Kwaśniewski: Na miejscu Dudy bym się zdenerwował. Bo nigdy nie wiemy, czy to zabłąkana rakieta, czy atak

Jacek Gądek
Były prezydent Aleksander Kwaśniewski widzi "wielką konfuzję" wokół historii rosyjskiej rakiety Ch-55, która w grudniu zeszłego roku rozbiła się niedaleko Bydgoszczy. - Dawno nie słyszałem aż tylu sprzecznych informacji i sygnałów ws. jednego i to tak istotnego wydarzenia. Widać, że coś kręcą - ocenia były prezydent Aleksander Kwaśniewski w rozmowie z Gazeta.pl.

Rosyjski pocisk Ch-55 16 grudnia 2022 r., wystrzelony z rosyjskiego bombowca znad Białorusi, znalazł się nad Polską. Nie był uzbrojony, więc nie doszło do eksplozji, ale rakieta ta zdolna jest przenosić nawet głowice atomowe. To pocisk manewrujący. Poderwano polskie i NATO-wskie samoloty. W okolicach Bydgoszczy stracono go jednak z oczu. Poszukiwania szczątków rakiety przerwano. Dopiero pod koniec kwietnia przypadkowa osoba znalazła miejsce upadku rakiety, a prokuratura wszczęła śledztwo. Premier Mateusz Morawiecki polecił szefowi MON Mariuszowi Błaszczakowi sporządzić raport wyjaśniający incydent i to, co się działo po nim. Błaszczak go wykonał, a jako winnego wskazał dowódcę operacyjnego gen. Tomasza Piotrowskiego.

Wedle raportu Błaszczaka gen. Piotrowski "zaniechał swoich instrukcyjnych obowiązków". Błaszczak twierdzi, że w sprawozdaniu operacyjnym DO z 16 grudnia, które dostał, znalazła się informacja, że w dniu 16 grudnia nie odnotowano naruszenia ani przekroczenia polskiej przestrzeni powietrznej. Szef MON nie przedstawił szczegółów raportu.

Zobacz wideo Łukasiewicz: To żadna tajemnica - Amerykanie są zaangażowani wywiadowczo w tę wojnę

Błaszczakowi, choć nie wprost, gen. Piotrowski odpowiedział. - Wierzę głęboko, że żyjemy w państwie, które jest silne i sprawiedliwe. Wierzę też głęboko we wszystkich Polaków, że jesteśmy w tej chwili w stanie pokazać przy nadchodzącym zagrożeniu ze wschodu, że jesteśmy świadomi, że żyjemy w kraju demokratycznym, że wiemy, co to jest wymiar sprawiedliwości i nie ulegniemy złym emocjom. Bardzo serdecznie za to dziękuję - oznajmił.

Także wojskowy szef gen. Piotrowskiego - szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Rajmund Andrzejczak - wprost stwierdził: "Ja poinformowałem swoich przełożonych". A ci przełożeni to przecież szef MON i prezydent. Wersje są więc sprzeczne.

"Wielka konfuzja"

Jak mówi nam Aleksander Kwaśniewski, wyraźnie widać "wielką konfuzję" wokół tej historii. - Dawno nie słyszałem aż tylu sprzecznych informacji i sygnałów ws. jednego i to tak istotnego wydarzenia. Widać, że coś kręcą - zaznacza.

Dla byłego prezydenta ewidentne jest, że coś w państwie zawiodło. I nie jest to tylko obrona przeciwrakietowa. - Przedstawiciele władz państwa i wojska nie są w stanie jednoznacznie powiedzieć, jak cała ta historia wyglądała. Dotyczy to w zasadzie wszystkich szczebli państwa: ani prezydent, ani Kancelaria Prezydenta, ani MON, ani premier, ani wojsko - nikt nie dał jeszcze jasnej odpowiedzi, a ich wersje są sprzeczne.

Kwaśniewski studzi emocje i radzi kierować się wnikliwością, ale też i cierpliwością przy wyjaśnianiu sprawy. - Jestem daleki od ocen, że nic nie działa w państwie i że to zupełna katastrofa. Należy się kierować siłą spokoju państwa - zwłaszcza wobec tego, co się dzieje w otoczeniu - podkreśla. Bo Polska jest przecież państwem przyfrontowym.

Co powinien zrobić Duda?

Były prezydent wskazuje, co wobec tej sytuacji powinien zrobić urzędujący prezydent Andrzej Duda. - Prezydent jako zwierzchnik Sił Zbrojnych RP ma jasne obowiązki. Po pierwsze musi dowiedzieć się, jakie były fakty. Po drugie: czy systemy obrony przeciwrakietowej mogły przechwycić tę rakietę, a jeśliby tak, to dlaczego okazały się nieskuteczne. Po trzecie: jaka była reakcja odpowiedzialnych dowódców i jednostek wojskowych na ten fakt?

Jako czwarty punkt Kwaśniewski wymienia wskazanie, kto - jeśli faktycznie tak było - nie udzielał cywilnym zwierzchnikom informacji o całym zdarzeniu. - Dlaczego resztki rosyjskiej rakiety zostały odnalezione dopiero po czterech miesiącach przez przypadkową kobietę, która akurat jechała tamtędy na koniu? W dobrze zorganizowanym państwie nie tak to się powinno przecież odbywać - dodaje.

W rozmowie z Gazeta.pl Kwaśniewski podkreśla, że prezydent ma obowiązek tych wszystkich informacji żądać. - Będzie też musiał wyciągnąć konsekwencje, skoro ktoś popełnił błędy. Jeśliby się okazało, że któryś z generałów wprowadzał w błąd ministra obrony i premiera, który twierdzą, że nie zostali poinformowani o incydencie, a i prezydent powie, że nic nie wiedział, to ja na miejscu Andrzeja Dudy bym się bardzo zdenerwował - mówi nam były prezydent.

Jak zaznacza Kwaśniewski, informacje o wejściu rosyjskiej rakiety w polską przestrzeń powietrzną muszą być bowiem pilnie przekazywane. - Nigdy przecież nie wiemy, czy rakieta jest zabłąkana, czy jest częścią jakiegoś poważnego ataku. Reakcja wojska i informacje dla zwierzchników muszą być natychmiastowe. Podobnie też analiza, co może wyniknąć z takiej sytuacji - konkluduje.

Sam prezydent Andrzej Duda jest wstrzemięźliwy. - Oczywiście wiele wskazuje na to, że mógł to być upadek rakiety. Natomiast nie było tam żadnej eksplozji. Nie było tam żadnego ładunku wybuchowego, w istocie nie stworzyło to żadnego poważnego zagrożenia dla bezpieczeństwa RP i to jest dla mnie jako Prezydenta RP najważniejsze - mówił będąc jeszcze z wizytą w Albanii.

Więcej o: