dwa lata temu ujawniła, iż Mariusz Muszyński - wybrany głosami PiS na sędziego dublera - ukrył przed Sejmem, że na początku lat 90. był oficerem Zarządu Wywiadu UOP (obecnie - Agencja Wywiadu).

TK już wtedy odpowiedział na zarzuty postawione w tekście. "Artykuł zawiera fałszywe informacje i insynuacje na temat rzekomej przeszłości obecnych władz Trybunału" - przekonywano w jednym z komunikatów. O "nieprawdziwych informacjach" pisał wówczas także koordynator ds. służb specjalnych Mariusz Kamiński.

Przypomnijmy, to kolejna sytuacja w ciągu ostatnich dwóch lat, kiedy politycy lub osoby związane z "dobrą zmianą" kierują sprawy przeciwko dziennikarzom na drogę karną, a nie cywilną. Podobnie zrobił były już szef MON Antoni Macierewicz, w odpowiedzi na książkę Tomasza Piątka "Macierewicz i jego tajemnice".

Więcej o: