Od nowego roku w całej Polsce zabraknie lekarzy. "To wystarczy, by system się zawalił"

Nowy rok w służbie zdrowia może zacząć się od poważnego kryzysu. Lekarze mówią już wprost: nadchodzi czas walki z władzą, bo "ideami rachunków nie opłacą". Co nas czeka?

Lekarze od kilku tygodni masowo wypowiadają klauzule opt-out - to umowy, które umożliwiają im pracę ponad standardowy wymiar 48 godzin tygodniowo. Według samych medyków problem dotyczy już co najmniej 50 miast w całej Polsce.

W odpowiedzi na to minister zdrowia zaproponował, by jeden lekarz pracował w sumie na kilku różnych oddziałach. Od nowego roku będzie do nich wzywany w zależności od zapotrzebowania. To rozwiązanie spotkało się już jednak ze zmasowaną krytyką wśród medyków. Co dalej?

"Będziemy pracować zgodnie z prawem"

W wywiadach lekarze zapowiadają wprost: nadchodzi czas walki z władzą. - Lekarze chcą być idealistami i całkowicie oddać się leczeniu pacjentów, ale ideałami rachunków nie opłacą - mówi "Rzeczpospolitej" Jarosław Biliński, wiceszef porozumienia rezydentów OZZL.

Tłumaczy, że od stycznia nie będzie kto miał obstawiać dyżurów, a wielu lekarzy zrezygnuje z dodatkowych miejsc pracy. - Będziemy pracować zgodnie z prawem. To wystarczy, by system się zawalił - komentuje Biliński.

Dodaje, że problemy z obsadą lekarską mogą mieć: nocna i świąteczna opieka medyczna, dyżury w izbach przyjęć, popołudniowe dyżury w gabinetach lekarzy rodzinnych czy wreszcie dyżury na oddziałach szpitalnych.

- Bez zdecydowanych kroków nic się nie zmieni. Cała służba zdrowia wiązała wielkie nadzieje z rządami PiS - dodaje Biliński, który tłumaczy, że postulaty lekarzy są w zasadzie takie same, jak podczas jesiennego protestu głodowego rezydentów.

Najważniejszy z nich to wzrost wydatków na ochronę zdrowia do poziomu 6,8 proc. PKB w trzy lata.

Więcej o: