Żołnierze mieliby dostać urlopy okolicznościowe, by zabijać dziki. "Ktoś upadł na głowę"

W walce z epidemią pomogą żołnierze. Za darmo i w czasie wolnym. Tak wynika z pisma, które udostępnił były szef MON, Tomasz Siemoniak. Jest już komentarz wojskowych. Do sprawy odniosło się też już Ministerstwo Obrony.

- Żołnierze mają dostać okolicznościowe urlopy i strzelać do dzików z prywatnej broni! - zaalarmował na Twitterze Tomasz Siemoniak. Na dowód pokazał dokument z adnotacją "bardzo pilne". W piśmie jest mowa o analizach dotyczących "zmniejszenia pogłowia dzików" w Warszawie i okolicach. 

Wstępna koncepcja (...) zakłada prowadzenie odstrzału dzików przez myśliwych - żołnierzy (...) przy użyciu prywatnej broni myśliwskiej i amunicji, w ramach udzielonego w tym celu urlopu okolicznościowego

- czytamy. Odpowiednie rozkazy ma wydać MON - dowiadujemy się. Wynika z niego również, że w akcji będą uczestniczyć tylko chętni żołnierze, którzy sami zorganizują broń na ten cel. 

Ktoś upadł na głowę i używa drogi służbowej do realizacji prywatnych ustaleń Macierewicza i Szyszki. Dwa prywatne folwarki!

- oburzył się Tomasz Siemoniak. A co na te informacje odpowiada wojsko?

Rzecznik Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych potwierdził w rozmowie z "Gazetą Wyborczą", że prowadzone jest rozpoznanie w sprawie "możliwości wsparcia władz w dalszej walce z epidemią". Zastrzega, że decyzje nie zapadły. 

MON: Tylko sondujemy liczbę myśliwych w wojsku 

Po tym, jak o sprawie napisały media, resort obrony odniósł się do doniesień w komunikacie. Rzeczniczka prasowa MON ppłk Anna Pęzioł-Wójtowicz przekonuje, że wcale nie chciano wykorzystać żołnierzy do strzelania do dzików. "Pismo skierowane do jednostek wojskowych miało na celu jedynie wysondowanie jaka liczba żołnierzy posiada uprawnienia myśliwego" - czytamy na stronie ministerstwa.

"Wszystkie inne informacje zawarte w korespondencji nie były przewidziane do realizacji" - podkreśla rzecznik. Zwróciła też uwagę, że podane prze media informacje pochodziły z "korespondencji wewnętrznej".

Afrykański pomór świń przekroczył Wisłę

Tymczasem wirus ASF został wykryty po lewej stronie Wisły -  potwierdził Główny Lekarz Weterynarii. Mowa o czterech padłych dzikach w gminie Izabelin na Mazowszu.

ASF - afrykański pomór świń - to śmiertelne zagrożenie dla stad trzody chlewnej. Jego występowanie wiąże się także z restrykcjami handlowymi dla regionu występowania oraz reszty kraju.

W tym tygodniu pod Warszawą padłe dziki zarażone ASF wykryto także w gminach: Jabłonna i Nieporęt.

ZOBACZ TEŻ: Myśliwi są dziwni, a zwierzęta są spoko. Sprawdzamy, na co pozwala prawo łowieckie w Polsce [MAKE POLAND GREAT AGAIN]