Prezydent Duda kradnie dziś PiS całe medialne show. A skorzysta na tym... Donald Tusk [OPINIA]

Do końca nie wiadomo, kto był inicjatorem świętowania Andrzeja Dudy z Donaldem Tuskiem i czy może, jak to często w polskiej polityce bywa, nie wyszło ono trochę przypadkiem. Wiadomo jednak, że dla obu polityków to typowe win-win i tylko trzecia, pisowska strona może być stratna.

Jest to spotkanie oczywiście korzystne dla Dudy. Po pierwsze, poprzez swą zaskakującą decyzję, staje się prezydent Duda kolejny raz graczem. Z politycznego przedmiotu staje się znów politycznym podmiotem.

Po drugie, kradnie Andrzej Duda całe medialne show PiS, PO i faszystom, o ile ci ostatni znowu nie zaatakują drzew, kobiet i dzieci albo iluś policjantów nie wyślą do szpitala.

Po trzecie, znowu staje się Andrzej Duda twarzą "cywilizowanego PiS”. Gdyby nie ostatnie miesiące postępowania Ziobry i Błaszczaka można by nawet rzec, że za sprawą weta Dudy stał się PiS zwyczajną, prawicową partią polityczną. Dość rzec, że nawet najtwardszy antypisowski beton nie ma do czego się za bardzo doczepić, więc wspomina sprawy Trybunału sprzed niemal 2 lat albo kompromituje się komentarzami o whistelblowerach.

Wygrywa Tusk

Jest owe spotkanie korzystne dla samego Tuska. Oczywiście, że w ten sposób Tusk gra na dalsze pogłębianie rozpadu między pałacem a Nowogrodzką. Ale przede wszystkim gra na siebie, i to być może kosztem pomysłów kolegi Schetyny.

Po kilku latach Grzegorz Schetyna w końcu zrozumiał, że w wyborach nie można wystawiać kogoś, z kogo niemal wszyscy „toczą bękę”. I trzeba wystawić kogoś tak błyszczącego jak Kennedy, młody Kwaśniewski czy młody Tusk właśnie. Starsi politycy, czy to z PiS czy z PO, nie za bardzo są dziś wybieralni, zwłaszcza przez elektorat centrowy. I kimś takim ma być właśnie Trzaskowski, po którego nominacji elektorat PO wpadał w komiczny zachwyt.

Tyle że Trzaskowski wcale nie musi być prezydentem Warszawy do końca kadencji. Może testować plac Bankowy przed przeprowadzką na Krakowskie Przedmieście. Tak kiedyś zrobił przecież Lech Kaczyński, a łatwość z jaką Robert Biedroń - kandydat bez zaplecza, z mało znanego Słupska - wszedł w buty kandydata na prezydenta Polski, może dawać dużo do myślenia. Zwłaszcza Tuskowi, który w młodszym Trzaskowskim może widzieć samego siebie przed laty.

Dlatego musi Tusk wyborcom się przypominać, musi do Polski częściej przyjeżdżać. I będzie przyjeżdżał, albowiem, o ile kiedyś kariera w unijnych strukturach jawić się mogła wyłącznie jako odcinanie kuponów, o tyle teraz Unię pogrąża jeden kryzys za drugim. I to, co kiedyś mogło być Tuska atutem, teraz będzie ciążyło mu na wizerunku.

PiS nie może nic zrobić

Politycy PiS bez problemów całą tę grę rozszyfrują, w końcu nie jest to żadne "rocket science". Tyle że praktycznie nic nie mogą zrobić. A to dlatego, że Tusk z Dudą i Duda z Tuskiem jadą prętem - jak to zauważył dziennikarz Wojciech Szacki - po klatce pełnej radykalnych wyborców PiS. I rzeczywiście - najbardziej hardkorowi wyborcy PiS będą Dudę lżyć i mu ubliżać. A nieprzychylne Dudzie media z radością będą to podawać dalej. I nawet jeśli PiS będzie chciał spuścić na tę wizytę zasłonę milczenia, to się nie uda, bo jak ogary poszły w las, to już tak łatwo nie przywoła ich się do porządku.    

*Galopujący Major. Bloger polityczny. Socjaldemokrata (galopujacymajor.wordpress.com)

Więcej o: