SOR-y oblężone, nie ma ani jednego wolnego ambulansu w Warszawie. "Armagedon i chaos"

Wtorkowy poranek na południu i wschodzie Polski był bardzo ciężki. Drogi i chodniki oblodzone, co doprowadziło do wielu wypadków. Gołoledź sprawiła, że w Warszawie i okolicach odnotowano wyjątkowo dużą liczbę interwencji zespołów ratownictwa medycznego. Po godz.14 nie było ani jednego wolnego ambulansu.

Oblodzone chodniki i jezdnie w Warszawie i okolicach spowodowały we wtorek 20 grudnia wyjątkowo dużą liczbę interwencji zespołów ratownictwa medycznego. W tej chwili (godz. 14) w stolicy nie ma ani jednego wolnego ambulansu, a ratownicy medyczni pracują praktycznie bez przerwy.

Zobacz wideo Transporty pomocy humanitarnej do terenów odzyskanych przez Ukraińców

Warszawa. Przeciążone załogi karetek pogotowia. "Nie ma ani jednego wolnego ambulansu"

Rzecznik prasowy Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego Meditrans Piotr Owczarski powiedział Informacyjnej Agencji Radiowej, że wszystkie 80 ambulansów jest nieustannie zajętych. Sytuację na warszawskich i podwarszawskich ulicach określił jako: "Armagedon i chaos".

- W 38 stacjach wyczekiwania nie ma ani jednego wolnego ambulansu. Wszystkie od rana pracują, są albo w drodze do pacjenta, albo udzielają pomocy pacjentom, albo wracają do szpitali z pacjentami albo też jadą na kolejne zgłoszenia - przekazał Piotr Owczarski.

Jak dodał, ratownicy medyczni oraz lekarze pracujący w zespołach ratowniczych nie mieli od rana czasu na przerwę. W związku z tym Owczarski zaapelował o rozsądek przy wzywaniu ambulansów, które "powinny zajmować się wyłącznie przypadkami bezpośredniego zagrożenia zdrowia i życia".

Włocławek. Kolejna śmiertelna ofiara gołoledzi Włocławek. Kolejna śmiertelna ofiara gołoledzi

Oblężone SOR-y. "Jest ogromne zamieszanie. Ten system nie daje rady"

Z powodu gołoledzi i wypadków na SOR-y trafiają osoby, którym nie udało się uniknąć upadku na śliskim chodniku czy drodze. Jak podaje WP.pl, na oddziały trafiają przede wszystkim pacjenci z urazami, głównie dotyczącymi kończyn lub głowy. 

- Małżonka wywróciła się trzy razy, ja też nie uniknąłem upadku. Oboje z urazami czekamy na SOR-ze już piątą godzinę. Bark boli mnie okropnie. Jest ogromne zamieszanie. Ten system nie daje rady. Na recepcji powiedzieli, że mamy przyjść od razu na urazówkę, bo tu ktoś będzie od godziny 9. Inni ludzie mówią, że trzeba najpierw pobrać numerek, żeby się tu dostać. Nie mamy już siły, chcemy wrócić do domu i położyć się - mówi w rozmowie z portalem jeden z mieszkańców Warszawy.

Akcja policji w Sokołowie Podlaskim Wpadł w zaspę i nie wiedział, gdzie jest. Zdążył powiedzieć, że zamarza

Więcej o: