Burzliwe rozstania u Lecha Wałęsy. Takiego scenariusza nikt się nie spodziewał

Jacek Gądek
Audyt w Instytucie Lecha Wałęsy pokazał ogrom długów. - Jest nieciekawie - mówi osoba z kręgu b. prezydenta. Wałęsa wymienił część rady nadzorczej, a pozostali odeszli.

Takiego rozwoju wypadków współpracownicy Lecha Wałęsy się nie spodziewali.

2 października w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku odbywało się przyjęcie urodzinowe Lecha Wałęsy, który kończył 74 lata. Przyszło wielu przyjaciół, znajomych, współpracowników i osób publicznych. Był i prezes ILW Jerzy Stępień: Zamieniłem kilka słów z prezydentem. Nic nie wskazywało na to, że będą takie niesympatyczne działania.

Wszyscy pili szampana, ale moment jest trudny: Instytut Lecha Wałęsy przechodzi właśnie największy w swojej historii kryzys i nie ma pewności, czy przetrwa.

Fundusz i Instytut

Na początek wyjaśnienie. Przed laty Lech Wałęsa stworzył dwie instytucje: Fundację Fundusz Lecha Wałęsy (nazwijmy ją "Funduszem") oraz Instytut Lecha Wałęsy ("Instytut").

"Funduszu" już nie ma, bo przejął go Mieczysław Wachowski, po czym zmienił nazwę na Światowe Centrum Pokoju. Wałęsa stracił na tę instytucję jakikolwiek wpływ. ŚCP planuje akcje jak rejs do Tokio na olimpiadę w 2020 r. i budowę żaglowca "Ambasador Pokoju". Wachowski prywatnie jest zapalonym żeglarzem. Współpracownicy Wałęsy w nieoficjalnych rozmowach oskarżają "Miecia" - starego druha Wałęsy - o sprywatyzowanie Funduszu.

"Instytut" z kolei istnieje i zachowuje nazwę, choć znajduje się w finansowych tarapatach. Instytut ma radę nadzorczą i prezesa. ILW to wehikuł Wałęsy w działaniach publicznych - występuje jako organizator i patron. To właśnie Instytut przechodzi teraz rewolucję kadrową i burzliwe rozstania. Jak do tego doszło?

ILW do przeorania

Lech Wałęsa postanowił gruntownie przebudować swój Instytut, nad którym zawisło ryzyko likwidacji z powodu długów, które pozostały po poprzednich prezesach: Mieczysławie Wachowskim (łączył on wcześniej funkcje prezesa Instytutu i Funduszu) oraz Piotra Gulczyńskiego.

Gulczyński tłumaczył kilka miesięcy temu, że pozostawił fundacje związane z Lechem Wałęsą w stabilnej sytuacji i bez kłopotów z rozliczaniem dotacji. O "zaoranie" ILW obwinił Wachowskiego, który z takim zarzutem się nie zgadza.

Rok temu dzieła naprawy podjął się Jerzy Stępień. Zlecił audyt, który już kompletny trafił parę tygodni temu na biurka w ILW. Wniosek z niego jest taki, że finansowo Instytut jest pod ścianą. Dług sięga obecnie ponad miliona złotych. Zaległości i tak maleją - sięgały 1,7 mln zł - bo ILW w ratach spłaca zobowiązanie wobec PZU: łącznie ok. 370 tys. zł. Z naszych informacji wynika, że ostatnią ratę (130 tys. zł) wobec tej spółki Skarbu Państwa ma uiścić w listopadzie.

Żal byłego prezesa

Gdy audyt w ILW trafił do Lecha Wałęsy, to były prezydent zdecydował się na wymianę ludzi w nim. Dziś rada nadzorcza jest już zupełnie nowa. Na stronach ILW nie ma z kolei informacji o składzie zarządu, bo tu z fotela prezesa zrezygnował Jerzy Stępień. Ma on żal o przeoranie Instytutu.

- Postawiłem sobie za cel zbadanie, jak wglądają finanse Instytutu. Razem z radą nadzorczą wykonaliśmy to zadanie. Kiedy byliśmy u końca tej pracy, to okazało się, że fundator bardzo istotnie zmienił skład rady nadzorczej. Pozostali członkowie rady poczuli się dotknięci sposobem zmiany i zachowaniem niektórych nowych członków rady, więc złożyli rezygnacje - mówi.

Były prezes Trybunału Konstytucyjnego, a teraz także były prezes ILW, dodaje: - Uznałem, że moje dalsze pozostawanie w ILW traci sens. Nie czując oparcia, uznałem, że moja misja jest skończona. Złożyłem rezygnację z funkcji prezesa i czeka ona na przyjęcie. Byłem pełny dobrej woli, ale przyznam szczerze, że choć wielokrotnie pełniłem poważne funkcje w państwie, to jednak przerasta moje możliwości - mówi półserio.

Pretensje do prezesa

Osoba, która z Lechem Wałęsa pozostaje w dużo lepszych relacjach, mówi z kolei, że Jerzy Stępień po prostu nie miał czasu zajmować się Instytutem. Teraz ILW mają zarządzać osoby z najbliższego kręgu rodzinno-przyjacielskiego. - Lechu zmienił koncepcję - mówi kolejna osoba bliska Wałęsie. Osoba z tego kręgu podkreśla: - Gulczyński i Wachowski doprowadzili Instytut do ruiny. Trzeba będzie spłacić długi. Część już się udało, a co dalej? Nie wiem.

Wszyscy odganiają wizję likwidacji ILW, ale brak głosów, które stanowczo by zaprzeczyły takiej ewentualności. - Co tu dużo mówić? Na pewno będzie miał trudności z przetrwaniem, bo sytuacja finansowa jest ciężka - mówi jedna z osób. Inna się zastanawia: - Być może będą dążyć do likwidacji Instytutu?

Najbliżsi współpracownicy byłego prezydenta założyli w maju nową instytucję: Fundację im. Lecha Wałęsy - to już trzecie ciało obok Instytutu i przejętego przez Wachowskiego Funduszu.

ILW żąda wyjaśnień od Gulczyńskiego i Wachowskiego

Póki co do byłych prezesów ILW jego władze wysłały pisma z żądaniami przedstawienia wyjaśnień, dlaczego przyjmowali pieniądze od państwowych spółek, ale nie realizowali zobowiązań. - Sprawa jest rozwojowa - słyszymy. Pocieszeniem dla Instytutu jest fakt, że zwrot ponad 800 tys. zł, których zażądała państwowa Energa, wyniósł w swoim wianie Wachowski. Ten dług akurat nie spada na barki Wałęsy.

Wachowski: Mam problem. Ten dług nie jest mój, ale ciąży na Światowym Centrum Pokoju, którym kieruję. Patrząc z dzisiejszej perspektywy, to żałuję, że w ogóle w to wszedłem. Ale teraz to już musztarda po obiedzie.

Kilka miesięcy temu sąd nakazał fundacji Wachowskiego zwrócić 824 tys. zł do spółki Energa.

Szef biura Lecha Wałęsy, Adam Domiński, nie chciał komentować sytuacji w Instytucie.

Osoba z kręgu ILW: Lechu ufa swojemu instynktowi, a nie racjonalnym działaniom. I tu jest wierny sobie.

Zobacz także. "Skoro nie potrafimy robić publicznych mediów, zlikwidujmy je". Oto kulisy działania TVP [MAKE POLAND GREAT AGAIN odc. 8]

Więcej o: