Klasy przejściowe, koszty, zwolnienia... O tych problemach ws. likwidacji gimnazjów rząd nie mówi

1. Likwidacja gimnazjów to kluczowy pomysł rządu na edukację2. Jednak na razie MEN nie odnosi się do związanych z nim zagrożeń2. Możliwe są m.in. zwolnienia nauczycieli i zamykanie budynków szkół

"Uratowanie potencjału polskiej edukacji i małych szkół", "wzmocnienie edukacji wczesnoszkolnej", "stworzenie systemu oświatowego na miarę XXI wieku" - takie efekt chce osiągnąć Ministerstwo Edukacji, dzięki zreformowaniu struktury szkolnictwa. Jego głównym elementem jest likwidacja gimnazjów i powrót do systemu: osiem lat szkoły powszechnej plus szkoła średnia.

Zdaniem szefowej MEN Anny Zalewskiej obecny system jest obarczony wieloma wadami i odpowiada za problemy polskiej szkoły. Radą na to ma być właśnie ta szeroka reforma, ze likwidacją gimnazjów na czele.

Jednak podczas prezentowania projektu zmian minister nie podała wielu szczegółów rozwiązań, ani wyzwań, jakie stworzy reforma. Jakie mogą one być? Oto pięć potencjalnych skutków, o których jak na razie rząd nie mówi: 

1. Zwolnienia nauczycieli 

Minister Zalewska zapewnia, że sama reforma nie będzie skutkować zwolnieniami nauczycieli. Jej zdaniem, jeśli stracą oni pracę w najbliższych latach, będzie to przede wszystkim spowodowane niżem demograficznym. Jednak m.in. ZNP i opozycja ostrzega, że zwolnienia są nieuniknione. Wielu nauczycieli jest przygotowanych tylko do nauczania w gimnazjum, poza tym ci uczący dziś w podstawówkach i licach pracują na niepełnych etatach. 

Kuriozalnym jest, kiedy minister edukacji mówi, że nie będzie potrzeba mniej nauczycieli, bo liczba dzieci się nie zmieni. Każdy rozumie, że wszystko zależy od organizacji szkoły. Jeśli zmniejszymy liczbę szkół, „upchniemy” więcej uczniów w jednej placówce, to oczywiście, że będą zwolnienia nauczycieli. Ministerstwo nie przedstawia żadnego planu, żadnych liczb, przeliczeń na placówki, a etaty, żadnego planu, jak zorganizować te szkoły 

- mówi w rozmowie z Gazeta.pl Aleksandra Pezda, dziennikarka specjalizująca się w sprawach edukacji. 

 

2. Zamykanie szkół

Podobnie minister Zalewska zapewnia, że nie będzie zamykania budynków szkół. Dzisiejsze gimnazja mają zostać stopniowo "wygaszone", a samą infrastrukturę przejmą nowe szkoły. Jednak same gimnazja zostaną po prostu zamknięte i o ile uczniowie trafią do innych placówek, o tyle same instytucje - w tym np. gimnazja dwujęzyczne - przestaną istnieć. Nie wiadomo na razie, co z gimnazjami niepublicznymi. Los samych budynków szkół tez wcale nie jest taki pewny.

 - Samorządy od lat patrzą na edukację przez pryzmat ekonomiczny. Tam, gdzie się to uda, zamkną szkoły, bo tak będzie taniej. Bez dwóch zdań będzie tak: gdzie można, tam się zamyka, bo po co utrzymywać placówki, jeśli nie jest to konieczne To, że nie będzie zamykania szkół, możemy włożyć między bajki

- mówi Aleksandra Pezda. 

Zdaniem rządu, rozwiązaniem będzie możliwość funkcjonowania jednej szkoły w dwóch budynkach. Czy jednak samorządy zdecydują się na takie rozwiązanie i utrzymywanie dwóch placówek? 

3. Dwie różne, pierwsze klasy w 2019 roku 

Zgodnie z planem MEN, w 2019 roku do liceów trafią dwa roczniki klas pierwszych - jeden, który jeszcze ukończył gimnazjum, oraz pierwszy po ośmioletniej szkole powszechnej. Na infografice z prezentacji minister wygląda to całkiem prosto. 

Reforma edukacjiReforma edukacji Fot. men.gov.pl

Jednak czy tak będzie w rzeczywistości?

Ten pomysł to horror. Nie chodzi tylko o podwojenie rocznika - w obliczu pozostałych konsekwencji to banał. Będą to równoległe klasy, które idą różnymi programami. I nie chodzi tu o drobnostki, że będzie tu godzina fizyki więcej czy mniej. To kolosalne różnice w całej organizacji nauczania w jednym roczniku

- mówi nam dziennikarka.

Zwariują uczniowie, zwariują rodzice i zwariują nauczyciele. Przykładowo historyk w jednym dniu będzie uczył w „nowej” klasie, zgodnie z nowymi wytycznymi, a na drugiej lekcji - znów z pierwsza klasą - będzie uczył problemowo na bloku historyczno-społecznym Oczywiście to jest możliwe, nauczyciel to zrobi. Ale pytanie brzmi: które dzieci będą lepiej przygotowane i dlaczego?

- wyjaśnia Pezda.

4. Ile to będzie kosztować? 

- Nie będzie to bardzo droga reforma - zapewniała minister w programie #RZECZoPOLITYCE. Jednak na razie MEN nie podaje szacunkowych kosztów zmian w edukacji. Nie będą one co prawda związane z fizycznym budowaniem nowych szkół, nie oznacza to jednak, że nie wiążą się z kosztami. A te poniesie nie tylko rząd, ale też szkoły, nauczyciele i rodzice. 

Trzeba zmienić programy nauczania i podręczniki. Trzeba zmienić całą obsadę szkół, zatrudnić nauczycieli i kierownictwo od nowa... Kosztów jest wiele, aż po wymianę pieczątek, bo przecież szkoły nie będą nazywały się tak samo

- wymienia Aleksandra Pezda.

5. Jak wpłynie to na uczniów?

O kosztach czy potencjalnych zwolnieniach głośno było jeszcze przed zaprezentowaniem projektu. Mniej mówi się o samych uczniach - a konkretnie o tym, jak wpłynie to na dzieci w okresie przejściowym. Część z nich będzie pierwszymi rocznikami w nowych szkołach. Cześć będzie uczyć się równolegle z dziećmi, które szły starym torem. Cześć będzie ostatnią klasą w zamykanych gimnazjach, uczoną przez martwiących się o pracę nauczycieli.

To, jak te klasy przejściowe wpłyną na dzieci, to pytanie, które MEN powinno zadać sobie przez wprowadzeniem tej reformy. Należało zrobić kilkuletni pilotaż, zbadać wyniki nauczania i samopoczucie uczniów. Wtedy można by odpowiedzieć na to pytanie. Teraz nikt tego nie wie

- kwituje Aleksandra Pezda.