Rzecznik mówił o stanie zdrowia Szydło. Wtedy dziennikarz zapytał, czy odwiedził ją Kaczyński

• Premier będzie w szpitalu jeszcze przez kilka dni; przechodzi rehabilitację
• Rzecznik mówił, że odniosła w wypadku tylko "stłuczenia, otarcia"
• Odmówił odpowiedzi na pytanie, czy odwiedził ją Jarosław Kaczyński

Rzecznik rządu Rafał Bochenek twierdził na konferencji, że stan zdrowia premier Beaty Szydło jest dobry, a jej pobyt w szpitalu wynika ze "standardowej praktyki". Mówił, że premier wykonuje ze szpitala swoje obowiązki i że przyjmuje swoich współpracowników. Odwiedzić ją miały m.in. Elżbieta Witek i Beata Kempa. Na pytanie, czy odwiedził ją Jarosław Kaczyński, Bochenek odpowiedział wymijająco. - Panią premier odwiedziło wielu polityków. Nie wiem, czy każdy z polityków chce, żeby upublicznić, że tu byli - uciął rzecznik. Wczoraj premier Szydło mówiła w "Wiadomościach", że otrzymuje wsparcie od światowych polityków, kontaktowała się z nią m.in. kanclerz Angela Merkel.

Dowiedz się więcej:

Co wydarzyło się w piątek w Oświęcimiu?

W piątek wieczorem kolumna rządowa wyprzedzała Fiata Seicento, którego kierowca w pewnym momencie skręcił w lewo, nie przepuszczając limuzyny Beaty Szydło. Wówczas kierowca kolumny, chcąc uniknąć zderzenia, próbował zjechać na pobocze i uderzył w drzewo. W wyniku wypadku do szpitala trafiła premier i dwóch funkcjonariuszy BOR. Jeden z nich doznał poważniejszych obrażeń nóg i miednicy.

Co o pobycie premier w szpitalu mówił Rafał Bochenek?

Rzecznik nie chciał szczegółowo opisywać obrażeń pani premier, mówiąc, że "są pewne granice prywatności". Zaręczał jednak, że chodzi tylko o "stłuczenia i otarcia", spowodowane przez pas, którym była przypięta. Nie wiedział też, jak długo premier pozostanie w Wojskowym Instytucie Medycznym, w którym przechodzi rehabilitację i badania diagnostyczne. Podkreślał jednak, że czuje się dobrze, pracuje ze szpitala i przyjmuje swoich współpracowników.

Co o okolicznościach wypadku mówi szef MSWiA?

Zdaniem ministra "wszystko wskazuje na to", że kolumna premier Szydło jechała z prędkością około 50 km/h. Błaszczak uważa, że kierowca limuzyny zjechał na pobocze, by uniknąć tragedii, do której doszłoby, gdyby staranował fiata. - Ten młody człowiek był sprawcą wypadku. Zginąłby, to nie ulega żadnej wątpliwości - komentował. Szef MSWiA zapewnił, że kolumna jechała z włączonymi sygnałami świetlnymi i dźwiękowymi, a rejestratory w samochodach zostały zabezpieczone przez prokuraturę.

Czy kolumna premier włączyła sygnały dźwiękowe?

Jak twierdzi "Rzeczpospolita", tylko 3 z 6 BOR-owców potwierdziło, że dźwięk włączono, a portal "Fakty Oświęcim" opisywał relacje świadków, którzy twierdzili, że "kolumna rządowa jechała tylko na sygnałach świetlnych, bez włączonych sygnałów dźwiękowych". "Rz" powołuje się na wysoko postawionego policjanta, który tłumaczy, że sprawa dźwięku jest kluczowa jeśli chodzi o ustalenie sprawcy zderzenia. Jeśli kolumna nie miała włączonych sygnałów, nie była uprzywilejowana i nie miała prawa wyprzedzać skręcającego samochodu na linii ciągłej. CZYTAJ WIĘCEJ >>>

Czy kierowca seicento usłyszał zarzuty?

Małopolska policja po wypadku stwierdziła, że 21-letni kierowca seicento usłyszał zarzut spowodowania wypadku i przyznał się do winy. Mężczyzna nie rozmawiał jeszcze z mediami, ale wersji oficjalnej zaprzeczyli posłowie opozycji. Borys Budka z PO oraz Marek Sowa z Nowoczesnej mieli usłyszeć od kierowcy, iż ten "absolutnie nie przyznał się". Zaprzeczył też, że słuchał muzyki w czasie jazdy. Na razie nie zapadła decyzja, kiedy kierujący seicento zostanie przesłuchany. Według niego kierowca będzie wzywany do prokuratury wtedy, gdy "będą zebrane materiały do tego, żeby podjąć decyzję w tej sprawie". CZYTAJ WIĘCEJ >>>

A TERAZ ZOBACZ: Pomyśl, zanim zaczniesz wyprzedzać. Ginie coraz więcej pieszych

Więcej o: