W trzech gminach pod Gnieznem (woj. wielkopolskie) mieszkańcy walczą z plagą szczurów. Problemy z gryzoniami pojawiają się w Czerniejewie, Niechanowie i Wrześni. Zwierzęta zaczynają wchodzić na posesje, a mieszkańcy obawiają się, że w najbliższych dniach wejdą również do mieszkań.
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.
W Czerniejewie, Niechanowie i Wrześni mieszkańcy mierzą się z wielką plagą szczurów. Gryzonie pojawiają się już nie tylko na polach, ale również w obejściach domostw. Władze gmin chcą rozwiązać problem, jednak obecnie przyznają, że nie mają na to środków. Zachęcają również do tego, aby mieszkańcy na własną rękę podjęli się deratyzacji na własnych posesjach.
"W związku z sygnałami o większej ilości gryzoni, które pojawiły się w ostatnim czasie na terenie gminy Czerniejewo, przypomina się o obowiązku wykonywania deratyzacji na posesjach, co wynika z Regulaminu utrzymania czystości i porządku w gminie" - poinformowały władze gminy Czerniejewo. Podano również dokładne kroki, które powinni podjąć mieszkańcy. "Warto zatem rozstawić klatki deratyzacyjne, wykładać trutki, które należy zmieniać, aby gryzonie nie przyzwyczaiły się do jednego rodzaju środka chemicznego. Wśród metod zwalczania gryzoni są również pułapki sprężynowe, gilotynki, potrzaski, pułapki żywołowne, przynęty toksyczne".
Mieszkańcy gmin zauważają, że gryzonie pojawiają się dopiero po zmroku i grasują po gminach do rana. - Sto sztuk szczurów było dzisiaj rano po godzinie szóstej. Ciarki mi po plecach przechodzą do obecnej chwili - przekazał jeden z mieszkańców, cytowany przez "Fakty" TVN. Szczury pojawiły się już przed świętami Bożego Narodzenia, podkopują się do miejscowych kurników czy innych miejsc, w których przebywają zwierzęta. Mieszkańcy są więc zaniepokojeni, że gryzonie będą wchodzić do mieszkań. - Może dostać się do domu, zaatakować psa albo kota - przekazała Anna Sobieraj, mieszkanka Kawęczyna w rozmowie z dziennikarzami "Faktów" TVN. Wiele osób obawia się również, że gryzonie zniszczą przewody elektryczne w samochodach.
Mieszkańcy uważają, że szczury mogą się mnożyć na likwidowanej obecnie fermie norek w Kawęczynie. Gdy zaczęło tam brakować im pożywienia, wtedy ruszyły na pola i dalej w stronę domów. Właściciel fermy Rajmund Gąsiorek nie widzi jednak problemu i nie czuje się winny. Właściciel gorzelni w Marzeninie Kazimierz Zaborowicz również odpierał zarzuty, dotyczące rozprzestrzeniania się szczurów w gminach - informują "Fakty". - Żeby zakupić trutki czy pułapki na odławianie tych szczurów, których są setki, jak nie tysiące, to muszą się znaleźć pieniądze publiczne - przekazał Szymon Robaszkiewicz, wójt gminy Niechanowo. Mieszkańcy jednak krytykują władze. Uważają, że należało walczyć z gryzoniami, zanim w takiej ilości pojawiły się na terenach mieszkalnych. Obecnie mieszkańcy muszą walczyć z gryzoniami na własną rękę. Mogą też kontaktować się z gminami, aby rozwiązać problem.