Przez 2 lata wszyscy myśleli, że 30-latka się zabiła, ale śledczy z Kielc nie odpuścili. Są nowe fakty

Wszystko wskazywało, że 30-latka ze Starachowic powiesiła się. Ale śledczy z Kielc nie przestali interesować się umorzoną dawno sprawą jej śmierci. Po dwóch latach zarzut zabójstwa usłyszał jej mąż.

30-latka tragicznie zmarła dwa lata temu. Jej ciało znaleziono w łazience domu w Starachowicach. Na szyi miała linkę. Wszystko wskazywało na samobójstwo - pisze kielecka "Gazeta Wyborcza". Mąż tłumaczył, że to prawdopodobnie z zazdrości. Sprawa została początkowo umorzona, ale śledczy o niej nie zapomnieli. Przez dwa lata zbierali dowody, by w końcu przesłuchać 36-letniego mężczyznę z użyciem wariografu.

Jak mówią, są w posiadaniu dowodów, że mężczyzna zabił żonę i upozorował jej śmierć. Na razie nie zdradzają szczegółów, ale 36-latek już usłyszał zarzut zabójstwa.

Czytaj więcej na Kielce.wyborcza.pl >>>

 

Więcej o: