PiS grzmiało: PO obsadza stanowiska "swoimi". Samo przebiło ich już w rok - na liście "PB" 1000 nazwisk

Przez pięć lat rządów PO znalazła dla "swoich" ludzi ponad 400 stanowisk. Drugie tyle obsadziło PSL. Tymczasem koalicja PiS zatrudniła w państwowych firmach już co najmniej 1000 osób. I to tylko w pierwszym roku rządów - pisze "Puls Biznesu".

"Misiewicze" i "Pisiewicze" - za tymi hasłami kryły się akcje opozycji, mające zwrócić uwagę na obsadzanie państwowych stanowisk "po znajomości". Partia rządząca odgryzała się, że Platforma Obywatelska i Polskie Stronnictwo Ludowe wykazują się hipokryzją, ponieważ to za ich czasów nepotyzm miał być prawdziwym problemem. 

Rzeczywiście, rządząca koalicja przez lata zapewniła posady setkom osób, które w ten czy inny sposób były z nią związane. W 2012 roku - po prawie pięciu latach rządów - "Puls Biznesu" policzył, ile dokładnie stanowisk tak obsadzono. Na "liście wstydu" PO znalazło się 428 nazwisk. Analogiczna lista dotycząca PSL liczyła natomiast 408 osób.

Teraz - po roku rządów PiS - "Puls Biznesu" przygotował taką listę obecnej koalicji rządzącej. Są na niej osoby związane z PiS, które zatrudniono w spółkach skarbu państwa i agencjach rządowych. Znalazło się na niej 1000 nazwisk i - jak podkreśla gazeta - to z pewnością nie wszyscy. "Obecnie rządzący już w rok przebili poprzedników, i to z nawiązką" - czytamy w "PB".

Od byłych posłów po matkę radnego

Na liście znajdują się zarówno znane nazwiska (jak m.in.: Jacek Kurski czy Bartłomiej Misiewicz), osoby mało rozpoznawalne, ale o dużych wpływach (np. dobra znajoma prezesa PiS Janina Goss) czy też zupełnie nieznani działacze z regionów (np. radni, dziś często zatrudniani w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa).

Stopień powiązań z PiS i partiami Zjednoczonej Prawicy jest różny. Na liście "PB" są byli politycy - posłowie i radni, kandydaci z wyborów, którzy nie dostali się do polityki, ich asystenci, rodziny i prawnicy. 

"Puls Biznesu" podkreśla, że sama obecność na liście jeszcze nie świadczy o tym, że dana osoba nie ma kompetencji do pełnienia określanego stanowiska. Jednak po pierwsze skala zjawiska, a po drugie zatrudnianie osób zupełnie pozbawionych kompetencji czy też mających na koncie wyroki świadczy o tym, że większość jest zatrudniona wg klucza partyjnego.

Pełną listę można przeczytać na portalu oraz w papierowym wydaniu "Pulsu Biznesu" .

Więcej o: