PiS-owski obóz "dobrej zmiany" trzeszczy jak nigdy. Duda jedyną tamą dla rewolucji

Jacek Gądek
Prezydent Andrzej Duda o swoich najważniejszych decyzjach nawet nie uprzedza Jarosława Kaczyńskiego. Staje się jedyną tamą stojącą przed PiS. W Sejmie prezes dyscyplinuje swoje szeregi, które mogą się zaraz rozszerzyć. Obóz "dobrej zmiany" trzeszczy jednak jak nigdy.

Układ stworzony przez Jarosława Kaczyńskiego w parlamencie pozostaje stabilny. Śladowy bunt owszem był - i w Sejmie, i w Senacie - ale nie zachwiał większością, jaką ma Prawo i Sprawiedliwość. Dopiero weta prezydenta uwypukliły różnice w obozie PiS.

Jeden klub, trzy partie

Liczący dziś 234 posłów klub PiS w Sejmie składa się z reprezentantów trzech - obok PiS - partii, bo są w nim jeszcze Polska Razem Jarosława Gowina i Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry. Do liderów tych "przystawek" Jarosław Kaczyński zachowuje dystans. Obaj są bowiem "zdrajcami".

Gowin odszedł z Platformy Obywatelskiej, gdy ta była już na równi pochyłej (2013 r.). Ziobro porzucił PiS, gdy miał ciepłą posadę w Parlamencie Europejskim, a PiS poległo w wyborach do Sejmu (2011 r.). Fronda ziobrystów była dla partii dotkliwa. Gdy później Ziobro - już po zjednoczeniu - zabiegał o powrót do PiS i to w roli wiceprezesa partii, Kaczyński go odprawił z kwitkiem.

Jednocząc prawicę w 2015 r. Jarosław Kaczyński postawił Ziobrze i Gowinowi twarde warunki: żadnej koalicji wyborczej, tylko startujecie z list komitetu PiS. Obie te partie odciął też od finansowania z budżetu państwa. Całą dotację z publicznych pieniędzy po wyborach zgarnia PiS. W praktyce dwie partyjki istnieją tylko teoretycznie.

Lojalność "szabli"

Największą siłą partii Ziobry i Gowina są ich szable w Sejmie. Polska Razem wprowadziła dziewięciu posłów i czterech senatorów. To dużo, ale ich lojalność wobec Gowina jest wątpliwa.

Gowin wyraźnie się ugiął pod presją PiS: z nietęgą miną i wbrew sobie głosował za ustawą o Sądzie Najwyższym. Ale już jeden z jego najbliższych współpracowników - Jacek Żalek - mówi wprost: - Głosowałem za ustawami o KRS i SN z przekonaniem, nawet jeśli nie były to idealne projekty, to długo oczekiwane i bardzo potrzebne.

Polska Razem wydała oświadczenie. "Parlamentarzyści Polski Razem Zjednoczonej Prawicy zagłosowali za ustawą w poczuciu odpowiedzialności za przyszłość zjednoczonej prawicy i jej dalszej służby na rzecz państwa polskiego. Jest oczywiste, że podział w koalicji na tle tak ważnych ustaw musiałby doprowadzić do przedterminowych wyborów" - to najważniejsze zdanie.

Słowem: nawet wbrew sobie musieliśmy głosować na "tak", bo braku lojalności Kaczyński by nam tutaj nie wybaczył. Partia Gowina poparła więc najpierw ustawy PiS, a potem poparła też weto Andrzeja Dudy wobec nich.

Jacek Żalek: - Polska Razem za pierwszy cel stawia sobie utrzymanie jedności obozu zjednoczonej prawicy. Dzięki tej jedności możemy przeprowadzać głębokie reformy.

Kac?

Inna osoba z klubu PiS o postawie Gowina mówi tak: - Rzeczy poważne nie zawsze poważnie wyglądają. Niekiedy tak po prostu wychodzi i wyglądają niepoważnie.

A jeden z polityków Polski Razem: - No cóż. Trzeba było tak zrobić i zagłosować "za".

- A jest kac? 

- Jest, ale o tyle, że można było tych wet uniknąć.

Kolejny znajomy Gowina przyznaje, że lubiane przez Kaczyńskiego powiedzenie "stracił cnotę, a rubelka nie zarobił" pasuje dziś do Gowina. Jedyne, co zyskał, to dał dowód lojalności w trudnym momencie. Sam szef Polski Razem po dniach milczenia to właśnie podkreśla, krótko: "Wylano tu na mnie morze hejtu. Liczono, że ulegnę presji, rząd się rozpadnie, establishment wróci do władzy. Wytrzymałem. Dobra Zmiana trwa".

Przybudówki

Władza PiS trwa, choć Polska Razem od początku różni się od PiS. Gowin był na przykład przeciwnikiem obniżania wieku emerytalnego. Inny poseł PR - Andrzej Sośnierz - otwarcie krytykował reformę służby zdrowia ordynowaną przez rząd. To tylko dwa punkty z protokołu rozbieżności.

W Senacie PR ma czterech reprezentantów - w tym Adama Bielana. Wicemarszałek jest dziś jednym z najbliższych współpracowników prezesa - nie Polski Razem - ale PiS. Jego lojalność wobec Gowina jest zatem żadna.

W Senacie w czasie głosowania nad ustawą o SN postawili się PiS-owi senatorowie tej partii: Jarosław Obremski i Aleksander Bobko, ale izba wyższa i tak bez kłopotu przyjęła kontrowersyjną ustawę. Senatorów, których wprowadził Gowin, wśród buntowników nie było.

Solidarna z PiS

O ile partia Gowina od "zaorania" Sądu Najwyższego się zdystansowała, to dla formacji Ziobry było to oczko w głowie. Solidarna Polska przylgnęła więc tu do PiS, choć sama powstała w wyniku rozłamu w tej partii. Jej politycy w Sejmie to ośmiu posłów (np. Patryk Jaki i Beata Kempa) i dwóch senatorów. Głosują razem z PiS bez szemrania.

Ziobrę i Gowina łączą wielkie ambicje w polityce. W samym PiS porównywalne z aspiracjami Mateusza Morawieckiego - superministra od gospodarki w rządzie premier Beaty Szydło.

Polski Macron

- Każdy z nich strasznie chciał zostać polskim Macronem. Kimś, kto jest bardzo silny na prawicy, ale nie jest PiS-em. O taką pozycję rywalizowali Gowin i Morawiecki. Jednak to Andrzej Duda jednym ruchem odsunął ich na bok stając się naszym Macronem - mówi jeden z polityków prawicy. A może chodzi o schedę po prezesie PiS? - Naczelnik ma się świetnie i naprawdę nie zamierza ustępować. Chodzi o to, kto będzie w stanie w ostatniej chwili odskoczyć od PiS i stworzyć coś własnego.

Według tego rozmówcy Gowin się skreślił, bo stracił powagę, gdy skwaszony popierał ustawę o SN, a potem weto do niej. Z kolei Morawiecki otwarcie wystąpił przeciwko Dudzie, czym zapisał się do twardych PiS-owców. Ziobro natomiast poniósł klęskę w niszczeniu Sądu Najwyższego i KRS.

Batem na nielojalnych posłów z klubu PiS są posłowie, którzy do drzwi PiS wciąż pukają. Gdyby prezes Kaczyński chciał rozszerzyć swój klub, to mógłby wybierać kandydatów. W kolejce do jego gabinetu nie stoi już jednak Andrzej Duda, a jego wet prezes już nie przeskoczy.

Zobacz także: W siedzibie PiS zwołano naradę, na polityków czekali demonstranci

Więcej o: