"Za taki podpis Ziobro powinien stanąć przed Trybunałem Stanu" - mówi Jerzy Stępień. A potem coraz ostrzej

Opozycja oskarża posłów PiS o wpisywanie się na listę po zakończeniu obrad. Wśród nich był minister Zbigniew Ziobro. PiS nie odniósł się jeszcze do sprawy. Dla Jerzego Stępnia wydarzenia z wczoraj są końcem polskiej demokracji.

- Jeżeli minister Ziobro naprawdę podpisał listę po głosowaniu, to dopuścił się świadczenia nieprawdy i popełnił przestępstwo urzędnicze - powiedział w rozmowie z Gazetą.pl Jerzy Stępień, prezes Trybunału Konstytucyjnego w latach 2006-2008. A potem przedstawił posępną analizę stanu Polski pod rządami PiS.

"Już wcześniej mówiłem o zamachu stanu"

Sprawa jest skomplikowana. Jak tłumaczył Stępień, nie możemy stwierdzić na pewno, czy Ziobro głosował nad ustawą budżetową, czy nie - w Sali Kolumnowej nie było systemu automatycznego liczenia głosów. Ale nawet, gdyby było oczywiste, czy minister sprawiedliwości popełnił przestępstwo, prawdopodobnie nie doszłoby do śledztwa.

Jeżeli świadczył nieprawdę, to powinien stanąć przed Trybunałem Stanu, co oczywiście nie jest obecnie możliwe, ponieważ śledztwo musiałaby wszcząć prokuratura, na czele której stoi Ziobro

 - zauważył sędzia. A potem przypomniał, że już przy okazji pierwszych ataków na Trybunał Konstytucyjny mówił o zamachu stanu. A od tamtej pory było przecież tylko gorzej. Stępień nie ma wątpliwości:

Widzimy, że to koniec polskiego parlamentaryzmu, polskiej demokracji. To koniec państwa prawa.

TK, media, parlament

Rządzący dawno postawili się ponad prawem, kiedy postanowili przejąć TK. Teraz uderzają w wolność mediów, która przecież jest podstawą demokracji. W oczywisty sposób ograniczyli też działanie parlamentu

 - wyjaśnił Stępień. Jego zdaniem nie ma faktycznej większości parlamentarnej. Jest po prostu nieudolność opozycji, która nie spełnia swoich zadań i większość, która jest ślepo podporządkowana władzy. "Nagiej władzy, stosującej nagą siłę".

To się skończy stanem wyjątkowym albo zrywem obywateli

Były prezes TK nie wierzy, że doczekamy się demokratycznych wyborów za trzy lata. Uważa, że obecna sytuacja rozwiąże się w przeciągu kilku najbliższych miesięcy. I nie będzie to proste rozwiązanie:

W ciągu najbliższych kilku miesięcy albo nastanie stan wyjątkowy, albo obecna władza ustąpi i przeprowadzi przyspieszone wybory.

Oczywiście jest też trzecia opcja - rząd PiS może się zacząć wycofywać ze wcześniejszych działań i np. zaprzysiąc trzech sędziów TK. Ale Stępień nie sądzi, żeby to nastąpiło:

Obecną władzę cechuje bojowość rewolucyjna, której efektem będzie pogłębiający się chaos i dyktatura. Której początki już mamy.

Cała nadzieja w społeczeństwie. Sędzia podkreśla, że skonfederowane społeczeństwo jest jedyną rzeczą, której boi się obecna władza: "Mediami i opozycją rząd się nie przejmuje, ale konfederacyjność w Polsce się odradza i drzemie w niej ogromna siła".

Młodzi nie wiedzą, ile mogą stracić

Jerzy Stępień dostrzega wolę walki w Polakach, ale głównie pokolenia, które pamiętają stan wojenny.

W marszach KOD-u do tej pory brały udział głównie osoby z pokolenia "Solidarności". Młodzi nie wiedzą, ile mogą stracić. Myślą, że wolność słowa, prawo do edukacji, otwarte granice są za darmo. Nie wiedzą, ile mogą stracić, jeżeli zbagatelizują obecną sytuację

 - przestrzegł sędzia TK.

To tylko od społeczeństwa zależy, czy będzie bezwolną masą pracowników, jak w PRL-u, czy powie "nie", narażając się na konsekwencje

 - powiedział na koniec.

Polska awantura sejmowa. Protesty w całym kraju, demonstracja pod Sejmem i starcia z policją. Zobacz nagrania:

 

Więcej o: