Młoda, przebojowa, feministka. Właśnie została premierką, choć nie wygrała wyborów

37-letnia Jacinda Ardern została najmłodszą premier w Nowej Zelandii od 150 lat. Pomimo tego, że jej partia nie zdobyła największej liczby mandatów, wybrano ją dzięki poparciu nacjonalistów oraz Zielonych.

Jacinda Ardern jest trzecią kobietą sprawującą urząd premiera Nowej Zelandii. Kandydatka Partii Pracy jest najmłodszym przywódcą rządu w kraju od 1856 roku. Swoją wygraną zawdzięcza koalicjantom, którzy zdecydowali się poprzeć partię laburzystów. 

"Jacindamania" w Nowej Zelandii

37-letnia Ardern sama siebie określa mianem socjaldemokratki i feministki. Deklaruje, że jest agnostyczką, a religia jest sprzeczna z jej przekonaniami. Ardern znana jest m.in. z walki o prawa osób homoseksualnych. 

Jacinda Ardern na czele laburzystów stanęła dopiero 1 sierpnia i błyskawicznie zdobyła popularność, przysparzając aż 19 punktów procentowych dla partii. Swojej charyzmie zawdzięcza zjawisko określane "jacindamanią", które owładnęło Nową Zelandię. 

"Status quo lub zmiana"

Po wyborach 23 września w Nowej Zelandii doszło do politycznego pata. Idące łeb w łeb partia laburzystów oraz rządząca dotychczas Partia Narodowa (NP) nie były w stanie rządzić bez koalicjanta. Pomimo tego, iż laburzyści zdobyli kilka mandatów mniej od NP, szalę przeważyła nacjonalistyczna grupa Najpierw Nowa Zelandia (NZF). Jak podaje BBC News, poparła ona Partię Pracy, a dzięki temu laburzyści mogli wskazać swojego kandydata na premiera.

Swoją decyzję NZF ogłosiła w czwartek. Lider ugrupowania Winston Peters wytłumaczył, że był to wybór między "status quo a zmianą". Partia postanowiła postawić na zmianę. Koalicję wsparła też Partia Zielonych.

Wybory w Nowej Zelandii miały miejsce 23 września. Ze 120 miejsc w parlamencie najwięcej mandatów zdobyła NP - 56. Laburzyści byli na drugim miejscu, z 46 mandatami. NZF zdobyła dziewięć mandatów, a Partia Zielonych osiem. Skrajnie liberalna partia ACT zdobyła jeden mandat.

Więcej o: