Brudziński jednym wpisem uderza w Niemcy, feministki i uchodźców. "Ręce opadają"

W świąteczno-noworocznej atmosferze marszałek Sejmu z PiS postanowił zakpić z molestowania kobiet, uchodźców i naszych zachodnich sąsiadów. "Ręce opadają na to szukanie wroga" - to jeden z komentarzy do wpisu Joachima Brudzińskiego.

"Rzutem na taśmę wicemarszałek Sejmu chce wskoczyć na podium w kategorii najgłupszy tweet roku" - napisał o tweecie Brudzińskiego Borys Budka z PO. Czym wicemarszałek Sejmu zasłużył na ten i inne komentarze?

Brudzińskiemu udało się w mniej niż 280 znakach zaatakować aż trzech przeciwników: feministki, uchodźców i Niemcy (czy wręcz cały Zachód). 

"Ponoć po nowym roku ma w Polsce zabraknąć róż, wszystkie róże w UE wykupują na gwałt feministyczne aktywistki w Niemczech.Szykują się do rozdawania ich po Sylwestrze młodym napalonym byczkom zwanymi "uchodźcami" którzy znów mogą poczuć się "sprowokowani" do sylwestrowych gwałtów" - napisał wicemarszałek Sejmu.

O co właściwie chodzi? Brudziński nawiązuje do akcji sprzed dwóch lat. Po doniesieniach o molestowaniu kobiet przez migrantów na zabawie sylwestrowej w Kolonii grupa aktywistek postanowiła pokazać, że nawet tak skandaliczne zachowanie jednostek nie doprowadzi do podziałów i uprzedzeń wobec wszystkich migrantów i uchodźców. Na ulicach miasta aktywistki rozdawały imigrantom róże. 

Brudziński kpi i sugeruje, że w tym roku akcja znowu będzie potrzebna. Ponadto marszałek pisze o "napalonych byczkach zwanych 'uchodźcami" - zapominając ewidentnie, że uchodźcy to ludzie (w tym kobiety i dzieci), którzy szukają schronienia, ponieważ we własnym kraju grozi im wojna i prześladowanie. Uchodźcy (także mężczyźni) sami nieraz są ofiarami molestowania i gwałtów.

Strefy bezpieczeństwa? To nie nowość

Dlaczego Brudziński postanowił zakpić ze sprawy? Możliwe, że była to reakcja na głośną wiadomość o specjalnej strefie dla kobiet, którą zapewnią organizatorzy sylwestra w Berlinie - a wicemarszałek chciał dopiec nie tylko feministkom i uchodźcom, ale też Niemcom.

Informacja o "strefie bezpieczeństwa" na sylwestrze przed Bramą Brandenburską obiegła światowe media i dotarła także do Polski. Wywołała oczywiście wiele komentarzy, w dużej mierze krytycznych wobec władz Niemiec. Powstanie takiej strefy jest wdzianie jako związane z molestowaniem kobiet dwa late temu w Kolonii i szerzej - z obecnością migrantów i uchodźców w Niemczech.

Warto jednak wiedzieć o kilku sprawach. Po pierwsze, wbrew temu co sugeruje nazwa "strefa bezpieczeństwa", na Sylwestrze w Berlinie nie będzie osobnego miejsca dla kobiet, gdzie byłyby one odgrodzone płotem od innych - podkreślają organizatorzy. Chodzi o punkt, do którego kobiety będą mogły zgłosić się i uzyskać pomoc.

Po drugie - takie strefy nie są w Niemczech zupełną nowością. Pierwsze takie miejsce powstało bez żadnego związku z migrantami, lecz z atakami pijanych mężczyzn (niezależnie od ich narodowości). Chodzi o strefę bezpieczeństwa kobiet na Oktoberfest w Monachium. Jak podają niemieckie media, na wielkim świecie piwa co roku kilkanaście kobiet zgłasza gwałty lub próby gwałtu. Niezgłoszonych przypadków może być wielokrotnie więcej. Strefa to zresztą niejedyny pomysł na walkę z wykorzystaniem kobiet na Oktoberfest - w 2011 roku kobietom proponowano nosić specjalne opaski z danymi i adresem, by pomóc im bezpiecznie wrócić do domów i hoteli.

To pokazuje, że strefy bezpieczeństwa są potrzebne nie dlatego, że Niemcy przyjęły uchodźców - lecz z powodu przemocy mężczyzn wobec kobiet. Pytanie, na ile z tym chce walczyć wicemarszałek Budziński - skoro w w 2015 roku zagłosował przeciwko przyjęciu przez Polskę Konwencji Antyprzemocowej o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet.

Więcej o: