"Zjednoczona opozycja to jest to, o czym marzy PiS, bo to scenariusz z Węgier" - mówił na łamach "Gazety Wyborczej" Adrian Zandberg z partii Razem.
"Tam ten okrzyk został wysłuchany, nieskompromitowani skleili się ze skompromitowanymi, a Fidesz wyszedł z tego z większością konstytucyjną. Więc my tej uprzejmości Kaczyńskiemu nie zrobimy" - tłumaczył pytany o ewentualny udział jego partii w zjednoczonej opozycji.
Odniósł się też personalnie do niektórych przeciwników PiS. "Nie kupuję Polski Kaczyńskiego, ale nie piszę się też na Polskę z marzeń Grzegorza Schetyny i Romana Giertycha. Taką, w której wszystko zostaje po staremu, a zmienia się tylko to, że to nie Kaczor siedzi na górze" - powiedział.
Ta uwaga wyraźnie nie spodobała się drugiemu z wymielonych. "Zandberg krytykuje dzisiaj pomysł Zjednoczonej Opozycji. Facet, który swoją partyjką dał większość dla PiS planuje zrobić to kolejny raz" - napisał Giertych. Nawiązywał tym do hipotezy, że Razem "odebrało" głosy Zjednoczonej Lewicy, która - gdyby dostała się do Sejmu - odebrałaby większość PiS-owi.
Wpis prawnika nie uszedł uwadze Zandberga i wywołał twitterową kłótnię.
Zandberg nazwał Giertycha "autorem obrzydliwych, homofobicznych wypowiedzi, twórcą Wszechpolaków" i "dawnym podnóżkiem Kaczyńskich". Na to prawnik określił Zandberga jako "komunistę" i dodał: "Jeżeli nie byłoby Pana, to Kaczyński Pana by wymyślił".
"Pan Roman ma jak widać braki z podstaw politologii, choć u Kaczyńskiego robił za min. edukacji. Za dużo czasu zajmowało szczucie na gejów?" - napisał lider Razem, przypominając, że Giertych był koalicjantem Jarosława Kaczyńskiego.