Miesięcznice smoleńskie okiem psychologa. "Dogmatyczni wyznawcy. Czeka ich rozczarowanie"

Dziś mija 7 lat od katastrofy smoleńskiej. Zginęło w niej 96 osób, w tym para prezydencka. O żałobie i jej przeżywaniu, a także innej roli, jaką pełnią obchody smoleńskie rozmawiamy z profesorem psychologii, Mirosławem Koftą.

Tomasz Setta, Gazeta.pl: Ile trwa żałoba po utracie bliskiej osoby?

Prof. Mirosław Kofta*: Nie sądzę, żeby można było tu określić jakąkolwiek normę. Zwłaszcza, że duży wpływ na to ma także kultura, a we wszystkich znanych nam kulturach ta żałoba jednak trwa. Ale myślę, że w sposób naturalny podobny proces psychologiczny kończy się w ciągu kilku miesięcy, może roku.

Miesięcznice smoleńskie towarzyszą nam już od siedmiu lat, czyli znacznie dłużej. Dla pana to jakiś fenomen, zjawisko?

- Przede wszystkim zjawisko polityczne.

A odkładając na bok politykę?

- Moim zdaniem nie ma tam już prawie nic z rzeczywistej treści żałoby. Oczywiście, mogę sobie wyobrazić, że Jarosław Kaczyński coś przeżywa. Zginął jego ukochany brat bliźniak, to wielka tragedia. I z całą pewnością on sam, kiedy wchodzi w ten tłumek, na ten stołek czy drabinkę i zaczyna mówić do ludzi, jest wzruszony. Ale poza tym to po prostu teatr polityczny. Nawet, jeśli ta grupka, która w tym uczestniczy, coś przeżywa.

Widzi pan jakieś cechy charakterystyczne tych spotkań?

- Jest tam wiele obietnic właśnie politycznych. Niemal zawsze powtarza się, że oto "w końcu dojdziemy do prawdy". To nieustanne zasiewanie wątpliwości co do tego, co tak naprawdę się stało. To też podtrzymywanie mitu, że zamordowano prezydenta, chociaż później złagodzono tę wersję. Ale tak czy siak - zawsze są jacyś winni, niezależnie od tego czy był spisek, czy nie.

Obchody 73. miesięcznicy katastrofy pod SmoleńskiemObchody 73. miesięcznicy katastrofy pod Smoleńskiem fot. Łukasz Krajewski / Agencja Gazeta

W tej roli występują niezastąpieni "oni", mniej lub bardziej dookreśleni.

- Tak. Natomiast pierwsza reakcja, spontaniczna, jeszcze przed pojawieniem się idei miesięcznic, miała zupełnie inny charakter. To była prawdziwa, autentyczna kolektywna żałoba. Ale to się dość szybko przekształciło w grę na podtrzymanie określonych nastrojów - przede wszystkim na wywołanie nieufności, delikatnie mówiąc, do ówcześnie rządzących. Po to, żeby zbić na tym kapitał polityczny.

To też chyba doskonały grunt dla spiskowych teorii?

- Oczywiście. Ostatnie badania psychologów holenderskich i belgijskich dowodzą, że podstawą dla powstawania teorii spiskowych jest właśnie nieufność - z reguły skierowana wobec rządzących albo osób dysponujących władzą w jakiejś dziedzinie, na przykład ekonomiczną. Żyjemy dzisiaj w świecie, w którym ogromna liczba osób przestała wierzyć, że ma dostęp do wszystkich istotnych informacji, że rozumiemy przebieg procesów politycznych. To jest zmiana społecznego klimatu, która pobudza nastawienie paranoidalne u całych mas ludzi. Wtedy bardzo łatwo uwierzyć w wiele różnych spisków.

Skąd jeszcze bierze się ten trend?

- To może wynikać z różnych powodów. Jednym z nich jest na przykład to, że teoria spiskowa jest zasadniczo nie do obalenia. Proszę spróbować przedstawić dowód, że któraś z nich jest nieprawdziwa - zwolennik takiej teorii natychmiast wymyśli inne spiskowe wyjaśnienie tego samego zdarzenia. On wierzy w spisek, a drugorzędną rzeczą jest to, czy to był hel, czy fale elektromagnetyczne.

Oficjalną wersję łatwiej podważyć. 

- Ja jestem zwolennikiem tezy, że jeśli ktoś już raz powziął spiskowe przekonanie, to nie ma żadnego sposobu na to, żeby go przekonać, że spisku nie było. Można raczej osłabić wiarę w jakieś konkretne wyjaśnienie, ale nie w całą teorię. Między innymi dlatego, że żyjemy w świecie, w którym wszystko się może zdarzyć. A co gorsza, niektóre ze spiskowych hipotez potwierdzają się.

To znaczy, że każdy z nas może zostać wyznawcą takiej teorii?

- Jako psychologowie badamy, jakie cechy osobowości temu sprzyjają. Po pierwsze, to "prawicowy autorytaryzm". Nie chodzi tu oczywiście o system polityczny, tylko cechę osobowości: człowiek taki  bezrefleksyjnie podporządkowuje się liderowi, wodzowi, guru. Odczuwa wrogość wobec tych, którzy kwestionują mądrość czy też morale jego lidera i wartości grupy, do której należy. Cechuje go też konwencjonalizm - bardzo ścisłe przestrzeganie wszelkich norm obyczajowych, obowiązujących w jego świecie. Osoba autorytarna ma podwyższone poczucie zagrożenia nieprzewidywalnością świata. Drugim czynnikiem sprzyjającym myśleniu spiskowemu jest tendencja paranoidalna, czyli skłonność do ksobnych [nastawionych na siebie - red.] interpretacji zachowań innych ludzi, jako skierowanych "przeciwko mnie". No i ważny jest też kolektywny narcyzm.

Czyli?

- To nieuzasadnione przekonanie o wielkości własnej grupy, które jest podszyte niepewnością, czy tak jest naprawdę. Towarzyszy temu przeświadczenie, że "oni" - członkowie innych grup - są wobec "nas" wrogo nastawieni, usiłują nas zdeprecjonować. Kolektywny narcyzm służy zanegowaniu krytyki, utrudnia konfrontację z realnymi wynikami działań grupy, pobudza do agresji. Pojawia się zwłaszcza w grupach, które zawsze miały wielkie aspiracje, ale nie zawsze wielkie osiągnięcia - były gnębione, okupowane, marginalizowane. To jednocześnie postawa pozytywna wobec "swoich", ale i obronna - przekonanie, że nasza grupa jest wielka, wybitna, ale że świat tego nie docenia. Że to my górujemy pod względem moralnym nad innymi grupami, ale jesteśmy niedoceniani przez zawistnych członków innych zbiorowości…

Brzmi bardzo znajomo.

- Tak, ale to nie jest polska specyfika. To podstawowy mechanizm psychologiczny. Identyfikacja z grupą społeczną jest przecież częścią naszej tożsamości. Może ona być zdrowa i dojrzała, jak patriotyzm w dobrym tego słowa znaczeniu. Ale może też przybierać postać obronną, jaką jest właśnie kolektywny narcyzm.

Konkretne cechy osobowości to jedno, ale nie bez znaczenia jest też pewnie kontekst sytuacyjny.

- Takim bardzo ogólnym czynnikiem jest coś w rodzaju rosnącej atmosfery paranoidalnej w całym życiu społecznym, o której wspominałem. Na przykład sprawdzamy informacje i zastanawiamy się: czy to nie jest przypadkiem fake news? Co to tak naprawdę jest? Jesteśmy coraz bardziej podejrzliwi. I kiedy żyjemy w takim świecie, to wówczas chcemy znaleźć jakieś pojedyncze źródło zła, które za tym wszystkim stoi. Zidentyfikować wroga, zbudować go. Bo jeśli go mam, to mogę go obarczyć winą za moje rozmaite niepowodzenia, a to bardzo wygodne. W psychologii takie zjawisko nosi nazwę "blaming". Ale z takim wrogiem mogę też walczyć. Dlatego w niektórych przypadkach po znalezieniu "winnego", przechodzi się, niestety, do działania. Z tego punktu widzenia można spojrzeć na przykład na Holocaust: okazało się, że od spiskowej teorii, w myśl której Żydzi są winni wszelkiemu złu, a która stała się częścią państwowej ideologii, jest bardzo blisko do niewiarygodnej zbrodni - próby eksterminacji całego narodu. 

Ostatnio podczas miesięcznic dało się zauważyć, że z ust prezesa PiS padają w zasadzie te same słowa i sformułowania. Na przykład, wspomniana przez pana, powtarzająca się obietnica "nadejścia prawdy". Nie dziwi pana, że to swoiste zaklęcie nie zużywa się – po siedmiu latach od katastrofy i prawie dwóch latach od wyborów?

- Musi pan pamiętać, kto przychodzi na te miesięcznice. To są najwierniejsi z wiernych – tam nie przychodzą setki tysięcy obywateli, którzy głosowali na PiS. To bardzo wąska grupa ludzi, którzy absolutnie wierzą w każde słowo swojego guru. To są sekciarze, dogmatyczni wyznawcy - ale oczywiście nie twierdzę, że cały PiS jest sektą. Niewykluczone, że powtarzanie tej samej narracji jest metodą podtrzymywania niezachwianej wiary we własnego wodza i jego rewolucyjne idee, a także utrwala przekonanie, że nic tak naprawdę się nie zmienia, że jesteśmy ciągle w tej samej sytuacji. Mimo że minęło już siedem lat.

Jarosław Kaczyński w czasie miesięcznicy smoleńskiejJarosław Kaczyński w czasie miesięcznicy smoleńskiej Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta

Jarosław Kaczyński też w to wierzy?

- Zaczynam wątpić. Myślę, że na początku wierzył, ale mimo wszystko, on jest zdolny do racjonalnego myślenia. Można przypuszczać, że on już wie - i Macierewicz również - że żadnego spisku nie było. Ale wie też, że podtrzymywanie tego mitu to fundament, kamień węgielny pod cały PiS. Dlatego nie ogłoszą z dnia na dzień: "pomyliliśmy się, to wszystko wynik bałaganu, a nie celowego działania". "Na pewno nie było spisku" - Jarosław Kaczyński nigdy tego nie powie. Ale ogromna ilość kontr-dowodów do rozmaitych teorii zamachu również i w nim zasiała wątpliwości. Już nie mówi o "zamordowaniu" prezydenta. Mówi raczej o odpowiedzialności poprzedniego rządu, o zaniedbaniach. I ta tak zwana prawda, to będzie właśnie taki katalog zaniedbań.

Pytanie, co nas czeka potem, już po "objawieniu prawdy"?

Dla uczestników miesięcznic to będzie rozczarowanie, ale ta grupa nie jest wbrew pozorom bardzo liczna. Myślę, że niemała część wyborców PiS też już nie wierzy w spisek i przyjmie takie wyjaśnienia, jak to, że były jakieś tam machinacje, że utrudniano prezydentowi lot, że BOR coś zawinił, że rosyjscy kontrolerzy też się do tego przyczynili, a za to wszystko koniec końców jest odpowiedzialny Donald Tusk. Taka będzie "wielka prawda". Natomiast nigdy nie będzie prawdy o tym, że zawiązano potworny, międzynarodowy spisek.

Obchody miesięcznicy w KrakowieObchody miesięcznicy w Krakowie JAKUB DABROWSKI

Prof. Mirosław Kofta: Psycholog, pracownik Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Członek zespołu Centrum Badań nad Uprzedzeniami UW oraz Komitetu Psychologii PAN – Polskiej Akademii Nauk. W ramach pracy naukowej zajmuje się m.in. rolą teorii spiskowych w myśleniu społecznym – w tym teoriami dotyczącymi katastrofy smoleńskiej.

ZOBACZ TEŻ KSIĄŻKĘ: "Anatomia katastrofy smoleńskiej. Ostatni lot PLF101" >>

ZOBACZ TEŻ: 'Coraz bliżej prawdy'. Od 6 lat Jarosław Kaczyński na miesięcznicach smoleńskich powtarza prawie to samo

'Coraz bliżej prawdy'. Od 6 lat Jarosław Kaczyński na miesięcznicach smoleńskich powtarza prawie to samo

Więcej o: