1300 poprawek opozycji odrzucono w kilka minut. Hymn na zakończenie posiedzenia

PiS-owski projekt ustawy o Sądzie Najwyższym przeszedł przez sejmową komisję sprawiedliwości. Jej obrady należały do wyjątkowo burzliwych - opozycja chciała je zablokować, mimo to wszystkie jej poprawki błyskawicznie trafiły do kosza.

Problemy pojawiły się już przy wyznaczeniu początku obrad. Pierwotnie planowano, że komisja odbędzie się o godz. 16. Później wielokrotnie w ciągu dnia przekładano jej start. Ostatecznie posiedzenie rozpoczęło się po 21:30. Jego początek był jednak tylko pozornie spokojny.

Jeszcze na wstępie przewodniczący komisji Stanisław Piotrowicz (PiS) po kolei dopuszczał posłów opozycji do głosu. Ci domagali się na przemian albo ogłoszenia przerwy albo odroczenia posiedzenia - nawet do 10 września. Tłumaczyli, że komisję zwołano w nieregulaminowym terminie, posłowie nie mieli czasu na zapoznanie się ze wszystkimi poprawkami, a do udziału w dyskusji nie zaproszono m.in. I prezes Sądu Najwyższego.

- To jest niehigieniczne, żeby w 14 minut przeczytać 193 stron poprawek. To jest nienormalne - oburzała się Joanna Scheuring-Wielgus (N). - Zostaniecie osądzeni, wasze dzieci i wnuki będą się wstydzić za ten dzień. Wasze nazwiska będą kojarzyć się z hańbą - krzyczał Krzysztof Brejza (PO).

Piotrowicz wspólnie z PiS szybko przegłosował pomysł, by ograniczyć posłom czas na wystąpienia do jednej minuty. To był pierwszy punkt zapalny nocnego posiedzenia, spierano się o to przez długie minuty. Później było już tylko goręcej.

Politycy PO i Nowoczesnej otoczyli sporą grupą stół prezydialny, kiedy Piotrowicz przeszedł do głosowania pierwszej poprawki. Problem w tym, że nie dał posłom szansy, bo mogli ją uzasadnić. Było słychać okrzyki "Hańba! Mordercy Sądu Najwyższego! Wolne sądy!". Wtedy ogłoszono pierwszą, 5-minutową przerwę - "dla uspokojenia emocji".

Po powrocie siłą przegłosowano wszystkie poprawki autorstwa PiS, jednym blokiem. Wcześniej upadł wniosek opozycji, by projekt ustawy o SN odrzucić w całości.

Emocje sięgnęły zenitu na dobre w okolicach północy, kiedy jeden z posłów PiS zaproponował, by wszystkie 1300 poprawek odrzucić w jednym głosowaniu. Posłowie PO i Nowoczesnej znów otoczyli stół prezydialny, mimo to Piotrowicz przeprowadził głosowanie jak gdyby nigdy nic.

Tym sposobem w krótkim czasie odrzucono poprawki PO, Nowoczesnej i Kukiz'15. Opozycja nie dawała jednak za wygraną - w pewnym momencie Piotrowiczowi wyrwano mikrofon. Z odsieczą przyszedł mu Marek Suski (PiS), który formalnie nie należy do tej komisji. Przez kilkanaście minut trzymał mikrofon przy sobie, prawdopodobnie chroniąc go przed ponownym zabraniem.

Obrady na chwilę wstrzymano, a kiedy Piotrowicz odzyskał mikrofon, wyznaczył siebie jako posła sprawozdawcę i zamknął posiedzenie. W sali rozległ się Mazurek Dąbrowskiego, a posłowie opozycji zagrodzili szefowi komisji drogę do wyjścia.

"Jak powstaje prawo w Polsce. Skandal. Łamanie wszelkich standardów. Polska nie może tego długo wytrzymać" - napisał na Twitterze w trakcie posiedzenia były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego gen. Stanisław Koziej. "Pseudodebata, na niskim poziomie kulturalnym i intelektualnym, potokiem pustosłowia przykrywająca partyjne interesy. Brak dobra wspólnego" - podsumował wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka (Kukiz15).

Co dalej? Po komisji sprawiedliwości ustawa o Sądzie Najwyższym przeszła do trzeciego czytania, które odbędzie się w czwartek. Tymczasem Senat przedłużył swoje posiedzenie do piątku. Wszystko wskazuje więc na to, że właśnie tego dnia ustawa opuści parlament i trafi na biurko prezydenta Andrzeja Dudy.

Rok dobrej zmiany widziany oczami publicystów, politologów, działaczek feministycznych, ekonomistów i dyplomatów. Ebook jest dostępny na publio.pl >>

"Zamknijcie mordy" - Krystyna Pawłowicz do opozycji