Dziennikarz Marek Pomykała zginął, bo badał sprawę byłego milicjanta. Sprawę rozwiązano po 25 latach

Po 25 latach Kazimierz Pomykała, ojciec zaginionego w 1997 roku dziennikarza Marka Pomykały, oficjalnie dowiedział się, że jego syn został zamordowany. - Nie jestem człowiekiem mściwym. Uważam jednak, że każdy za swe złe uczynki musi ponieść konsekwencje - komentuje ojciec mężczyzny.

Prokuratura Okręgowa w Krakowie powiadomiła 25 listopada o zatrzymaniu byłego milicjanta Tadeusza P. z Sanoka w związku ze śmiercią Marka Pomykały. Mężczyzna usłyszał w tej sprawie cztery zarzuty.

Ojciec zaginionego - Kazimierz Pomykała, od chwili zaginięcia syna próbował dociec prawdy. Dzięki jego staraniom wznowiono śledztwo i zatrzymano Tadeusza P.

Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Zobacz wideo Zniszczył baner na deptaku, uszkodził słupek, został zatrzymany

Były milicjant usłyszał zarzut zabójstwa Marka Pomykały

Z relacji ojca dziennikarza wynika, że 30 kwietnia 1997 roku jego syn Marek Pomykała wyszedł z domu do kiosku i zaginął. Później znaleziono jego samochód marki Fiat przed wjazdem na tamę w Solinie. Jak się okazało, w baku samochodu nie było paliwa. Według Kazimierza Pomykały był to pierwszy sygnał, że coś złego stało się z jego synem.

Wszystkie podejmowane dotąd śledztwa w sprawie zaginięcia Marka Pomykały były jednak umarzane. Początkowo twierdzono, że dziennikarz mógł popełnić samobójstwo - i to mimo licznych poszlak, które wskazywały na zabójstwo oraz powiązanego z tym zdarzeniem byłego milicjanta Tadeusza P.

Kolejne postępowanie ws. zaginięcia dziennikarza wszczęto w 2020 roku po interwencji Ministerstwa Sprawiedliwości. Na podstawie nowego śledztwa ustalono, że za zaginięciem Pomykały stoi Tadeusz P. były oficer oraz zastępca komendanta Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Lesku (woj. podkarpackie). Mężczyzna usłyszał m.in. zarzut zabójstwa Marka Pomykały.

Podkarpacie. Ojciec Marka Pomykały o śledztwie: Każdy za swe złe uczynki musi ponieść konsekwencje

Z ustaleń śledczych wynika, że dziennikarz miał zostać uduszony przez Tadeusza P. w Wołkowyi, a następnie utopiony w Jeziorze Solińskim. Przez 25 lat ojciec Marka Pomykały walczył o to, by wznowić śledztwo ws. śmierci jego syna. Teraz skomentował nowe ustalenia służb. - Nie jestem człowiekiem mściwym. Nie ja jestem od wymierzania kary, tylko niezawisły sąd. Uważam jednak, że każdy za swe złe uczynki musi ponieść konsekwencje - przekazuje ojciec zamordowanego dziennikarza, cytowany przez "Fakt". Mężczyzna ubolewa jednak, że w grobie jego syna do tej pory nie znalazło się jego ciało - zwłok Marka Pomykały bowiem nigdy nie odnaleziono.

Marek Pomykała zajmował się sprawą, z którą związany był Tadeusz P.

Marek Pomykała, dziennikarz "Gazety Bieszczadzkiej" miał zaginąć, ponieważ interesował się sprawą, z którą związany był Tadeusz P. Chodzi o wydarzenia z 1985 roku, kiedy to ówczesny milicjant wracał pijany z kasyna. Pod Leskiem spowodował wypadek w wyniku którego zginął 40-letni Edward Krajnik. Świadkowie zdarzenia widzieli, jak Tadeusz P. kazał swoim podwładnym przewieźć na miejsce zdarzenia swojego ojca, który przyznał, że to on kierował samochodem.

Świadkiem był m.in. milicjant kryminalny Krzysztof Pyka, który nie chciał podpisać protokołu z nieprawdziwą wersją wypadku. Po dwóch tygodniach ciało funkcjonariusza wyłowiono z jeziora.

Teraz prokuratura stawia Tadeuszowi P. zarzut zabójstwa Marka Pomykały, milicjanta Krzysztofa Pyki oraz usiłowanie zabójstwa własnej żony, którą próbował otruć kilka lat temu. Mężczyzna został zatrzymany 23 listopada, natomiast dzień wcześniej w Bytomiu, znaleziono przy nim 24 gramy ziela konopi - inne niż włókniste - jest to czwarty z postawionych mu zarzutów - jak informuje "Gazeta Wyborcza".

24 listopada br. roku Sąd Rejonowy dla Krakowa-Śródmieścia, na wniosek prokuratury zastosował wobec Tadeusza P. areszt tymczasowy na trzy miesiące.

Więcej o: