"Trump jest nasz i koniec". Polska prawica za wszelką cenę broni prezydenta USA

Z materiału, jaki wyemitowały "Wiadomości" TVP, wynika, że Donald Trump "znalazł się na celowniku rosyjskich służb", "został zmanipulowany" i stał się obiektem "gry Kremla".

Podobno prezydent Donald Trump jest wściekły na swojego adwokata i doradców: wini ich za złe prowadzenie rodzinnych interesów i nie dość skuteczną obronę przed kolejnymi skandalami z Rosją w tle. Gdyby Trump chciał poszukać adwokata albo kolejnego już rzecznika prasowego, który bronić go będzie całym swoim sercem, bez wahania i z gorliwością religijnego neofity, powinien poszukać go jednak nie w Nowym Jorku, ale w innym miejscu – w Polsce. A konkretniej, na polskiej prawicy. Tam Trump sprawuje rząd serc i dusz, i tam są ludzie, którzy gotowi są mu wybaczyć wszystko. Jak przezabawnie spuentował to publicysta „Res Publica Nowa”, Kuba Wencel: w naszym legionie wyznawców Trumpa mamy takich, „co na złość lewakom nie zmienią zdania, choćby ten wprowadził do kraju kremlowskie wojsko”.

O co chodzi tym razem? W poniedziałek wieczorem (czasu polskiego) „New York Times” ujawnił najpoważniejszą jak dotąd poszlakę, wskazującą, że sztab kampanii Trumpa współpracował – lub był gotów współpracować – z Rosją, aby zaszkodzić kontrkandydatce w wyborach prezydenckich, Hillary Clinton. Gazeta ujawniła, że w czerwcu 2016 roku pomniejszy PR-owiec i lobbysta nazwiskiem Rob Goldstone napisał do syna kandydata, Donalda Trumpa Jr., z propozycją. Obiecał pochodzące „z wysoko postawionych źródeł i wrażliwe informacje”, które „inkryminują Hillary” i są „elementem wsparcia Rosji i jej rządu dla pana Trumpa”. Kilkanaście minut później otrzymał odpowiedź od Trumpa juniora: „jeśli to jest to, co mówisz, jestem zachwycony” („I love it!”). 

Bez żadnych zobowiązań

Spotkanie ekipy Trumpa i rosyjskiej prawniczki nazwiskiem Weselnicka – w mejlach Goldstone anonsował ją jako „prawniczkę Kremla” – zostało zorganizowane w mniej niż tydzień. W nowojorskim wieżowcu Trump Tower (gdzieżby indziej!) do stołu z rosyjską prawniczką usiedli: Donad Trump Jr., Jared Kushner (zięć Trumpa, a dziś doradca w Białym Domu) oraz Paul Manafort (lobbysta i zwolniony w trakcie kampanii na fali zarzutów o współpracę z Rosją doradca sztabu). Z zapewnień obydwu stron wynika, że Weselnicka nie powiedziała słowa o Clinton, ale od razu przeszła do sedna: sprawy Magnitsky Act (części sankcji nałożonych przez Obamę na Rosję) i zakazu adopcji rosyjskich dzieci przez Amerykanów (odpowiedzi Putina na te sankcje). Niezainteresowani Manafort, Kushner i Trump junior mieli podobno okazać Weselnickiej lekceważenie i szybko spotkanie zakończyć – bez żadnych zobowiązań.

Donald Trump juniorDonald Trump junior Kathy Willens (AP Photo/Kathy Willens, File)

Trump junior, w obawie przed wyciekiem korespondencji do prasy, sam ujawnił całość wymiany, z której jasno wynika, że sztab Trumpa był gotów pozyskiwać od „Rosji i jej rządu” szkodzące Clinton informacje – nawet on, w rozmowie z prawicowym Fox News, mówi, że dziś niczego podobnego by nie zrobił. Choć junior przekonuje, że ojciec nawet o sprawie nie wiedział, przemówienia kandydata Trumpa z tamtego czasu zawierają liczne aluzje, że lada dzień ujawni informacje o Clinton i „Rosjanach, Chińczykach i Saudach”. Trudno – w świetle tych faktów – kłócić się z tym, że ekipa Trumpa, wbrew licznym zaprzeczeniom, chciała uzyskać te informacje od kobiety, która rzekomo miała reprezentować rząd Rosji. Czy to ostatecznie zrobiła, ustali zespół śledczy – albo ten już badający zarzuty o współpracy z Rosją, albo kolejny.

„Big deal”

Klan Trumpów jest jak najdalszy od przyznania się do czegokolwiek, zarówno wtedy, jak i teraz. W dwa tygodnie po rozmowie z Weselnicką – Trump junior mówił w wywiadzie, że posądzanie prezydenta USA i jego rodziny o rosyjskie wsparcie jest „obrzydliwe”. Junior mówił, że „demokraci i Clinton kłamią i zrobią wszystko, żeby wygrać”. Jednak jak na złość: trzy dni później podczas konferencji prasowej kandydat Trump mówił, że jeśli Rosjanie mają w posiadaniu e-maile Hillary Clinton, to „ma nadzieję, że je znajdą”, a „prasa ich sowicie wynagrodzi”. Dziś Trump przekonuje się, że są takie mejle, które nie tylko powinny pozostać tajemnicą, ale też nigdy nie powinny zostać wysłane. Jak ten jego syna.

W Ameryce dyskusja dotyczy tego, czy mejle same w sobie mogą być dowodem złamania prawa, ale – jak to się mówi – niesmak pozostał. Publika jest, rzecz jasna, podzielona. „New York Times” zastanawia się otwarcie, czy należy w sprawie otworzyć śledztwo, a nawet rozpocząć procedurę odwołania prezydenta. Po drugiej stronie, konserwatywny „National Review” przekonuje, że „jeszcze bardzo daleka droga”, aby w ogóle oceniać możliwość odwołania. Ale zaznacza, że mówimy o „podejrzeniu przestępstwa”, „nadużyciu” i „naruszeniu zaufania” – Trumpa juniora „nie da się bronić”, a jego spotkanie z Rosjanką to „big deal”. Co ciekawe, nawet sprzyjający Trumpowi portal Breitbart po ponad dobie nie znalazł jeszcze pomysłu na obronę spotkania z Weselnicką. Tymczasem większość prawicy w Polsce nie ma takiego dylematu – choć chodzi o Rosję i tajemne układy oraz wykorzystywanie pochodzącego z obcego kraju „brudu” w kampanii. Przecież Trump jest „nasz” i koniec. Zarzutów wobec niego nie trzeba nawet odpierać – o nich wręcz nie można wspominać.

Trump podnosi Polskę z kolan

Wyobraźmy sobie, co by było, gdyby dowolny polityk polski (Tusk?), niemiecki (Merkel), unijny (Verhofstadt czy Timmermans) pozwolił swojej rodzinie i współpracownikom spotykać się z działającymi rzekomo w imię Kremla lobbystami i prawnikami, którzy, w zamian za nie wiadomo do końca co, obiecują „brudy” na przeciwników... No właśnie.

Zajrzałem na strony prawicowych dzienników i tygodników w Polsce, no i większość, jeśli nie wszystkie, zamieszczonych w nich komentarzy dotyczy tego, jak Trump Polskę ukochał, jak nas uwielbia i słusznie chwali. O Trumpie i Rosji jednak niewiele lub zgoła nic. Zresztą, frazy „Trump jest nasz” też bym sam nie wymyślił – padła w jednej z niezliczonych, ekstatycznych dyskusji w TVP Info po wizycie prezydenta w Polsce.

TrumpTrump TVP Info

Czy Trump był tak samo „nasz”, kiedy dzień po wizycie w Polsce powiedział – mniej więcej – że Putinowi we wszystko wierzy i nie ma się co go bać? Trump zapowiedział, że wspólnie z Rosją stworzą specjalny zespół czuwający nad bezpieczeństwem wyborów. Z tego śmiać się jest zbyt łatwo: niech tę jednostkę cyberbezpieczeństwa założą Manafort, Kushner, Trump junior i pani Weselnicka – w końcu mają już jakąś wspólną historię z cyberbezpieczeństwem w tle, a i bronić swoich interesów potrafią zawzięcie. Choć nie sądzę, żeby ten żart rozbawił Tomasza Sakiewicza, szefa „Gazety Polskiej”. Od tygodnia pochłania go pisanie kolejnych tweetów i artykułów o tym, jak „nasz” prezydent Trump – nowy Reagan, przywódca Zachodu, obrońca cywilizacji europejskiej – wzmacnia Polskę i podnosi ją z kolan.

Wyjątkiem od tego informacyjnego embargo okazały się „Widomości” TVP. Z materiału, jaki wyemitowały wynika, że Trump „znalazł się na celowniku rosyjskich służb”, „został zmanipulowany”, „zaszantażowany” i stał się obiektem „gry Kremla”. Sprawa jest poważna, bo „wyciekła po spotkaniu w Polsce”. Rzeczywiście, to musiała być wyrafinowana gra i skomplikowane podchody rosyjskich służb, że aż zmusiły Donalda Trumpa juniora do wysłania pod nazwiskiem i z własnego konta mejla, że z chęcią spotka się z rosyjską prawniczką i jest „zachwycony” obiecywanym przez Rosję wsparciem. Jak oni to zrobili?

Donald Trump kręcił kiedyś reality-show „The Apprentice”, w którym przeprowadzał casting na swoich wiernych naśladowców i uczniów biznesu a la Trump; aby wygrać show, jego uczestnicy musieli się skutecznie podlizać Trumpowi, zaimponować mu i wygryźć konkurencję.

Panie prezydencie, następną edycję – jeśli kiedykolwiek się odbędzie – polecam nakręcić u nas. W Polsce znajdzie pan adwokata, rzeczniczkę prasową, pewnie paru PR-owców i kogokolwiek pan potrzebuje.

Może nikt nie jest tu tak sprawny jak Rosjanie, ale pomóc panu chcą jeszcze bardziej szczerze.

Jakub Dymek - kulturoznawca, dziennikarz i publicysta. Członek „Krytyki Politycznej”, stały współpracownik Dwutygodnik.com i nowojorskiego magazynu "Dissent". Za publikacje o tajnych więzieniach CIA w Polsce nominowany do nagrody dziennikarskiej Grand Press. Pracuje nad książką o powstaniu rewolucyjnej prawicy w ostatniej dekadzie.

Więcej o: