Pogrzeb "Inki". KOD: "Zostaliśmy wyrzuceni, jesteśmy poszkodowani". I pokazują jedno zdjęcie

• Działacze KOD: Zostaliśmy wyrzuceni z placu przed Bazyliką Mariacką• Chodzi o dwóch działaczy - Radomira Szumełdę i Mateusza Kijowskiego• "Jesteśmy ranni" - dodają działacze i pokazują zdjęcie zabandażowanej dłoni

Działacze Komitetu Obrony Demokracji twierdzą, że zostali wyrzuceni z pogrzebu "Inki" i "Zagończyka", działaczy AK, którzy zostali zabici przez komunistyczne władze. Ma chodzić o co najmniej dwie czołowe postaci KOD - Radomira Szumełdę i Mateusza Kijwowskiego. Na dowód swoich słów ten pierwszy umieścił na Twitterze zdjęcie zabandażowanej dłoni. "Byliśmy w pokoju. Jesteśmy poszkodowani" - skomentował. Niedługo później w sieci pojawiło się nagranie, na którym widać, jak Mateusz Kijowski wyprowadzany jest przez policjanta. W jego stronę lecą różne przedmioty, słychać też okrzyki: "Je*** ku***", "Ku***, dziw***", "Raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę".

Dowiedz się więcej:

Kim była "Inka"?

Danuta Siedzikówna urodziła się w 1928 r. w Guszczewinie na skraju Puszczy Białowieskiej. Wychowała się w rodzinie o tradycjach patriotycznych. Ojciec został zesłany na Sybir za działalność niepodległościową. Matkę zamordowało Gestapo. W 1943 r., po śmierci matki (mając zaledwie 15 lat), Danuta wstąpiła do AK. Po wkroczeniu Armii Czerwonej w 1944 r. podjęła pracę w nadleśnictwie Hajnówka. W 1945 r. została aresztowana przez grupę NKWD-UB za współpracę z antykomunistycznym podziemiem. Odbita przez patrol wileńskiej AK, służyła jako łączniczka i sanitariuszka w jednym ze szwadronów "Łupaszki". Pewnego dnia została wysłana do Gdańska po zaopatrzenie medyczne. 20 lipca 1946 r. aresztowało ją UB. Została osadzona w Gdańsku. Po ciężkim śledztwie, 3 sierpnia 1946 r. skazana została na karę śmierci przez Wojskowy Sąd Rejonowy. Nie miała wówczas ukończonych 18 lat.

Czemu "Inka" została zabita?

W akcie oskarżenia znalazły się zarzuty udziału w związku zbrojnym, mającym na celu obalenie siłą władzy ludowej oraz mordowania milicjantów i żołnierzy KorpusuBezpieczeństwa Wewnętrznego. Zarzucono jej m.in. nakłanianie do rozstrzelania dwóch funkcjonariuszy UB. Zdaniem dr. hab. Piotra Niwińskiego z Uniwersytetu Gdańskiego: "Siedzikówna była cichą, trzymającą się z tyłu dziewczyną, sanitariuszką. Zachowały się relacje funkcjonariuszy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (KBW) i milicjantów, których ona opatrywała po potyczkach z partyzantami AK". Piotr Szubarczyk z IPN w Gdańsku, oceniając proces "Inki", pisał:

Wyrok śmierci na sanitariuszkę był komunistyczną zbrodnią sądową, zarazem aktem zemsty i bezradności gdańskiego UB wobec niemożności rozbicia oddziałów mjr. "Łupaszki". Szwadron "Żelaznego", w którym służyła "Inka", był szczególnie znienawidzony przez gdański WUBP z powodu licznych, udanych akcji na placówki UB, m.in. brawurowy rajd przez powiaty starogardzki i kościerski 19 maja 1946 r., podczas którego opanowano kilka posterunków milicji i placówek UB, likwidując sowieckiego doradcę PUBP w Kościerzynie, kilku funkcjonariuszy UB i ich konfidenta.

Jak wyglądała egzekucja?

Danutę Siedzikównę zabił 28 sierpnia 1946 r. o godz. 6.15 strzałem w głowę dowódca plutonu egzekucyjnego z KBW. Wcześniejsza egzekucja z udziałem żołnierzy nie udała się. Żaden nie trafił do "Inki", choć strzelali z bliska. Według relacji obecnego w czasie egzekucji księdza Mariana Prusaka "Inka" krzyknęła przed śmiercią: "Niech żyje Polska". Wraz z "Inką" śmierć poniósł ppor. Feliks Selmanowicz, "Zagończyk", zastępca dowódcy plutonu 5. Wileńskiej Brygady AK mjr. "Łupaszki". Miejsce pochowania Siedzikówny i Selmanowicza przez kilkadziesiąt lat pozostawało nieznane. Ich szczątki odkrył w 2014 r. IPN, podczas prac na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku.

Więcej o: