Macierewicz: Wiosną raport podkomisji smoleńskiej. "Jesteśmy o krok od prawdy"

Za kilka miesięcy zostanie opublikowany raport podkomisji smoleńskiej - poinformował szef MON Antoni Macierewicz. Przyznał jednak, że członkowie podkomisji najprawdopodobniej nie zdołają dotrzeć do wraku TU-154.

Podkomisja smoleńska za kilka miesięcy może zakończyć pracę. Jak poinformował minister obrony narodowej Antoni Macierewicz w rozmowie z "Rzeczpospolitą", podkomisja "opublikuje wiosną raport ukazujący przebieg wydarzeń i przyczyny tragedii smoleńskiej". - Wiemy już dziś tak dużo, że mogę o tym zapewnić - stwierdził Macierewicz.

- Być może nie odzyskamy do tego czasu wraku i nie przeprowadzimy badań archeologicznych na tej części wrakowiska, która została przez Rosjan natychmiast po katastrofie zalana betonem, i której powierzchni nigdy nie badano. Nie odzyskamy też czarnych skrzynek, w tym tzw. polskiej skrzynki, której oryginał wraz z pozostałymi Rosjanie wciąż bezprawnie przetrzymują - dodał minister. 

Podkomisja smoleńska straciła kolejnego członka. Prof. Gosiewski opuścił Antoniego Macierewicza>>>

Jak wyliczał Macierewicz, zespół dokonał rekonstrukcji TU-154, przeprowadził symulacje katastrofy, a także "odzyskał ukryte zapisy polskiej czarnej skrzynki". Według ministra, do pierwszej awarii samolotu doszło ok. 3,5 kilometra od pasa lotniska, a pierwsze szczątki samolotu spadły na ziemię ok. 40-50 metrów przed brzozą. 

Lasek o manipulacjach podkomisji smoleńskiej

Doniesieniom podkomisji smoleńskiej MON i tezom wygłaszanym przez ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza wielokrotnie zaprzeczał m.in. były przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych dr Maciej Lasek. Wraz z szeregiem innych ekspertów lotnictwa pod przewodnictwem Jerzego Millera przygotował raport dotyczący przyczyn katastrofy smoleńskiej. 

"Manipulacje" skrzynek i badania w tunelu aerodynamicznym. Co wiemy o podkomisji smoleńskiej>>>

Jak tłumaczył kilka miesięcy temu w TOK FM, informacje o szczątkach samolotu przed brzozą to "manipulacja".  - Najpierw mówiono, że „szczątki”, ale pokazano jeden, który został znaleziony dwa lata po wypadku. Nie został on znaleziony ani przez członków komisji, ani archeologów. Ten znaleziony kawałek blachy ma mniej niż 18 cm - mówił Lasek.  Przypominał, że samolot już 60 metrów przed miejscem wypadku zderzał się z wysokimi drzewami. - Na to są zdjęcia, ślady na końcówkach skrzydeł - mówił ekspert.

Były szef PKBWL podkreślał również, że na pokładzie TU-154 zwyczajnie nie mogło dojść do eksplozji. - Rejestrator głosu nie zarejestrował odgłosu wybuchu. Zarejestrował za to krzyki załogi i pasażerów do momentu zderzenia się z ziemią. Nie ma żadnych dowodów na to, że do tego wypadku doszło w wyniku detonacji - mówił w TOK FM.

We wrześniu podkomisja smoleńska ogłosiła, że miało dojść do rzekomej manipulacji polskiej i rosyjskiej czarnej skrzynki, z których miało „zniknąć” odpowiednio trzy i pięć sekund zapisu. Eksperci z komisji Jerzego Millera zaprzeczali tym twierdzeniom, a polska prokuratura odmówiła podjęcia osobnego śledztwa w tej sprawie ze względu na niewystarczający materiał dowodowy.