Poprosił mamę o kanapkę i worek, cioci mówił o "wujku". Zaginięcie, o którym mało kto słyszał

W 1996 roku siedmioletni Darek wpadł do kuchni i poprosił mamę o kanapki i worek jutowy. Gdy nie wrócił do wieczora, rodzina zaczęła go szukać. Wówczas okazało się, że przed zaginięciem mówił cioci o "wujku", z którym miał przyjść na plażę. Chłopiec do tej pory się nie odnalazł. Sprawa ta stała się medialna dopiero w 2021 roku za sprawą kanału zajmującego się opisywaniem niewyjaśnionych zaginięć.

Jak czytamy w magazynie "Reporter", Darek urodził się 18 lipca 1989 roku w Choszcznie, w ówczesnym województwie gorzowskim (obecnie woj. zachodniopomorskie). Tak naprawdę nazywał się Czesław Tomaszkiewicz, jednak imię nadane mu na chrzcie, mające upamiętniać dziadka, niezbyt się przyjęło - wielu nawet nie wiedziało, jak brzmi jego prawdziwe imię. Rodzice, którzy mieli dzieci z poprzednich związków, a chłopiec był ich jedynym wspólnym potomkiem, także woleli nazywać go Darkiem. 

Zobacz wideo Czy wiesz, co zrobić, gdy zaginie ktoś bliski?

Czesław Tomaszkiewicz zniknął bez śladu. Przed zaginięciem przyszedł do domu po kanapkę i worek

Rodzina mieszkała na pierwszym piętrze w kamienicy przy ulicy Mickiewicza. Kawalerka była na tyle skromna, że tapczan, na którym spał siedmiolatek, musiał znajdować się w kuchni. W domu się nie przelewało, a na dodatek rodzice Darka nadużywali alkoholu. - Oni żyli bardzo skromnie, ale czysto. Halinka (matka chłopca - red.) była bardzo pracowita. Swoje obowiązki wypełniała ze zdumiewającą dokładnością. Prała, sprzątała, gotowała - powiedziała "Reporterowi" pani Agata Kowbaj, siostra Mariana i ciocia Darka. Pani Halina szukała też różnych prac dorywczych, by móc utrzymać rodzinę.

Siedmiolatek większość czasu spędzał poza domem, odwiedzając babcię lub bawiąc się z rówieśnikami. Darek często chodził na plażę miejską z innymi dziećmi i ich rodzicami, sam nie będąc jednak pod niczyją opieką. Chłopiec nie spędzał jednak wszystkich dni na zabawie, a w wolnym czasie szukał w parkach i przy śmietnikach butelek po piwie. Później zanosił je do sklepów na skup, a za zarobione w ten sposób pieniądze mógł kupić lody lub słodycze - nie tylko dla siebie, ale też dla swoich kolegów i koleżanek. Większość sąsiadów nazywał ciociami i wujkami, miał duże zaufanie do innych.

9 sierpnia 1996 roku, trzy tygodnie przed rozpoczęciem szkoły, siedmiolatek spotkał się z młodszym kolegą, pięcioletnim Tomkiem. Chłopcy chcieli iść na plażę, jednak droga prowadziła przez niewielki, ale gęsty zagajnik. Tomek bał się tam wejść, natomiast Darek powiedział, że jest na tyle odważny, by samemu przejść ten odcinek. Po kilku minutach miał wrócić. Gdy po dłuższym czasie Tomek nadal był sam, zaczął nawoływać kolegę. Bał się jednak wejść do lasu, więc wrócił do domu.

Przeczytaj więcej aktualnych informacji na stronie głównej Gazeta.pl.

Progresja wiekowa Małgosi i Kuby BogdańskichZostawili wszystko i zniknęli. Gdzie jest rodzina Bogdańskich?

Wiadomo, że Darek wyszedł z lasu na plażę. Nad jeziorem zauważył swoją ciocię Agatę, która przyszła tam ze swoimi dziećmi. Kobieta zaniepokoiła się, że chłopiec jest sam, jednak ten powiedział jej, że przyszedł z "wujkiem" i wskazał na zagajnik. Siedmiolatek miał na sobie tylko majtki, ponieważ tego dnia było bardzo gorąco. - Myślałam, że jest z kimś z rodziny, kto czeka na niego w parku. Nie dopytałam, o jakiego wujka chodzi i do dziś nie mogę sobie tego wybaczyć. Zupełnie nie przeczuwałam, że może wydarzyć się coś złego - mówiła "Reporterowi" pani Agata. - W tym czasie zajmowałam się swoimi dziećmi wychodzącymi z wody i pomyślałam, że ktoś przyjechał w odwiedziny do Haliny, mamy Darka - dodała w rozmowie z "Faktem".

Chwilę po tej rozmowie siedmiolatek zniknął z pola widzenia cioci. Darek następnie pokazał się w domu. Wbiegł do mieszkania i poprosił o kanapkę. Po kilku gryzach uznał, że zabierze ją ze sobą. Zanim wyszedł, poprosił o jutowy worek, który miał być mu potrzebny do zabawy z innymi dziećmi. Potem wybiegł z domu i już więcej się w nim nie pojawił.

Świadkowie mieli widzieć Darka z mężczyzną w sklepie. Trzymał go za rękę

Wieczorem zaniepokojona matka i ojciec zaczęli szukać Darka, chodząc po sąsiadach i znajomych. Sprawdzili też place zabaw i plażę, ale chłopca nigdzie nie było. Zdecydowali się więc zadzwonić na policję. Służby przez cały weekend prowadziły poszukiwania, sprawdzili też wody jeziora, ale nie znaleźli tam żadnego śladu chłopca. W mieszkaniu natrafiono na stare ślady krwi, jednak należały one do ojca, który skaleczył się kilka dni wcześniej. Żadna osoba nie widziała też Darka po tym, jak wyszedł z domu z kanapką i workiem.

Niebawem jednak dotarto do osób, które miały widzieć siedmiolatka w pobliskim sklepie. Chłopiec miał stać w kolejce z mężczyzną, który trzymał go za rękę. Nie wiadomo jednak, czy było to przed czy po tym, jak chłopiec wszedł na chwilę do domu. Rodzina nigdy nie ustaliła tożsamości tej osoby, co było dodatkowo trudne, bo Darek wielu znajomych dorosłych nazywał wujkami lub ciociami. Jak jednak twierdzi pani Agata, policja miała przesłuchać podejrzanego mężczyznę - nie znaleziono przeciwko niemu dowodów i nie zgodzono się na to, by rodzina chłopca poznała jego imię i nazwisko.

Kajdanki / zdjęcie ilustracyjneBytom. Nie żyje dwulatka, jej matka usłyszała zarzut zabójstwa

Wieść o zaginięciu chłopca dotarła do kilku lokalnych mediów. Mieszkańcy Choszczna zaczęli bać się o swoje dzieci i zabraniali im samym wychodzić z domu. Pani Agata twierdzi, że rozwieszane przez rodzinę plakaty z wizerunkiem dziecka często były zrywane. Zdjęcie Darka pojawiło się jednak w programie "Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie", który wówczas nie był jeszcze tak popularny. Ostatnie wzmianki w tej sprawie pochodzą z 1998 roku.

Wśród sąsiadów zaczęły pojawiać się plotki, że to ojciec zabił syna, że razem z sąsiadem sprzedał go innej rodzinie czy też o mieszkającej w kamienicy parze z Niemiec, która przestała się pojawiać w miejscowości po zaginięciu chłopca. Jak zauważa "Reporter", żaden z sąsiadów nie zgłosił swoich teorii na policję i po tak długim czasie są niemal niemożliwe do zweryfikowania. 

Pani Agata nadal czeka na informacje. Zaginiony miałby dziś 33 lata

Ojciec i matka Darka zmarli. Pani Agata natomiast cały czas czeka na rozwiązanie zagadki zaginięcia chłopca, który miałby teraz 33 lata. W 2021 roku sprawa chłopca została nagłośniona przez kanał "Tropiciele zbrodni", a dokładniej autorkę Agnieszkę Strzelczyk. Po tym czasie na stronie Itaki i urzędu marszałkowskiego województwa zachodniopomorskiego pojawił się rysopis i zdjęcie Czesława Tomaszkiewicza.

 

W podobnym czasie do pani Agaty napisały w mediach społecznościowych dwie osoby - jedna twierdziła, że Darek żyje i celowo nie nawiązuje kontaktu z bliskimi. Druga dała namiary do osoby, która łudząco przypomina ojca chłopca (nie wykonano bowiem progresji wiekowej samego zaginionego) - mężczyzna ten nie był jednak zaginionym dzieckiem, chociaż mieszka zaledwie kilka kilometrów od Choszczna. - Nie daje mi to spokojnie żyć. Mam ogromne wyrzuty sumienia - mówi "Faktowi" pani Agata. 

Osoby, które mają informacje pomocne do rozwikłania tej sprawy, powinny kontaktować się z policją lub fundacją Itaka.

Zaginiony Czesław TomaszkiewiczZaginiony Czesław Tomaszkiewicz fot. Itaka

Więcej o: