"Łańcuch światła" po raz kolejny na ulicach polskich miast. W obronie wolnych sądów

"Łańcuch światła" po raz kolejny pojawił się na ulicach polskich miast. W ponad 70 miejscowościach w całym kraju tysiące osób bierze udział w demonstracjach w obronie wolnych sądów.

"Łańcuch światła" - nazywany też "łańcuchem ludzi" - w Warszawie zorganizowano przed Pałacem Prezydenckim. Stamtąd protestujący przemaszerowali przed gmach Senatu, gdzie trwają prace nad prezydenckimi ustawami o KRS oraz Sądzie Najwyższym.

"Władza minie, wstyd zostanie!", "Głos zabierz, panie prezydencie! Polska jest na zakręcie!" - skandują uczestnicy wydarzenia w Warszawie, którzy przynieśli ze sobą ogromnych rozmiarów biało-czerwoną wstęgę.

Podobne demonstracje zorganizowano też w 76 innych miastach - m.in. w Białymstoku, Poznaniu, Gdańsku, Katowicach, Rzeszowie, Kielcach, Krakowie, Szczecinie, Wrocławiu, ale też w Ełku, Raciborzu, Płocku, Złotoryi, Węgorzewie czy Chełmie.

"Łańcuch światła". Powtórka z lipca

Czwartkowe manifestacje to nawiązanie do fali lipcowych protestów - także w obronie sądów. Charakterystycznym elementem tamtych demonstracji były świeczki i znicze przynoszone przez uczestników. Stąd wzięła się nazwa "łańcuch światła".

Manifestanci apelowali wówczas do prezydenta przez kilka dni, by ten zawetował trzy ustawy sądowe autorstwa PiS. Ostatecznie Andrzej Duda odmówił złożenia swojego podpisu pod dwoma z nich.

Dwa miesiące później prezydent przedstawił własne projekty ustaw: o Sądzie Najwyższym oraz Krajowej Radzie Sądownictwa. Kilka dni temu Sejm głosami PiS uchwalił je, choć po drodze doczekały się one mnóstwa poprawek partii rządzącej.

Ustawami o KRS i SN zajmuje się teraz Senat, który o ich dalszych losach zdecyduje najprawdopodobniej podczas piątkowego bloku głosowań. Jeśli senatorowie nie wniosą własnych zmian, ustawy trafią na biurko Andrzeja Dudy.

Więcej o: