Nieoficjalnie: Wiedzieli o rosyjskiej rakiecie nad Bydgoszczą, ale przestali jej szukać. Bo padał śnieg

Dziennikarze RMF FM ustalili nowe fakty ws. rosyjskiej rakiety, która spadła w Zamościu. Z ich informacji wynika, że wojsko wbrew obowiązkowi, nie powiadomiło prokuratury o naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej przez niezidentyfikowany obiekt. "Wygląda to tak, jakby polska armia zlekceważyła ten incydent albo chciała go ukryć. Już samo podejrzenie naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej powinno skutkować zawiadomieniem organów ścigania" - czytamy.

Jak pisaliśmy dziś rano, wstępne ustalenia Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych, które opublikował RMF FM, potwierdziły, że w Zamościu koło Bydgoszczy spadł rosyjski pocisk manewrujący Ch-55 .

Polska armia przyznała, że w połowie grudnia ubiegłego roku, kiedy Rosjanie przeprowadzili zmasowany ostrzał terytorium Ukrainy, wykorzystali między innymi samoloty stacjonujące na terenie Białorusi. Siły NATO poderwały wówczas samoloty bojowe z powodu pojawienia się w pobliżu przestrzeni powietrznej Sojuszu wielozadaniowego bombowca taktycznego Su-34. Podczas tych działań polskie służby zauważyły i śledziły obiekt, który wleciał do Polski znad Białorusi. Z radarów zniknął w okolicach Bydgoszczy, a poszukiwania tego obiektu przerwano ze względu na trudne warunki atmosferyczne. Przez Polskę przechodził wówczas front z potężnymi śnieżycami.- doprecyzowuje RMF FM..

Zobacz wideo "Świat, w którym Zachód nam pomagał, skończył się, gdy Putin zaatakował rakietami cywilów". Paweł Kowal w Porannej Rozmowie Gazeta.pl

RMF FM: Polska armia mogła zlekceważyć ten incydent albo chciała go ukryć

Z najnowszych informacji stacji wynika, że wojsko - wbrew obowiązkowi - nie powiadomiło prokuratury o naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej przez niezidentyfikowany obiekt.

"Wygląda to tak, jakby polska armia zlekceważyła ten incydent albo chciała go ukryć. Już samo podejrzenie naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej powinno skutkować zawiadomieniem organów ścigania" - czytamy. Z informacji stacji wynika, że w grudniu żadne zawiadomienie nie trafiło do śledczych.

Prokuratura wszczęła śledztwo ws. rakiety pod Bydgoszczą

Dopiero pod koniec kwietnia Prokuratura Okręgowa w Gdańsku wszczęła śledztwo w sprawie sprowadzenia zdarzenia, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach, w związku ze znalezieniem w lesie pod Bydgoszczą szczątków powietrznego obiektu wojskowego. Prokuratorka Grażyna Wawryniuk przekazała, że czynności wykonują prokuratorzy wojskowi, biegli oraz inne służby państwowe, a przyjęta przez prokuratorów kwalifikacja prawna postępowania to artykuł 163, paragraf 1, pkt 3 kodeksu karnego: "Kto sprowadza zdarzenie, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach, mające postać: eksplozji materiałów wybuchowych lub łatwopalnych albo innego gwałtownego wyzwolenia energii, rozprzestrzeniania się substancji trujących, duszących lub parzących, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8".

Reporterzy RMF FM usłyszeli, że możliwe jest przekwalifikowanie czynu i sprawdzanie, czy doszło do niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych lub przekroczenia przez nich uprawnień.

Początkowo oficjalnie poinformowano jedynie, że to "powietrzny obiekt wojskowy". "Spekulowaliśmy, że może to być coś, co odpadło od samolotu startującego z lub lądującego na pobliskim lotnisku przy Wojskowych Zakładach Lotniczych nr 2. Tego samego dnia pojawiły się jednak w sieci zdjęcia mające przedstawiać znalezisko i od tego momentu sprawa stała się znacznie bardziej skomplikowana" - pisał Maciek Kucharczyk z Gazeta.pl. Nasz dziennikarz przedstawił możliwe scenariusze wyjaśniające, skąd wzięły się szczątki sprzętu wojskowego w okolicy Bydgoszczy, o których można przeczytać w poniższym tekście: 

Więcej o: